![]() | ||||||||||||||||||||||
| NR 28 | LISTOPAD 2003 | |||||||||||||||||||||
|
Castlevania: Circle Of The Moon
I. Zarys historyczny
W internetowej encyklopedii "WIEM" znajdujemy takie wyjaśnienie wyrazu "Dracula": "Dracula (1430-1477)
Dracula, Dracul ("Smok", z greckiego drakon "wąż, smok"), Tepes, Tepez ("Wbijacz na pal"), Wojewoda na palach, Król na palach, Wołoski diabeł - przydomki hospodara wołoskiego Vlada IV (1430-1477), który rządził Wołoszczyną, Transylwanią i Mołdawią 1455-62 i 1476-1477 i zyskał opinię rozpasanego okrutnika. Przypisuje się mu zgładzenie ponad stu tysięcy ludzi, także zupełnie niewinnych, których rozkazywał wbijać na pal, ścinać, wieszać, ćwiartować i żywcem palić na stosie. Stał się w Europie bohaterem legendy o księciu wampirów, którym miał zostać po śmierci.
Nowy rozgłos i miejsce w masowej kulturze współczesnej przyniosła mu powieść Bram Stokera Dracula (1897), ukazująca diaboliczną działalność hrabiego Draculi w Transylwanii. W ślad za ogromnym powodzeniem książki pojawiło się wiele podobnych romansów, a także filmów, m.in.: Nosferatu E.W. Murnaua (1922), Dracula (1973, z Christopherem Lee), Nosferatu-Wampir W. Herzoga (1978)." Zaś o Siedmiogrodzie gdzie znajdował się zamek legendarnego okrutnika możemy poczytać:
"Siedmiogród
Siedmiogród, Transylwania, Transilvania, Ardeal, Erdély, Siebenbürgen, kraina historyczna w środkowej Rumunii, położona na Wyżynie Siedmiogrodzkiej. Region rolniczo-przemysłowy. Uprawa pszenicy, jęczmienia, kukurydzy, buraków cukrowych, winorośli, warzyw, drzew owocowych. Hodowla bydła, trzody chlewnej i owiec. Eksploatacja złóż gazu ziemnego, węgla brunatnego, rud żelaza, złota i srebra. W starożytności część rzymskiej prowincji Dacji. W IX w. podbity przez Madziarów, od XI w. włączony do królestwa Arpadów. Po zniszczeniu państwa węgierskiego przez Turków i rozpadzie Węgier na część turecką i habsburską, Siedmiogród był odrębnym, zależnym od Turcji księstwem, najpierw od 1541 pod rządami Zapolyów, a od 1571 Batorych. Obszar ścierania się wpływów Turcji, Polski i Habsburgów. Od 1691 niezależna od Węgier prowincja monarchii habsburskiej. Podczas rewolucji 1848-1849 jeden z głównych ośrodków powstańczych - sejm siedmiogrodzki uchwalił połączenie Siedmiogrodu z Węgrami. Po upadku rewolucji ponownie oddzielony od Węgier, do których powrócił na mocy ugody austriacko-węgierskiej 1867. 1918 opanowany przez Rumunię i przyznany jej 1920 traktatem w Trianon. Podczas II wojny światowej na krótko przyłączony do Węgier. 1945 przekazany Rumunii, miejsce ponawiających się zatargów na tle narodowościowym. Rozwinięty przemysł metalurgiczny, maszynowy, chemiczny, włókienniczy, spożywczy. Główne ośrodki: Braszów, Tîrgu-Mureş, Kluż-Napoka." Dla zainteresowanych tą postacią podaję jeszcze kilka linków odnośnie tegoż jegomścia i jego historii, kto ma ochotę ten zajrzy (zawsze można w kafejce ściągnąć): II. Recenzja
Zaczynamy, mam nadzieję że powyższy wstęp wprowadził coś nowego do recenzji w Emu Kounciku i że jeszcze ktoś się pokusi o umieszczenie jakichś dodatków dotyczących historii, wydarzeń, czy też postaci znajdujących się w grze. Jakiś czas temu mieliście możliwość poczytania mojej recenzji gry Castlevania: Harmony of Dissonance, drugiej części serii Castlevanii na GBA, czyli następczyni gry tutaj właśnie opisywanej. Ta recenzja jest nieco (mam nadzieję ;)) ciekawsza chociażby ze względu na wstawkę i linki dotyczące Hrabiego Draculi umieszczone powyżej. A czemu postanowiłem coś takiego dodać? Odpowiedź jest jedna, ponieważ gra na to zasługuje. Castlevania to naprawdę porządna seria, ja ją pamiętam jeszcze z poczciwego Pegasusa, tylko że wtedy nie zawierała ona raczej zbytnich elementów RPG jak seria której pierwszą część własnie opisuję. Zawsze jednak miała coś co wciągało, naprawdę oryginalną muzykę, przykuwającą oko oprawdę wizualną, po prostu klimat. Tych gier się nie zapomina szybko, jeśli w ogóle.
Zacznijmy od kilku słów czym jest ta gra. Osoby które czytały recenzję drugiej części już zapewne wiedzą, jednak dla niemających z nią kontaktu wypada parę słów powiedzieć. Castlevania na GBA jest kontynuatorką platformówek w których zadaniem gracza jest pokonanie demonicznego Draculi. Gry z tej serii zawsze były platformówkami, niekiedy z elementami RPG, ale jako iż przed GBA nie skończyłem żadnej części na NESa, SNESa, N64 czy też PSX (wstyd się przyznać, ale cóż począć jak czasu mało) więc nie będę porównywał. Wiem tylko iż elementy RPG były z pewnością w drugiej części tej gry na konsolkę NES, z tego co pamiętam podtytuł gry brzmiał "Simon's Quest"; a także na poczciwego PSXa w "Castlevania: Symphony Of The Night".
W grze kierujemy poczynaniami Nathan'a Graves'a, który wraz z mistrzem Morris'em Baldwin'em i jego synem, także uczniem, imieniem Hugh przybywają powstrzymać Draculę który właśnie został z tego co pamiętam przebudzony (też ma życie, wstajesz i chcą go zabić ;)). Jak łatwo się domyśleć na początku gry im się to nie udaje, mistrz znika a obaj bohaterowie postanawiają go odszukać, oczywiście każdy na własną rękę a w nasze łapska wpada Nathan. Może to nic dziwnego ale mnie mimo iż historia jakoś wielce nie wciągnęła to grałem z chęcią dowiedzenia się co jest dalej, choć może to zasługa ogromnej grywalności jaką gra z pewnością posiada. W sumie żadna z części Castlevanii w jakie grałem nie miała jakoś szczególnie rozbudowanej historii a zawsze wciągała, cóż dodać drodzy czytelnicy, klimat, po prostu kilmat i mistrzostwo ze strony twórców.
Teraz trochę o tym co będzie przeszkadzało naszemu jakże dzielnemu herosowi w pokonaniu sił ciemności. Biedne potworki które dostaną się pod nasz bicz mają jedną wspólną cechę we wszystkich Castlevaniach, są prawie takie same, a raczej jest zawsze podobna grupa potworów zawsze nieco inaczej wyglądająca ale stosująca taką samą taktykę ataku i obrony; oczywiście zazwyczaj w każdej nowej części parę nowych bestii zostaje zazwyczaj dodanych. Mnie najbardziej (nazw niestety nie pamiętam ;)) w pamięci została kobieta z częścią ciała i odnóżami pająka, bardzo ciekawy i przyjemny w likwidowaniu przeciwnik. Byłbym zapomniał, w części tej zauważyłem serię napastników będących rozmaitymi jeśli dobrze pamiętam demonami, np. Thunder Demon, Wind Demon (nazw nie jestem pewien, ale ten pierwszy jest na pewno). Co tu dużo mówić, drodzy maniacy zdobywania magicznych punktów EXP, jak dojdziecie do demona i jest wam ciężko to trafiliście na żyłę złota, a raczej punktów doświadczenia, moje pierwsze zatrzymanie się i nabijanie EXP-eków nastąpiło jak spotkałem pierwszego Thunder Demon'a, na początku ciężki, ale liczba punktów wymaganych do podniesienia poziomu jakie po każdej kolejnej z nim walce zdobywałem zachęcała, z czasem padał od 2/3 uderzeń, a doświadczenie było na tyle wysokie że nadal się opłacało! Demony to istne niemal darmowe kopalnie doświadczenia, polecam korzystać ile możecie. W grze jest także jeden przeciwnik jaki moim zdaniem jest nie z tej bajki, albo go wykonali nie tak jak zamierzali, jest to niedźwiedź, chyba nawet w różnych kolorach ;), przeciwnik jest nie tyle straszny co śmieszny, stara się wyglądać groźnie ale deikatnie mówiąc niezupełnie mu to wychodzi.
Wypada także powiedzieć coś o systemie dostosowywania naszego oręża do własnych potrzeb. I jest co bo tutaj zostałem naprawdę mile zaskoczony. Otóż w następczyni opisywaneo tu tytułu mieliśmy do dyspozycji klasyczny już bicz z kilkoma, o ile dobrze pamiętam, pięcioma końcówkami. Każda z nich odpwiadała za określony żywioł, poza platynową oczywiście. Tutaj mamy naprawdę sporo więlszy wachlarz możliwości. Otóż mamy system kart, jest ich dwadzieścia, a wszystkie podzielone na dwie grupy, czyli jakiś obraz ich rozłożenia już macie. Dwa rządki kart po dziesięć w każdym, zresztą gdzieś tu powinien być screen przedstawiający właśnie taką sytuację. Do każdej karty z dołu możemy przyporządkować jedną dowolną z góry, następnie aktywując dane połączenie już w czasie gry odpowiednim klawiszem nadajemy naszemu biczowi specjalne atrybuty lub też pomagamy sobie w określony sposób. W menu głównym, w tym w którym widzimy portret bohatera i jego statystyki (też chyba gdzieś znajduje się screen) mamy dwa pod-menu odpowiedzialne za zabawę z kartami. Są to patrząc od dołu i ich przydatności dla gracza pierwsze pod-menu "Card" i drugie, umieszczone nieco wyżej "DSS". W "Card" mamy dwa rządki kart, w sumie zawsze karty widzimy w takim układzie prawdę mówiąc. Tutaj możemy zobaczyć po prawej powiększony obrazek znajdujący się na karcie (a warto bo są naprawdę ładne), a także poczytać opis karty, choć może raczej jest to opis persony na karcie się znajdującej (również zapraszam do screenów, powinien być jeden, z Serpentem jeśli dobrze pamętam). Następną, i raczej najważniejszą rzeczą w systemie kart jest już wyżej wspomniane drugie pod-menu oznaczone jako "DSS". Co ten skrót oznacza nie jestem w stanie w taj chwili wyjaśnić, jednak to właśnie tutaj dobieramy nasze karty w pary w celu zwiększenia naszych szans w kolejnych starciach. Aby dobrać dwie karty należy najechać na nas interesującą z dołu, i bez naciskania czegokolwiek wybrać jej towarzyszkę z góry, system jest banalny w obsłudze i co za tym idzie genialny w swojej prostocie, wybierają kartę z górnego rzędu wybrana z dolnej partii będzie oznaczona czerwoną otoczką, patrząc oczami gracza praktycznie nie ma miejsca na pomyłkę czy wybranie nie tych kart jakie byśmy chcieli. Teraz trochę ciekawostek o wspomagaczach bicza stworzonych właśnie dzięki kartom. Tutaj mogę powiedzieć że bicz jest tylko jedną z wielu broni drodzy czytelnicy, i to mi się tutaj najbardziej podoba. W jednym z połączeń bicz zmienia się w ognisty miecz, ja się czułem jak bym uderzał mieczem (i do tego ognistym ;)) mimo iż cały czas miałem świadomość że to ten sam bicz co dawniej. Czasem jest jeszcze ciekawiej bo nie nadajemy żadnych właściwości naszemu podstawowemu orężu a np. ochraniamy siebie. W jednym z połączeń otaczają nas cztery bryłki lodu krążące wokół bohatera, świetna ochrona w czasie walki z Camillą, praktycznie jest bezbronna i z pewnością łatwa do pokonania. Innym razem uderzamy różanym mieczem (bardzo ładnie wykonany atak) czy też jakimś pędęm z którego po uderzeniu zlatują kolce i czasem ranią wrogów. Jeszcze słówko odnośnie "DSS". Wybierając drugą kartę czasem, najczęściej gdy już wcześniej użyliśmy danego zestawienia widzimy opis jakie będą jego efekty, w przypadku nowych par zobaczymy tylko kilka znaków zapytania.
Jeszcze kilka słów o menu w grze. Kolejne bardzo ważne to "Item". Tam właśnie wyposażamy naszego bohatera w te jakże potężne zbroje jakie odnaleźliśmy podczas naszych wędrówek po zamku. Możemy założyć pancerz i dwa perscienie lub jakieś akcesoria na ręcę. W małej rubryczce "Status" mamy nasz stan, możemy być np. zatruci (poison albo poisoned, nie pametam jaka forma jest w grze, ale raczej ta druga jak sądzę), czy też przeklęci. Na wszystko są odpowiednie mikstury, których moim zdaniem znajdujemy jednak trochę za dużo. Mamy także "Magic Item". Tam z kolei widzimy magiczne przedmioty które udało nam się znaleźć. Przedmioty te podobnie jak we wcześniej opisywanej przeze mnie części dają nam nowe możliwości ruchowe, jak np. przesuwanie skrzyń, rozwalanie kamiennych bloków czy też sporo wyższe skoki (łatwo się potem wskakuje nawet tam skąd się spadało na początku gry, bardzo przyjemne uczucie ;)). Co ciekawe klucz do pewnych drzwi też się tam znajduje a nie jest moim zdaniem umiejętnością ;), choć otwiera on tak ważne dla dalszego przebiegu gry wrota że trudno się temu prawdę mówiąc dziwić.
Najbardziej prosto i nieskąplikowanie wygląda menu "Config". Tam możemy tylko zmienić ustawienia klawiszy, tak prawdę mówiąc to trochę rozczarowuje. Doskonale zdaję sobie sprawę że do tego menu zagląda najwyżej 10% graczy ale fakt faktem że przyjemnie byłoby posłuchać kawałków muzycznych z gry, odgłosów, czy choćby zobaczyć miniaturkę konsolki jak się zmienia przyciski, tutaj jednak panuje wyjątkowa prostota, cóż, czego można się po takim menu spodziewać. Przejdźmy jeszcze do systemu zapisu gry. System jest standardowy jak łatwo się domyślić. Czyli w wybranych miejscach zamku mamy małe pokoiki, na mapie oznaczone kolorem czerwonym, w których mamy możliwość zapisania gry i zregenerowania naszego życia, trochę denerwujące jest to że zawsze po zapisie, ekranik jest rozświetlany białym światłem, wiem że to ma niby dawać złudzenie że bohater został uzdrowiony, wpisany w jakąś astralną przestrzeń, czy coś, ale po paru godzinach gry od takigo widoku po prostu bolą oczy. To tylko taka moja dygresja bo trwa to nie dłużej niż 3/4 sekundy ;). Możliwością jednak uniknięcia tego jest granie bez savów, ale nie polecam, większa złość nas ogarnie jak po zdobycie kilkunastu poziomów i nowych, znacznie lepszych przedmiotów zobaczymy kochany przez wszystkich graczy napis "Game Over" niż wytrzymanie tej kilkusekundowej bieli ekranu.
Co do grafiki oraz dźwięku w grze to naprawdę nie mam zastrzeżeń. Opisując drugą część Castlevanii na GBA pisałem że muzyka mi się podobała ale nie mam porównania do części pierwszej bo nie miałem z nią większego kontaktu, teraz już miałem. Porównując muzykę w obydwu częściach w obu jest ona dobra, ale fakt faktem że w pierwszej części jednak bardziej wpada w ucho, i moim zdaniem jest tak dlatego, że jest ona po prosu prostsza i mniej złożona, podczas gdy w części drugiej musieliśmy się wsłuchać. Dlatego też obstaję dalej nad wyższością muzyki w części drugiej co nie znaczy że w tej jest zła, wręcz przeciwnie. Odgłosy są jakie są, czyli zwyczajne, bez szumów, zgrzytów czy nieprzyjemnych dla naszych uszu efektów, takie jakie być powinny. Jednak biorąc pod uwagę że gracz siedzi po kilka lub kilkanaście godzin na dobę przed kompem i ma do dyspozycji więcej niż dwa małe głośniczki z konsolki bardziej niż pewne jest że chociaż część graczy klimat gry buduje swoimi ulubionymi kawałkami a nie wybraną przez programistów muzyką, co jest w wielu tytułach wielce wskazane.
No i tak to zbliżamy się do końca recenzji, mam nadzieje że początek przybliżający z lekka obraz Hrabiego Draculi przynajmniej kilku osobom się spodobał i liczę że chociaż nieliczne wyjątki zainteresują się podanymi przeze mnie linkami. Osobiście sądzę że jest to moja ostatnia recenzja, coś się kończy coś zaczyna. Jest to spowodowane tym że w tym roku czeka mnie matura i nie znajdę czasu na pisanie porządnych recenzji, może kiedyś coś podrzuce jak mi coś porządnego wyjdzie ale raczej sądzę że to jest już moje odejście z grona recenzentów. Wielkie dzięki dla wszystkich którzy czytali moje recenzje i mam nadzieje że chociaz część z was zachęciły one do sięgnięcia po którąś z opisywanych gier. A nowicjuszom którzy zastanawiają się czy pisać do Emu Kouncik'a mogę powiedzieć tylko żeby spróbowali, i nie słali byle czego. Po prostu wczujcie się w gre i nie śpieszcie się, pomyślcie, zwłaszcza do tych co nie mają sieci, że tak jak ktoś wam swoją recką kiedyś pomógł wybrać jakąś grę przy której wy spędziliście miło czas, tak teraz wy możecie to zrobić dla innych, więc przyłużcie się do własnych recenzji i ślijcie. Szczerze mówiąc własnie ja jak nie miałem sieci to dzieki reckom w Emu Kounciku wybierałem jedne z najlepszych gier i z taką też motywacją zacząłem pisać. Więc po prostu zachęcam, i liczę że ta recenzja chociaż część osób zachęci do sięgnięcia po Castlevanię, bo naprawdę warto w to pograć.
4lzEn [dawniej @lzEn lub myNick] | ||||||||||||||||||||||
| (C) Copyright by Emu Kouncik Team | ||||||||||||||||||||||