Spotkanie w Bagdadzie - Agata Christie
Większość czytelników z pewnością kojarzy nazwisko Christie z serią doskonałych kryminałów, podlegających schematowi rezydencja-morderstwo-dochodzenie detektywistycznego geniusza, Herkulesa Poirot. Tymczasem, mistrzyni zbrodni, zmęczona klasyczną konwencją, stworzyła coś zupełnie innego, wykorzystując jednocześnie swój talent do budowania logicznej, spójnej intrygi. I wyszła z tej próby zwycięsko. Fragmentaryczna budowa powieści, mylne tropy, egzotyczna sceneria - to wszystko stanowi zespół elementów typowych dla szpiegowskiej przygody. Jednak pod piórem Christie standardowa formuła nabiera nowego kształtu, ulegając nacechowaniu chłodną kalkulacją pisarki. Kolejne fragmenty historii zazębiają się pod koniec, w momencie kumulacji budowanego wytrwale przez autorkę napięcia. “Spotkanie w Bagdadzie” na szczęście nie jest czysto szpiegowską powieścią, stanowi melanż różnych gatunków, zaprawiony solidną dawką humoru obecnego dzięki zabawnej postaci głównej bohaterki, przebiegłej stenotypistki, Victorii Jones.
Victorię poznajemy dopiero po kilku dobrych stronach, mając już za sobą prezentację innych wątków, które pozornie nie mają ze sobą wiele wspólnego. Dakin i kapitan Crosbie próbują przewidzieć kolejny ruch zagadkowego przeciwnika przed ważną, międzynarodową konferencją; sekretarka grubej ryby finansiery, Anna Scheele wyjeżdża do Londynu; wreszcie Victoria Jones zostaje wyrzucona z pracy za swoją skłonność do kłamstw i obgadywania. Po tej błyskawicznej podróży w różne miejsca, następuje zwolnienie akcji, a historia zaczyna robić wrażenie fabułki obyczajowo-romantycznej. Trudno inaczej nazwać spotkanie naszej uroczej bohaterki z przystojnym Edwardem. Dopiero po przydługawym wstępie czeka nas przygoda rozgrywająca się w Basrze i tytułowym Bagdadzie.
Jak zawsze, autorka podstawia nam pod nos mnóstwo wskazówek, które jednak nie jesteśmy skorzy złożyć w jedną całość. Z przyjemnością czekamy na rozwikłanie zagadki, pełnej różnorodnych akcentów: szyfry, tajni agenci, uczucie osaczenia z wszystkich stron członkami tajemniczej organizacji. Pomysł założeń stowarzyszenia wyraźnie nawiązuje do hitlerowskich twierdzeń o niższości narodów i istnienia nadludzi. Dzięki temu, w iście sensacyjną fabułę udało się wpleść znak zapytania dotyczący równości między ludźmi, a nawet istoty człowieczeństwa. Chytry wybieg autorki, komentujący wydarzenia II wojny oraz nadający tej wybujałej historii dozę prawdopodobieństwa.
Bardzo suchy ton opowieści może razić co wybredniejszych czytelników, ale Christie zawsze stawiała klarowność ponad kwieciste opisy.
Po co wdawać się w niepotrzebne szczegóły, kiedy najważniejsza jest misternie utkana intryga i bohaterowie? Podczas naszej egzotycznej podróży poznajemy wiele różnych postaci, wymagających od odbiorcy dużo uwagi. Ich namnożenie i często kluczowe znaczenie dla wykładanej intrygi, może spowodować zamęt. Należy wyławiać z fabuły bohaterów o ważkiej roli, po czym odróżniać ich od statystów. To kolejna forma zabawy u błyskotliwej pisarki: spiętrzyć wskazówki, nadać im cechy wieloznaczności, wprowadzić liczne figury na kryminalną scenę i oto czytelnik zwiedziony na pustynną pustkę grzecznie oczekuje końca, a nie próbuje samodzielnie zgłębiać złożony pomysł autorki.
Akcja toczy się przede wszystkim w dusznym, kolorowym Bagdadzie, gdzie kurz, nawoływania, turkot pojazdów, uliczne stragany i wschodni kicz zapętlają się w oszałamiający motek dla Europejczyka. Niezależnie od sytuacji w jakiej znajdują się nasi bohaterowie, intryguje nas barwny ośrodek Wschodu, kompilujący znane elementy świata z cechami lokalnej kultury, nieokiełznanej wciąż przez chłodną europejską cywilizację. Jedynie w opisie Bagdadu Christie pozwala sobie na zatrzymanie się i przyglądnięcie hałaśliwym ulicom pełnym oszałamiającej chaotycznym charakterem zbieraninie ludzkiej. Podobny zabieg sprawia, że tytułowe miasto staje się równorzędnym bohaterem, co choćby Victoria Jones.
Victoria to postać napędzająca intrygę, chociaż większość kluczowych wydarzeń dla fabuły nie jest jej udziałem. Inteligentna, niezwykle sprytna i spontaniczna Brytyjka wikła się w okoliczności śmierci agenta, który miał przywieźć dowody, potwierdzające zdobyte wcześniej ważne informacje, na bagdadzką konferencję. Przestaje już być anonimową stenotypistką panną Jones, ale jako istotne ogniwo w siatce zdarzeń i as w rękawie stoickiego Dakina, zagłębia się coraz bardziej w niebezpieczną grę. Nie obejdzie się bez porwań i wyprowadzania wroga w pole. Najoryginalniejsze w “Spotkaniu w Bagdadzie” jest wprowadzenie do sensacyjnej fabuły, zabawnej mitomanki, nie obeznanej w ogóle ze światem tajnych agentów lub informacji najwyższej wagi. Wie o tym wszystkim tyle, co większość czytelników, dzięki czemu staje się im bliższa jako bohaterka, a historia nabiera większego prawdopodobieństwa. Łatwo tu znaleźć mnóstwo pokrętnych pomysłów, dużą ilość niespodzianek. Pewnie wielbiciele Christie dojdą przed końcem do rozwiązania zagadki, ale przeciętny czytelnik, wraz z zagęszczaniem się atmosfery, będzie coraz pewniejszy, że nic nie jest takie na jakie wygląda. Poza tym, warto dowiedzieć się jaki związek ma Dickens z tajnymi agentami i organizacjami przestępczymi.