NR 6GRUDZIEŃ 2001 
Contra/Gryzor
... czyli kolejne po_trupach_cały_czas_w_prawo :)

Wszyscy którzy za młodu bawili się cudem myśli technicznej, jakim był poczciwy Pegazus (podróbka NES) zapewne już skojarzyli ten tytuł. Nieśmiertelna Contra, w którą grało się całymi godzinami. Tak więc jeśli nie skojarzyłeś od razu tego "klasyka", koniecznie musisz przeczytać tę recenzję. A jeśli doskonale pamiętasz partyjki w Contrę? Coż, zapraszam do lektury, ten art napewno zakręci Ci łezkę w oku :) [prawda :~~ - dop. FoTeL]

Contra

Standardowa fabuła rozpoczynająca klasyczny film akcji. Zagrożenie całego świata i samotny komandos przeciw wszystkim. Contra również korzysta z tego nieco nieświeżego schematu. Jest nasz hero i całe zastępy nieprzyjaźnie nastawionych do niego kreatur. Jednak ten pozornie wyświechtany scenariusz nie przeszkadzał zagrywać w Contrę całymi dniami. [a o nocach nie pamiętasz? :P - dop. FoTeL]

Na początku była oczywiście jakaś historia. Jaka? Nikt nie pamięta, ponieważ, jak zapewne wiesz, pirackie carty które były sprzedawane w Polsce instrukcji nie posiadały. Jednak pewnych zarysów fabuły można się domyślać z przerywników pomiędzy poszczególnych etapów Gryzora, japońskiej wersji Contry. Warto zaznaczyć, że europejska i amerykańska wersja przerywników nie posiadała. Nie chciało się osobie odpowiedzialnej za lokalizację tłumaczyć tekstu? Niedopatrzenie? A może ludzie odpowiedzialni za lokalizację uznali że Amerykanie i Europejczycy powinni ćwiczyć fantazję? Nie wiadomo, i pewnie nikt już się nie dowie, jak było naprawdę. Faktem jest, Contra w odróżnieniu od Gryzora nie ma przerywników tłumaczących fabułę.

Contra

Zaczęło się od tego, że w naszą biedną ziemię stuknął jakiś meteoryt, asteroid or sth. Jak się wydaje w sprawę zamieszani są Oni, czyli Obcy. Na obecność alienów wskazuje także ostateczna rozgrywka, ale jeśli ktoś nie doszedł do ostatniej planszy, to nie będę psuł mu przyjemności samodzielnego przekonania się o czym mówię. Aby wyjaśnić (wyjaśnić, tutaj zlikwidować :) sprawę wysłane zostaje komando, jednoosobowe jeśli grasz sam, dwu - jeśli zaprosisz na partyjkę kumpla [niektórzy wolą zaprosić dziewczyny :D - dop. FoTeL]. Zostajesz zrzucony na tropikalną dżunglę i od tej pory musisz radzić sobie sam. Oczywiście misja jest top secret, jeśli zginiesz, nic się nie zdarzyło.

Uzbrojony w swój ulubiony karabin będziesz przedzierał się przez dzikie ostępy, podziemne bazy, tereny wiecznej zmarzliny itp. Przyjdzie Ci walczyć z różnoronymi przeciwnikami, niekoniecznie ludzkimi. Przeciw Tobie do walki staną bowiem także różne maszyny. Etapy jak już powiedziałem są dosyć zróżnicowane, nie we wszystkich droga do zwycięstwa oznacza stosowanie taktyki cały_czas_w_prawo_i_fire, w niektórych planszach poruszać się będziesz w górę, niektóre są zrobione tak, żeby sprawiały wrażenie trójwymiaru, czyli posuwać się będziesz "niby" do przodu.

W realizacji misji pomogą Ci różne dopałki, trzeba Ci bowiem wiedzieć że Twój karabin przystosowany jest do strzelania różnymi rodzajami naboi. Od rozpryskowych po miotacz ognia. Nie trzeba chyba mówić, że np. miotacz ognia działa na wrogów dużo bardziej destruktywnie niż jakas tam zwykła "kulka". Każdy etap, jak Pan Bóg przykazał, kończy wielki i potwornie wytrzymały skurczybyk, którego trzeba nakarmić ołowiem.

Contra

Co do oprawy, to trudno tu mówić o jakiś rewelacjach. Człowiek nieprzyzwyczajony do kiepskiej jakości grafiki, jaką oferował NES, z pewnością zwymiotuje na kineskop [nie lekceważ potęgi mocy... NESa - dop. FoTeL]. Ale koneserzy docenią jej urok. Bez dyskusji, coś w sobie ma. Postać herosa nie za duża, bez szczegółów. Tła poprawne. Animacja też w sumie nie najgorsza, ale pokażcie mi kogoś, kto przy zwykłym podskoku sieka takie salta jak ten komandos. Muza dziełem sztuki może nie jest, ale u mnie wywołuje ciary na plecach, szczególnie ten motyw na planszy tytułowej [no, muza jest kul - dop. FoTeL].

Contra może nie jest najnowsza i nie szokuje wykonaniem, ale nadrabia to grywalnością. Gra niesłychanie miodna i naprawdę zasługuje, żeby do niej wrócić. Chciało by się powiedzieć kultowa, ale sformułowanie to zostało już tak wyświechtanie przez jedno mocno średnie pisemko, że określenia nie użyję. Na pewno pozycja jedna z tych o których się nie zapomina. Oferująca świetną zabawę, a przy tym dosyć trudna. Najlepiej jednak zaprosić kumpla i pociąć sobie na dwóch. Wtedy dopiero jest rzeźnia.

FoTeL: Ja powiem swoje. Contra to pierwsza gra, w którą grałem na poczciwym Pegazusie. Niejeden raz można było nabawić się tą grą. A to kolega przyszedł i moża zrobić rzeźnię, a to koleżankę nauczyć w coś grać. Naprawdę, dzięki temu tytułowi wspominam piękne chwile. Rzeczywiście salta może są przesadą, ale jak to jara dzieciaków! No i ta muza...


Contra/Gryzor
Platforma: NES
Producent: Konami
 Rok wydania: 1988 
(C) Copyright by Emu Kouncik Team