|
|
Gladiator
[ Wonters ]

Pierwszą recenzją która będzie umieszczona w tym dziale jest recenzja bardzo znanego filmu pt.: "Gladiator", który został nagrodzony Oskarem. Pewnego razu przyszedł do mnie kolega przyniósł mi kompakt z "Gladiatorem", mówił że film jest naprawdę wspaniały, oglądał go kilka razy i mówił że jeszcze się mu nie znudził i miał zamiar obejrzeć go jeszcze kilka razy. Potem zobaczyłem reklamówkę filmu w telewizji i postanowiłem też go obejrzeć. Wrażenia były niesamowite te sceny walki wręcz z wojownikami (gladiatorami) i zwierzętami. "Gladiator" rozpoczyna sie wspaniale. Oto widzimy jak zdyscyplinowane rzymskie wojska pod wodza generala Maximusa pokonują hordy barbarzyńców. Tym razem chodzi o Germanów. Wspaniale sceny batalistyczne (choćby dla nich warto zobaczyć film) łącza sie z rozważaniami starego Marka Aureliusza. Umierający cesarz widzi w bezsensownej wojnie zdradę ideałów republikańskich i własna życiowa porażkę. Jedyna osoba, która może, jego zdaniem uzdrowić Rzym jest generał Maximus.
Żołnierz odważny, kochany przez swoich podwładnych, a przy okazji, jeśli wolno sie tak wyrazić, prawy człowiek. Na drodze do objęcia władzy przez Maximusa staje jednak syn Marka Aureliusza. Żądny władzy, bezwzględny i, jakże by mogło być inaczej, tchórzliwy Kommodus. Drogę do objęcia tronu rozpoczyna od ojcobójstwa. Następnie wydaje rozkaz zamordowania Maximusa. Generał cudem uchodzi z życiem i ucieka jak najdalej by dotrzeć do jednaj z prowincji rzymskich i tam stać sie niewolnikiem. Zostaje gladiatorem, ale w głębi serca marzy o powrocie do Rzymu i pomszczeniu starego cesarza, żony i ukochanego syna. Żeby sie dowiedzieć czy mu sie to uda trzeba obejrzeć najnowszy film Ridleya Scotta.

Jedno jest pewne. "Gladiator" to przewaga formy nad treścią. Film kosztował 100 milionów dolarów i to widać. Oprócz wspominanej już otwierającej sceny bitwy, równie znakomicie wypadają walki w Rzymie z udziałem rydwanów. Niestety film jest przydługi, intryga zbyt oczywista i prosta do odszyfrowania. Postacie narysowane prosta kreska trochę jak z komiksu o kapitanie Żbiku. Od Ridleya Scotta chciałoby sie trochę więcej. Drugie także jest pewne: Russell Crow jako Maximus to strzał w dziesiątkę. Po tym filmie liczba jego zwolenników (a raczej zwolenniczek) drastycznie wzrośnie.

|
|