Intro
News
Texty
Galeria
Pliki
Taniocha
Help
I-Net
TOP 10
Kronika AZ
Listy
About

Escape From Monkey Island
[ Wonters ]

Lucas Arts kojarzy się z tym, z czym do niedawna kojarzyła się Sierra (która ostatnio złośliwie nazywana jest Sierrą) - wiadomo - chodzi tutaj o wyśmienite przygodówki, jakie ukazują się co pewien okres czasu. Niestety teraz nadeszły naprawdę ciężkie chwile i gatunek adventure przeżywa widoczny kryzys, a nawet mały zastój. Tym bardziej, że wspomniana Sierra zapowiedziała, iż więcej nie wyda gier z tego rodzaju. Jaka jest tego przyczyna, zapewne spytacie? Według samej firmy, to bardzo się sparzyła wydaniem trzeciej części przygód Gabriela Knighta, która nie przyniosła nic prócz strat finansowych. Wątpię, aby cokolwiek nakłoniło ją do zmiany decyzji. Pozostaje nam mieć nadzieję... nadzieję, że inni nie pójdą w ślady znienawidzonej Sierry. Tak drodzy czytelnicy, cieszmy się tym, co jest. A póki co to wcale nie jest tak najgorzej, gdyż pod koniec roku 2000 Lucas Arts wydało kolejną grę z bardzo lubianego przez graczy cyklu Monkey Island. Warto by było choć wspomnieć o innych produktach wydanych przez LA, a są to m.in. Grim Fandango, Day of the Tentacle, czy Sam&Max. Wszystkie z nich łączy jedno - zostały fachowo wykonane i dały grającym w nie ogromną frajdę.

Cztery Małpy


O fabule dowiadujemy się już z samego (przezabawnego) intra. Jest tak wykonane, że osoby, które wcześniej nie miały do czynienia z serią MI, dostają streszczenie poprzednich przygód Guybrusha Threepwooda. W nim nasz bohater wspomina czasy, kiedy to był jeszcze szczeniakiem i chciał zostać piratem, walczył z Le Chuckiem, a wreszcie spotkał miłość swego życia - Elaine Marley. Wydarzenia MI4 rozpoczynają w chwili, gdy po pogrzebaniu (w części trzeciej) złego Le Chucka pod górą lodu, oraz po ślubie Guybrusha z ukochaną, para małżeńska wraca z miesiąca miodowego. Okazuje się, że zamiast przysługującego miesiąca, to państwo młodzi balowali poza domem aż trzy razy dłużej, a zniecierpliwieni mieszkańcy Melee Island uznali ich za martwych. Tak więc posada gubernatora, która należała wcześniej do Elaine, jest wolna, mało tego - ubiega się o nią nieznany nikomu Charles L. Charles. Pani Marley-Threepwood przybywa w samą porę, by wziąć udział w nowej elekcji. To nie koniec problemów - jakiś Australijczyk wykupuje ziemię w obrębie całych wysp karaibskich. Wykorzystując swoje niecne sztuczki chce przekształcić je w kurorty turystyczne, które oczyszczone będą z piratów. Pierwszymi naszymi zadaniami są: powstrzymanie katapulty, która ma zniszczyć rezydencję gubernatora, oraz udanie się na Lucre Island. Jak widać fabuła zapowiada się całkiem interesująco, mogę również zapewnić, że będzie taka przez większość gry. Co prawda istnieją pewne zgrzyty spowodowane wprost idiotycznymi czynnościami, jakie trzeba wykonać, by popchnąć dalej akcję. Nie chcę tu za bardzo spoilować, ale podam choćby przykład, że aby dostać się do banku przez okno, trzeba nałożyć sztuczną skórę na otwór kanalizacyjny, a potem użyć tego jako trampoliny... dla mnie to głupota. Podobnych sytuacji jest więcej. Jeśli chodzi natomiast o same zagadki, to poziom ich trudności jest zróżnicowany: od łatwiutkich, aż po piekielnie trudne, których rozwiązanie graniczy z cudem, tak jak już napisałem - często jest to spowodowane ich "inteligencją". Mam tu mieszane uczucia.

Monkey Kombat


Przez to dziwactwo cała rzesza graczy zaczęła mieszać MI4 z błotem, wiele razy z ust posypały się niecenzuralne słowa. Nie ma nic bardziej frustrującego niż Monkey Kombat (przy okazji - nazwa nawiązuje do filmu, zapewne wiecie jakiego), jest to pojedynek w którym walczymy z małpami (choć nie tylko) za pomocą wyzwisk, których kombinacje dają specyficzne pozy. Chodzi o to, że jedna pozycja ma pobić inną. Jest ich 5 i aby taką jedną wykonać, należy w odpowiedni sposób manipulować "docinkami" (ack, eck, oop, chee). Nieodpowiednie użycie kończy się zmarnowaniem swego ruchu, co daje większe szanse dla przeciwnika. Nie ma na MK żadnego sposobu, gdyż za każdym razem w grze ustawienia "hierarchii" są inne. Po prostu na opanowanie zasad i rozpisanie sobie zależności potrzebne jest kilka godzin czasu, nic więcej nie można w tym kierunku zrobić. Według mnie taka gra, jaką jest MI4, nie potrzebuje tego typu "atrakcji", a jest ich jeszcze kilka, np. paskudna zagadka z papugami, które trzeba co chwilę pytać o drogę, którą należy się poruszać, by spośród wielu kamieni znaleźć ten jeden, pod którym znajduję się ogromnie ważna czapka z brązu.

- You're the ugliest creature I've ever seen in my life.
- I'm shocked that you've never gazed at your wife.

Humor, humor, humor - i to przez wielkie H, to jest to, co cechuje serię Monkey Island. Po raz kolejny w tym elemencie twórcy nas nie zawiedli. Gra zawiera całe mnóstwo prześmiesznych gagów. Niektóre są tak rewelacyjne, że powodują u gracza olbrzymie i długotrwałe napady śmiechu. Jednak komuś, kto wcześniej nie zagrał w żadną z trzech części, mogą wydać się o wiele mniej zabawne, niż dla już z nią obeznanych. Podam przykłady z MI4, które nawiązują do poprzedników: kiedy Guybrush spotyka Otisa w więzieniu, mówi że ma uczucie Deja Vu, a to dlatego, że w MI1 Otis również znalazł się za kratkami i też za zrywanie kwiatków; kolejne odwołanie do jedynki, to tytuł aktu 3+, "Guybrush Kicks Unusually Large Butt", gdyż w pierwszej części tytuł ostatniej części brzmiał "Guybrush Kicks Butt". Takich przykładów mógłbym podać jeszcze co najmniej pięć. Raz na jakiś czas można też usłyszeć, jak Guybrush wypowiada zdania głosem Seana Connery'ego, znanego z filmów z Bondem, np. "The name's Threepwood. Guybrush Threepwood.".
Skoro już jesteśmy przy filmach, to najwięcej chyba żartów związanych jest z "Gwiezdnymi Wojnami", np. na bagnach dojrzymy rozbitego X-Winga, czy w sklepie z laskami zobaczyć kij w kształcie droida ze "Star Wars Episode 1: The Phantom Menace". Poza tym ślady innych produkcji filmowych to: "Forrest Gump", "Mad Max", "Titanic", "Austin Powers 2", "Ghostbusters", "Pulp Fiction", serialu "The Simpsons" (Guybrush mówi "Mmm Kudu Jerky Pretzels", a Homer Simpson mawiał "Mmm doughnuts") i wielu innych.
Co do muzycznego akcentu mamy do czynienia m.in. z odwołaniami do Beastie Boys, Michael Jacksona, Ozzie Ozbourne'a (Guybrush przy spotkaniu z Ozzie'm Mandrillem pyta go, czy nie jest członkiem sławnego Heavy Metalowego zespołu) i... uwaga, uwaga - Britney Spears, bożyszczem dziewczyn (i chłopaków?). Pewnie narobię sobie tym wrogów, ale co tam - warto. Otóż Brittany - bankowa kasjerka, opowiada o tym, że chce śpiewać i marzy o karierze w show biznesie, mówi, że nie ma doświadczenia, ale za to talent. Świetne, nie? Przedstawione przeze mnie przykłady są tylko częścią tego, co możecie doznać grając w MI4. Już dawno się tak nie uśmiałem, mówię wam.
O oprawie dźwiękowej


Powiem to otwarcie - podziwiam osoby, które podłożyły głosy postaciom MI4. Każda wypowiedź, każde zdanie, jakie wypowiadają bohaterzy, jest wymówione tak jak trzeba. Nie tyczy się to tylko głównej pary, ale także mniej ważnych osobistości. Odtwarzający rolę Guybrusha - Dominic Armato sprawił, że mowa naszego zadziornego pirata brzmi tak, jakby to rzeczywiście mówił bardzo wątły chudzielec. Jest świetnie dopasowany. Charity James, która wcieliła się w Elaine, dała swój kolejny popis, gdyż już wcześniej użyczyła swego głosu innej wyśmienicie znanej kobiecej postaci gier komputerowych - Grace Nakimurze, partnerce prywatnego detektywa - Gabriela Knighta. Muzyka jest po prostu cudna, spece od niej wykonali kawał świetnej roboty. Co prawda występuje w formacie .mp3, ale za to w wysokiej jakości. Każda lokacja posiada inną, charakterystyczną dla siebie, ścieżkę dźwiękową. Może do kilku kawałków miałbym drobne zastrzeżenia, ale to nie zmienia faktu, że ta część jest na pewno dużym plusem Escape from Monkey Island. Chociaż efekty dźwiękowe mające za zadanie np. symulowanie odgłosów natury, zostały wplecione bezpośrednio w muzykę, to i tak są dobrze słyszalne, a przede wszystkim stanowią znakomite jej uzupełnienie. Nie mogę mieć do nich żadnych zastrzeżeń. Panie i Panowie, oprawa audio MI4 jest jedną z najlepszych, jakie przyszło mi słyszeć w ostatnich kilku latach. Kłaniam się twórcom i całuję po nóżkach.

Grafika


Czwarta gra opowiadająca przygody Guybrusha Threepwooda korzysta z tego samego silnika, który przed kilku laty został użyty do produkcji Grima Fandango. Wydawałoby się, że nie będzie już tak atrakcyjny jak kiedyś, ale o dziwo nie! Doskonale spełnia swoje zadania. Tła, to zwykłe bitmapy 2D, jednak bardzo kolorowe i wyraziste potrafią przykuć uwagę. Modele postaci są prawie perfekcyjne, nic im nie brakuje, a naprawdę miło jest ujrzeć znajomych z poprzednich części w nowych obliczach, jedyną wadą jest ich nieostrość. Niestety czasami piksele aż kłują w oczy, jest to oczywiście spowodowane niską rozdzielczością, w jakiej jest wyświetlana gra. 640x480 to znacznie za mało jak na dzisiejsze czasy, w obronie autorów wspomnę o tym, że istnieje możliwość uaktywnienia 32 bitowej palety kolorów. Z pewnością należy pochwalić też animatorów, wszystkie ruchy bohaterów są znakomicie zsynchronizowane, bardzo naturalne, co szczególnie widać podczas cut-scenek, jest ich dość sporo, a jakość, jaką prezentują, jest godna naśladowania przez innych producentów gier. Po prostu bomba!

Co by tu jeszcze...


Interfejs jest bardzo wygodny w użyciu, cała obsługa odbywa się za pomocą klawiatury. Aby wykonać jakąś czynność, podnieść coś, obejrzeć - musimy podejść blisko takiego obiektu, ukaże się wówczas lista możliwych do wykonania akcji, wystarczy potwierdzić jedną z nich odpowiednim przyciskiem, by Guybrush ją wykonał. Czego by nie mówić o sterowaniu, to według mnie jest wygodne, a przede wszystkim proste. Spodobał mi się pomysł przedstawienia przedmiotów, które znajdują się w naszym "plecaku", otóż są w pełni trójwymiarowe, a ponadto są ruchome, tj. np. obracają się wokół własnej osi, czy otwierają się (w przypadku skrzyń itp.). Co prawda nie możemy sami manipulować położeniem kamery, ale widok zmieni się, gdy natrafimy na coś ciekawszego - coś, co będzie wymagało zbliżenia. Gra posiada dość sporą ilość opcji konfiguracyjnych, począwszy od jakości filmików, muzyki i cieni postaci, poprzez głośność muzyki, efektów dźwiękowych, aż po definiowanie przycisków i włączenie / wyłączenie napisów (które naprawdę warto uaktywnić). Dobrze, że jest dużo możliwości, bo bardzo irytujące jest nie dawanie graczom przez producentów żadnego w tej kwestii wyboru.

Brak lokalizacji? Dlaczego?!


Na całe szczęście gra nie ukazała się w polskiej wersji językowej. Dlaczego? - spytacie. A to dlatego, że: nie ma w naszym kraju osób, które przetłumaczyłyby MI4 w ten sposób, by nie popełnić błędów językowych; nie ma też takich aktorów, którzy umiejętnie wczuliby się w główne postacie, nie udałoby się zachować klimatu z oryginału, a przede wszystkim w języku polskim nie ma odpowiedników wielu angielskich zwrotów i wyrazów. To są główne powody dla których dystrybutor nawet nie rozważał spolszczenia. Jeśli ktoś twierdzi, że jest to wadą MI4, to albo nie zna w wystarczającym stopniu języka angielskiego, lub po prostu brak mu piątej klepki. No właśnie - by w pełni skorzystać z dobrodziejstw gry, należy znać bardzo dobrze angielski. Wcale nie twierdzę, że prezentuję taki poziom, ale umiem wiele, a tutaj w niektórych momentach miałem duże kłopoty ze zrozumieniem wypowiedzi bohaterów. Żeby dowiedzieć się o co mi chodzi, musicie po prostu w to zagrać. Podsumowując - nie warto bezcześcić takiego cudeńka lokalizacją, wierzcie mi.

Wreszcie uciekłem z Małpiej Wyspy


W MI4 gra się bardzo przyjemnie, choć nie jest całkowicie wolna od błędów, ale o tym pisałem powyżej. Warto wpierw zapoznać się z poprzedniczkami, by móc w pełni radować się z jej dobrodziejstw. Najnowsze dzieło panów z Lucas Arts polecam jednak wszystkim, nawet za przygodówkami nie przepadającymi (ach ta rysunkowo-cukierkowa grafika) . Coraz trudniej znaleźć jest tak solidne pozycje. Nareszcie dostaliśmy coś innego, wykraczającego poza oklepane schematy, jakimi ciągle dręczy nas Cryo. Niestety dużym minusem jest tu cena, by zakupić Escape from Monkey Island, jesteśmy zmuszeni z naszej kieszeni wyciągnąć 189 zł, to w czasach nowych gier poniżej 100 zł jest po prostu śmieszne. Cóż - za jakość trzeba płacić, to się potwierdza również w tym przypadku. Grze wystawiam bardzo wysoką ósemkę. Gdyby nie te drobne niedociągnięcia... I tak według mnie nie ma co narzekać, gdyż zabawy będziemy mieli co niemiara. Polecam z całego serca.

Intro | News | Texty | Galeria | Pliki | Taniocha | Help | I-Net | TOP 10 | Kronika AZ | Listy | About |