![]() | |||||||
| NR 16 | LISTOPAD 2002 | ||||||
|
Final Fantasy Mystic Quest
O FF Mystic Quest słyszałem w sumie tylko złe rzeczy. Czytałem, że jest to plama na serii FF, że nie można jej zaliczyć do tej sławnej serii itd. Najlepiej jednak poznać coś nim się wyda o tym opinię (szkoda tylko, że ta zasada w Polsce nie jest zbyt popularna ^^). Tak więc odpaliłem sobie FFMQ i... zanim się obejrzałem był już napis "The End"... chlip...
No dobra, o czym to mniej więcej. Ano o tym, że musimy zdobyć kryształy, aby... No musimy zdobyć kryształy. W sumie ludzie może i mieli rację mówiąc, że fabuła jest dość sztywna ^^. Teksty są czasami naprawdę nagięte do granic rozsądku a wydarzenia wstawione na siłę, aby tylko przebieg gry pasował do jej systemu. Jednak czy to tak bardzo przeszkadza... W każdym razie nie mi.
Nasza drużyna będzie baaardzo duża... aż dwóch na raz... W dodatku nie mamy możliwości wyboru postaci, tylko same się one dołączają w odpowiednich momentach (coś podobnego było w FF 5, tylko że tam były cztery postacie) i w dodatku doświadczenie jest przydzielane tylko głównemu bohaterowi. Kolejny minus... Hmm... No w sumie tak duży to nie jest, bo zwykle postać która do nas dołącza ma parę poziomów nad nami przewagi, a gdy kończymy questa z jej udziałem, to my mamy tą przewagę paru levelów (no, chyba że będziemy siedzieć parę godzin i pakować postacie, to wtedy rzecz jasna będziemy mieć większą różnice EXP), tak więc sami widzicie, że różnice nie są znów tak wielkie i nie przeszkadzają zbytnio.
Grafika... Eee... Widzieliśmy z pewnością ładniejsze gry na Snesa ^^, ale mi się tam podoba. Przypomina oldschoolowe RPG (jeszcze bardziej oldschoolowe niż np. FF 6 ^^), jeśli ktoś przedkłada tamte "rolpleje" nad te nowsze (a takich ludzi wśród czytelników chyba nie brakuje ^^), to grafika w FFMQ nie będzie mu przeszkadzać. Zresztą, jaka jest widzicie na screenach. Po planszach poruszamy się naszym bohaterem, potrafi on skakać i używać broni. Jest to o tyle ważne, że zależnie od sytuacji ścinamy drzewa, wspinamy się po murach itd., a to wszystko przy użyciu dostępnego nam oręża. Każdy element uzbrojenia (a są cztery) występuje w trzech odmianach, niektóre różnią się nie tylko siłą ale i zastosowaniem w polu np. najsłabszy granat możemy tylko kłaść a w najsilniejszej jego wersji mamy możliwość rzutu nim, dzięki temu możemy docierać do niedostępnych wcześniej miejsc. Podobnie ma się sprawa ze zbroją - ta również składa się z czterech elementów i każdy z nich występuje w trzech odmianach.
Walki nie występują losowo (yeah!), na planszy po której chodzimy stoją sobie spokojnie potworki i czekają, aż uprzejmie je zaatakujemy. Najczęściej jesteśmy do tego zmuszeni, bo wredne gady rozstawiają się na całej szerokości przejścia _O_ No dobra, przyjmijmy że już rozpoczęliśmy wymianę argumentów z którymś. Przenosimy się na plac walki, na dolnej jego części są nasi bohaterowie, a u góry są przeciwnicy (najczęściej parę razy więksi od nas). Walki podzielone są na tury (jak zwykle...). Nasze możliwości sprowadzają się do: Atakowania, używania magii, przedmiotów, lub bronienia się lub naszego kompana. Z tej ostatniej akcji nie musiałem korzystać ani razu przez całą grę... No dobra, jeśli chodzi o atakowanie fizyczne, to chyba nie ma pytań. Przyjrzyjmy się więc magii. Odmian czarów są... trzy... Czyli White, Black i Wizard. A każda z tych grup ma po (no ile, no ile? ^^) cztery zaklęcia. White zajmuje się tym co zawsze - leczeniem, wskrzeszaniem, zdejmowaniem statusów i teleportowaniem na zewnątrz (no może ten czar nie zawsze jest zaliczany jako White, tylko jako Time...). A Black i Wizard to czary ofensywne, tylko o różnej sile.
World Map jest fascynujący. Możemy się poruszać w określonych kierunkach i wchodzić do określonych lokacji, łał ;P Przynajmniej nie musimy się martwić, że coś nas po drodze zaatakuje. Oprócz miast, lochów itd. występują również areny walki. Walczymy tam po kolei z dziesięcioma grupami (lub pojedynczymi) przeciwników. Po każdej potyczce możemy zapisać grę, odnowić sobie energie i co tam chcemy. Za pokonanie wszystkich dziesięciu dostajemy nagrodę, z tymi różnie bywa, czasem doświadczenie, czasem ważny przedmiot...
To chyba wszystko, co miałem napisać... Jeszcze podsumowanie. Tak więc, może FFMQ ma sztywną fabułę, może ma grafikę przypominającą początki Snesa, może jest mało rozbudowana, może ma jeszcze masę innych błędów, ale... mi się podobało ^^. Dopiero kiedy zobaczyłem napis "The End" uświadomiłem sobie, jak miło się grało. Ja więc stanę po drugiej strony barykady, po tej mniej licznej stronie i będę bronił FFMQ, bo ta gra zasługuje na więcej, niż tylko głosy oburzenia.
| |||||||
| (C) Copyright by Emu Kouncik Team | |||||||