|
|
Władca Pierścieni
[ Elrond ]
Trzy pierścienie dla królów elfów pod otwartym niebem, Siedem dla
władców krasnali w ich kamiennych pałacach, Dziewięć dla śmiertelników, ludzi
śmierci podległych, Jeden dla Władcy Ciemności na czarnym tronie W Krainie
Mordor, gdzie zaległy cienie, Jeden, by wszystkimi rządzić, Jeden, by
wszystkie odnaleźć, Jeden by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać W
Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie.
Na początku
zaznaczam, że jest to recenzja, a nie streszczenie. Umieszczę tu wszystkie moje
odczucie przed, w trakcje i po czytaniu książki. A jest ich sporo, gdyż dzieło
to naprawdę daje niezapomnianą dawkę uczuć. Pierwszą książką Tolkiena, którą
przeczytałem był "Hobbit". Już wtedy zakochałem się w twórczości Mistrza. Hobbit
był moją lekturą i wszystko wskazywało na to, że go nie przeczytam (w końcu
lektur się nie czyta ;) lecz zauważyłem, że w necie jest to bardzo popularny
tytuł. Po zapoznaniu się z "Hobbitem" zapragnąłem czegoś więcej no i dostałem
to: trylogię "Władca Pierścieni". Trylogia składa się z: Wyprawa, Dwie Wieże
i Powrót Króla. Całość ma około 1500 stron. Zaznaczam jeszcze, że czytałem z
przekładu Pani Marii Skibniewskiej, która chyba wywiązała się z jakże trudnego
tłumaczenia. Władca Pierścieni opowiada o najważniejszym pierścieniu,
którego przed kilkoma laty znalazł Bilbo Baggins. Sauron, czyli Władca Ciemności
dowiedział się o jego istnieniu i zapragnął go mieć. Pierścień ten miał bowiem
największą moc. Sauron dzięki niemu mógłby bez przeszkód zagarnąć całe
Śródziemie. Bilbo przekazuje pierścień Frodowi, który staje się powiernikiem
pierścienia. Tak mniej więcej przedstawia się główny wątek trylogii.
Właściwie jest to kropla w morzu, gdyż aby powiedzieć tyle żebyście zaczęli coś
łapać (mowa do jeszcze nie zagłębionych w książce) trzeba by było kilka stron
maszynopisu, zresztą i tak nie miałoby to sensu, gdyż tak oryginalną i trudną
fabułę tylko Tolkien mógł przystępnie opowiedzieć. Tak więc nie ma sensu
rozprawiać się nad jakimkolwiek streszczeniu fabuły. Powiem tylko, że większość
książki jest związana z przygodami 9 mężnych istot udających się do Mordoru, do
Góry Przeznaczenia. A dziewiątka ta się składa z:
- Froda Bagginsa - hobbit, kuzyn Bilbo Bagginsa powiernik pierścienia
- Sama Gamgee - hobbit, syn Hamfasta powszechnie znanego jako "Dziadziunio",
sługa a zarazem najlepszy przyjaciel Froda
- Meriadoka Brandybucka - hobbit, syn Saradoka, wierny przyjaciel Froda
- Peregrina Tuka - hobbit, syn Paladina, przyjaciel Froda
- Boromir - człowiek, rycerz, syn Denethora, namiestnika Gondoru
- Legolas - elf, łucznik, syn króla Mrocznej Puszczy
- Gimli - krasnolud, syn Gloina
- Aragorn - człowiek, wojownik, syn Arathorna, potomek Elendila, inaczej
zwany Obieżyświat i Ellesar. Przyjaciel Gandalfa.
- Gandalf - majar; czarodziej, jeden z Istarich, wielki mędrzec, przewodził
wyprawą, inaczej zwany: Olorin, Mithrandir, Tharkun, Incanus, Gandalf Szary,
Gandalf Biały
Wszystkie te postacie wyróżniały się czymś i
każda z nich miała swój udział w Wielkiej Przygodzie. Ja osobiście najbardziej
polubiłem Gimliego, który był czasami bardzo dostojny czasami wręcz komiczny. W
sumie jest to chyba jedyna postać, z której można byłoby się pośmiać. Zawsze
gotowy do boju, nawet z przyjacielem jeśli tylko się sprzeciwił. Aragorn także
był bardzo ciekawy, przez całą opowieść owiany jakąś tajemnicą. O Gandalfie to
chyba nie trzeba nawet wspominać, gdyż tej postaci nie da się nie lubić. Zawsze
zjawia się w samą porę, wrogowie drżą słysząc jego imię. Według mnie cała ta
paczka została doskonale dobrana, każdy wyróżnia się czymś innym dzięki czemu
można liczyć na wiele różnych i ciekawych zdarzeń. Ojjj a zdarzeń jest co
niemiara, wymienię niektóre:
- Spotkanie Toma Bombadila
- Bitwa niedaleko od Rivendel stoczona z Czarnymi Jeźdźcami
- Moria - kopalnia i siedziba dawnych krasnoludów, spotkanie przy grobie
Balina
- Bitwa Gandalfa z Balrogiem, rzekoma śmierć Gandalfa
- Wejście do lasu Lorien i spotkanie z Galadrielą
- Bitwa pod Wodogrzmotem Rauros, zdrada Boromira i jego śmierć
To wszystko tylko w jednej części trylogii. W następnych
drużyna się rozeszła na dwa obozy przez co mamy do czynienia z ciągłym
przeskakiwaniem, to wszystko potęguje napięcie. Mnie spodobała się bardzo
zdarzenie przy grobie Balina. Gimli, zawsze groźny i gotowy do walki, nigdy nie
rozczulający się nad sobą, stał się nagle zrozpaczony i osłabły na sile woli.
Scena ta pokazała, że każdy człowiek ma serce, nawet gdy zdaje się być twardy i
niewrażliwy z zewnątrz to w środku jest miękki. No właśnie wielka wyprawa a tu
takie rzeczy. Takich sytuacji jest dużo więcej, przez co można sądzić, że cała
trylogia ma na celu nie tylko dawanie radości z czytania ale także dawanie
jakiegoś pożytku. W każdym rozdziale Tolkien uczy nas cierpliwości, opanowania,
siły woli, troskliwości, nieustępliwości, szacunku, okazania litości i wiele,
wiele innych dobrych cech. Władca Pierścieni to kompedium moralności i dobrego
zachowania. Z tym dziełem można iść przez całe życie, od młodości do starości.
Za każdym razem gdy będziemy czytać WP to poznamy coś nowego, zrozumiemy coś
czego przedtem nie zrozumieliśmy. I właśnie tutaj widać prawdziwego Mistrza.
Gdyż on dobierał fabułę do nauczania, a nie nauczanie do fabuły. Tokien potrafił
ukryć swoje metody wychowawcze tak, ażeby nikt nie zraził się do jego dzieła. No
ale ja także nie mogę Was zrazić :)))
Nie będę się dużej wywodził co
sądzę o Władcy Pierścieni, gdyż i tak to powinniście przeczytać. Mogę tylko
zaznaczyć, że tak złożonej, pouczającej i nieprawdopodobnie wciągającej książki
jeszcze nie czytałem.
|
|