![]() | ||||||||||||||||
| NR 10 | MAJ 2002 | |||||||||||||||
|
The Mask
Dawno, dawno temu ;)) w czasach, gdy filmy nie kopały takimi efektami specjalnymi jak dzisiejsze super produkcje, światło dzienne ujrzał film "The Mask". Zrobił on nie małą furorę właśnie owymi efektami powalającymi na tamte czasy, a dziś już raczej nie robiącymi zbyt dużego wrażenia na oglądającym.
I właśnie dziś mam zaszczyt ;)) przedstawić grę stworzoną na podstawie tejże super produkcji, bo czy jest ktoś, kto nie oglądał "Maski", no nie sądzę.
Gra rozpoczyna się krótkim intrem jak to Stanley zakłada maskę, a później to już wszyscy wiemy co się stało, totalna szajba zarówno w filmie jak i w grze.
Nasza przygoda rozpoczyna się w domu Stanleya/Maski, zresztą cała historia jest luźno powiązana z tym co działo się na dużym ekranie. Więc zaczynamy w tej jego ruderze, łazimy po niej zbierając rożne "pierdułkowate" rzeczy i robiąc totalną zadymę, a zapomniałem napomknąć iż gra ta reprezentuje gatunek platformówek 2D, czyli łazimy w prawo czy w lewo, ewentualnie w górę lub w dół.
Na końcu każdego levelu mamy do czynienia z swego rodzaju bossem, choć w niektórych planszach występuje także "mini boss".
W domu Stanley np. zanim spotkamy się z głównym bossem będziemy mieli jeszcze do czynienia z takim wrednym grubasem, który jak się was uczepi to będzie za wami latał jak opętany, co wtedy powinien zrobić porządny, szanujący się gracz, a przywalić takiemu młotem po łbie, a powinno poskutkować ;))))
A zgadnijcie, kim jest w pierwszej planszy główny boss, no dalej ruszcie mózgownicami ;) co było na początku w filmie, no ta nieszczęsna staruszka z swoim budzikiem, mówię wam jaja konkretne, a Stanley odstawia takie cyrki, że boki zrywać.
Sami bossowie są fajnie zaprojektowani, co cieszy, są bardzo trudni do pokonania. Ja wiem, że niektórzy nie lubią myśleć tylko by parli naprzód, ale tutaj można tak do czasu spotkania się głównym złym danego poziomu, wtedy to trzeba nieźle kombinować jak go zniszczyć. Zaręczam wam, jeśli spróbujecie to najwięcej problemów będziecie mieli właśnie z tymi końcowymi walkami. Zanim dojdziecie do tego jak takiego delikwenta zniszczyć może minąć spory kawałek czasu, chyba że ktoś urodził się Einsteinem, ale i On miałby kłopoty ;)))
W grze zawarto mnóstwo humoru, w każdym ruchu Maski można dostrzec coś zabawnego, to jak się porusza, jak walczy, jak reaguje na bossów, totalna paranoja, a śmiechu przy tym mnóstwo. Gdzieś tu nawet powinno być zamieszczonych parę screnow z ataków maski.
Są identyczne jak w filmie, mamy więc rękawice bokserskie, wir czy młot specjalnie na wredne budziki ;)). Oczywiście to nie wszystko, poza tym można wyróżnić różnego rodzaju ruchy jak np. skradanie się. Super sprawa, gdy chcemy przejść koło łóżka jakiegoś idioty, należy skradać się na paluszkach by nas nie usłyszał i się nie obudził, bo wtedy nam ze strzelby zasunie, fajny przy tym jest dźwięk, wiecie taki jakby chodziło się po spróchniałej podłodze, ekstra sprawa. W niektórych planszach wykorzystujemy także różnego rodzaju "tajne" przejścia, taki np. przewód wentylacyjny świetnie nadaje się na przejście, Stanleya wtedy wsysa i przenosimy się na drugi koniec takiego otworu, a pozostawmy postać na chwilę w bezruchu to zacznie wywijać takie piruety że głowa mała.
Jest tyko małe ale co do tych specjalnych ruchów, czy używania dodatkowych broni, by z nich skorzystać trzeba mieć określoną ilość liter "M" wyświetlaną w lewym dolnym rogu ekranu, zdobywamy je zbierając te litery podczas rozgrywki, a tracimy korzystając z specjalnych umiejętności. Większość zabawek zabiera określoną ilość "M", nie zabierają ich tylko rękawice, skradanie się i pomniejsze sztuczki, ale np. taki młot czy wir biorą swoje punkty "M" i żeby przetrwać należy rozsądnie nimi rozporządzać, by pewnego pięknego dnia, gdy przyjdzie się Wam zmierzyć z wrednym końcowym bossem nie okazało się, że nie macie punktów by go uśmiercić. Gra została wydana, jeśli mnie pamięć nie myli, w roku 95 na konsolę Snes, ale jak na owe lata nie wygląda ona zbyt urzekająco, zdecydowanie widziało się lepsze gry na tą konsolę, ale nie jest aż tak źle, na pewno mogło być gorzej. Grafika wychodzi na trochę powyżej średniej, za to muzyka wypada już ciut lepiej, tylko że nie ma się co zachwycać, ponieważ muza została zaczerpnięta prosto z filmu, główny motyw np. pierwszej planszy jest mi aż nadto znany i po dłuższym graniu troszkę nuży, na szczęście są inne plansze, a na nich inne motywy muzyczne. Za to odgłosy dobrane są wyśmienicie, krzyki Maski, gdy spotyka się z bossem, czy wspomniane poruszanie się cichaczem rozwiązane jest idealnie. The Mask jest jakby nie było wyśmienitą grą, zawarte w niej pokłady miodu i przede wszystkim mnóstwo humoru na każdym kroku, czyni z gry świetny misz-masz warty zagrania. Po prostu świetna gra na chandrę, znakomicie potrafi rozweselić oferując przy tym wyśmienitą zabawę, polecam.
| ||||||||||||||||
| (C) Copyright by Emu Kouncik Team | ||||||||||||||||