NR 7STYCZEŃ 2002 
Donald Duck in Maui Mallard
Kaczka zwana Donald znowu w tarapatach

Co powinna mieć dobra platformówka? Dobry pomysł, mnóstwo miodu, niebanalne pomysły, a wszystko to odpowiednio doprawione do smaku sosikiem audiowizualnym. Powinna też rozgrywać się w dwóch wymiarach [każdy oldskulowiec wie że 3D to lipa (no, ja się z tym całkiem nie zgadzam, ale może nie jestem oldskulowcem :P - dop. FoTeL)], a jej bohaterem powinien być ktoś (lub coś) z czym łatwo jest się utożsamić. Panie i panowie, przedstawiam grę która jest kwintesencją tych wszystkich wymogów - oto Donald Duck in Maui Mallard.

Donald Duck in Maui Malard

W grze ujrzymy najbardziej popularną (obok myszki Miki i Królika Bugsa) postać kreskówkową. Młodsze dziecko Walta Disney'a, Kaczor Donald.

Kaczor Donald to jednak nie taki Donald jakiego znamy ze starych filmów i z historyjek z gumy balonowej sprzedawanej w kombatanckich kioskach (ktoś to jeszcze pamięta?), jest to Donald odmłodzony i odpowiednio przystosowany do naszych czasów, po tuningu i liftingu. Ten Kaczor Donald to luzaczek w hawajskiej koszuli (totalne bezguście), bejzbolówce i ze spluwą w skrzydle [pewnie na pingwiny poluje ;))) - dop. FoTeL].

Fabuła to oczywiście standard, Don ma pomóc jakiejś kaczej lasce, rozwalić złego kogoś tam [(Bin Ladena? ;) (redakcja nie ponosi odpowiedzialności za te słowa :) - dop. FoTeL] blebleble ble ble ble [a za to obniżymy pingwinowi pensję ;) - dop. FoTeL].

I tutaj na scenę wchodzi nasz wielki Don. Jest uzbrojony w pistolet strzelający dziwnym zielonym czymś. Potrafi skakać i unicestwiać wrogów, a na końcu każdego poziomu czeka oczywiście BOSS. Czyli standardowa zręcznościówka? - zapytasz z zawodem w głosie. Może i tak, ale to w niczym nie umniejsza zabawy płynącej z gry.

Donald Duck in Maui Malard

Nie można też Maui Mallard nazwać standardową platformówką, typu cały_czas_w_prawo. Poziomy są duże i zawikłane, pomiędzy kolejnymi częściami-planszami przemieszczamy się za pomocą "teleportów". Aby jednak dojść do danego "teleportu" trzeba nieźle kombinować poruszając się zarówno w pionie jak i w poziomie, skacząc, strzelając... Jednak oprócz zręcznych paluszków przyda się też coś pod czaszką. Leveli bynajmniej nie da się przejść z zamkniętymi oczami, po drodze czekają też problemy które angażują szare komórki. I nie chodzi tu bynajmniej o jakieś wyodrębnione zagadki logiczne, może podam konkretny przykład. W pewnym miejscu w grze występuje wysoki klif, jeśli podskoczymy koło niego, uniesie nas do góry prąd powietrza, jednak tuż przed klifem wiatr przestaje nas unosić. Co należy zrobić? Strzelić w dół, wtedy siła odrzutu uniesie nas te parę dodatkowych metrów w górę. Jak się o tym czyta, wygląda na proste, ale zanim wykombinowałem że można rozwiązać problem w ten sposób, minęło jakieś pół godziny :) [yntelygent ;) - dop. FoTeL] Tak więc gra nie jest łatwa, ale jednocześnie poziom trudności jest odpowiednio zbilansowany - trudny, ale nie zniechęcający.

Donald Duck in Maui Malard

Kolejny czynnik decydujący o stopniu "fajności" gry to niesamowite urozmaicenie. Najróżniejsze patenty wykorzystywane już we wcześniejszych zręcznościówkach, ale też takie których wcześniej nie widziałem. Co powiedzie na przykład na to, że nasz kaczor, na niektórych poziomach, po połknięciu odpowiedniej ilości znaków yng&yang przemienia się w kaczego ninje? Kaczy ninja jest uzbrojony w kij którym rachuje kości wrogom lub który wykorzystuje do... zahaczania się o takie "ryjki" dzięki którym może poruszać się w miejscach gdzie brakuje podłoża. Ninja może też walczyć z innymi ninjami, ale za to nie może używać pistoletu, wspinać się po lianach, łańcuchach itp. Tak więc, niekiedy trzeba dokonać wyboru, umiejętności której postaci Donalda przydadzą się w danej planszy.

Albo taki patent, pewna plansza zaczyna się tak, że Czarownik_w_masce rzuca czar zmniejszający nam Donalda. Kaczor robi się tyci_tyci i dzięki temu może wejść do domku pigmejów. Albo patent ze skakaniem na lianie_bungie, łapaniem za ręce pigmejów i przenoszenie ich w drugi koniec planszy, albo... nie, nie będę Wam psuł przyjemności odkrywania tych wszystkich niespodzianek samodzielnie.

Donald Duck in Maui Malard

Na radość płynącą z grania zapewne też wpływa świetny design plansz. Tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć. Plansze są bardzo spójne klimatycznie, wszystkie mieszczą się w konwencji tropikalnej wyspy na której rozrabia najsławniejszy kaczor świata. Rozgrywka rozpoczyna się w tajemniczym domostwie przez którego okna widać tropikalny las, ciągnie się przez amazońską dżunglę, "osiedle" pigmejów, coś co wygląda jak miasto majów, oczywiście w kaczej konwencji i... sami zobaczcie :)

Niepoślednią rolę odgrywa grafika, świetnie wypieszczona, wieloplanowa, niesłychanie klimatyczna i sugestywna. Tworzy doskonały kliamat i świetnie współgra z "wyspiarską" muzyką. Każdy kawałek towarzyszący planszy to majstersztyk idealnie pasujący do tego co widzą nasze oczy.

Donald Duck in Maui Malard

Animacja po prostu powala. Może u przeciwników nie widać tak bardzo wysiłków animatorów, ale u samego Donalda jak najbardziej. Donald porusza się idealnie kaczo, kreskówkowo i przezabawnie. Od razu widać że maczali w tym palce spece od Disney'a.

Ta gra jest po prostu niesamowita. Wygląda jak dobra kreskówka, ma niesamowity klimat, a najlepsze że mnie, com już niejedną grę w życiu widział, wciągnęła na długie godziny. I grałem w nią dopóki nie doszedłem do końca. Szczerze polecam, szczególnie na dłuuuugie zimowe wieczory (ach ten klimat tropikalnej wyspy :).


 Donald Duck in Maui Mallard 
Platforma: SNES
Rok wydania: 1995
(C) Copyright by Emu Kouncik Team