|
|
Historia LucasArts
Autor: cachaito
Historia LucasArts,
czyli od chlubnych początków po smutny koniec..?
Witam Was drodzy czytelnicy, spragnieni przygody i doznań które dostarczają nam takie oto firmy jak ta, poniżej opisywana. Dwa numery temu (Adventure Zone 3) mogliście przeczytać mój nieco przydługi list w którym tak narzekam na małą ilość rdzennych gier z gatunku adventure. Nie zmieniło się to do dziś i nikt mnie nie przekona skoro jeden z filarów że tak powiem (mowa oczywiście o LucasArts ale to samo dzieje się np. z Sierrą) nadal wydaje knoty ze świata StarWars(tm) które nawet miłośnicy owego uniwersum zaczynają przeklinać... Posłuchajcie zatem jak to było.
W wieloletniej historii LucasArts jest mnóstwo gier, które po dziś są nazywane mianem kultowych. Na nich to właśnie wyrył się napis niepowtarzalna, wyjątkowa. Oczywiście, jak wszędzie zdarzały się niewypały, lecz zawsze LucasArts potrafił (forma przeszła) wynagrodzić to produktem lepszym. Sama historia firmy to temat na osobny artykuł. W każdym razie firma założona na początku lat 80-tych wydała około czternaście gier przygodowych, z których niemal wszystkie odbierane zostawały przez graczy ciepło. Z początku nie było tak jak teraz, że LucasArts wznosił się na skrzydłach przeminionej, dawnej sławy.
|
|
Już wyjaśniam o co mi chodzi. Mając w dorobku taką legendę jak Monkey Island wydawał ciągle gry godne uwagi, jedna lepsza od drugiej, ciekawsza. Niestety około roku 1995 coś się popsuło. Nie wiem, może przyczyną tego było nadmierne skupienie się nad Star Wars co zaowocowało w postaci masy gier opartych o owym świecie. Ale jeszcze wcześniej coś zgrzytnęło bowiem około 1992 roku odszedł Ron Gilbert zakładając swoją własną firmę Cavedog, jedna z głównych postaci bez której gry przygodowe spod szyldu LucasArts stały się jakby inne... W każdym razie, wydane w 1995 roku Full Throttle oraz The Dig miały otworzyć nowy dział w historii LucasArts. No właśnie, otworzyły, jednak czy historia ta okazała się chlubna? Obie te gry nie zrobiły furory. Full Throttle ponoć była zbyt krótka i łatwa. Jednym słowem przerost formy nad treścią ponieważ jedynie piękna grafika oraz animacja błyszczały na tle prostej i niedopracowanej fabuły. Druga zaś gra The Dig nie wiem czemu (nie grałem) przeszła bez echa, co najgorsze nawet wyraźnie nie wytknięto jej błędów. Na program ten od razu po ukazaniu się postawiono krzyżyk. Zapowiadał się jednak hit. Przy produkcji brał udział sam Steven Spielberg który napisał scenariusz, sam scenariusz miał być podobno stworzony na potrzeby filmu. Efekty specjalne przygotowywała znana Industrial Light& Magic. Czemu gra nie odniosła spodziewanego sukcesu? Nie wiem, jedna z branżowych gazet napisała w tedy w podsumowaniu: "gadulstwo, banały, nierówny poziom trudności". W każdym razie można zauważyć pewne zjawisko. Odkąd LucasArts porzucił dawny sposób wydawania poleceń bohaterowi (scumm) i kombinowała nad jego uproszczeniem, firma odnosiła porażki. Od LucasArts odeszły dwie następne podpory Randy Komisar oraz później Tim Schafer. Niechlubna karta historii LucasArts ciągle trwa. Między rokiem 1995 a 2000 na tle wydanych produktów wyróżnić można jedynie The Curse of Monkey Island jeszcze (prócz sterowania) przypominającą dawne programy LucasArts. Dalej były już tylko "dziwolągi" jak Grim Fandango czy ostatni wątpliwy przebój firmy "Escape from Monkey Island". Te dwie ostatnie gry podobnie jak kilka innych z Sierry (Gabriel Knight 3) czy Adventure Soft (Simon the Sorcerer 3) mają pseudo lub w pełni trójwymirową grafikę oraz całkowite uproszczenie sterowanie i co najgorsze fabuły. Naprawdę nie wiem, czemu LucasArts sam się niszczy. Czyżby nastąpiła zmowa, mająca pomóc ewolucji gier przygodowych by te stały się grami TPP jak bardziej skomplikowany Tomb Rider czy Rune?
Ludzi jeszcze pamiętających stare dobre czasy (łza się w oku kręci:) i tych którzy kochają te starsze gry przygodowe zapraszam na http://adventure.klasyka.do.pl/
Czasem dobrze jest powspominać...
|
|