|
Magiczny ogień i cios miecza. Szybkie zmiany scenerii, krótkie podróże, walka, kradzież, znów walka. Demony pojawiają się i giną, bohaterowie tak samo, dzieje się wiele i w zawrotnym tempie. Tak można najkrócej opisać powieść Jamesa Barclay "Złodziej świtu", pierwszy cykl sagi o Krukach. Gwoli wyjaśnienia - cykl nie jest ornitologiczny lecz fantasy, tytułowe Kruki to grupa najemników o niezłej reputacji i dużych (podobno) umiejętnościach. Kruki ruszają w drogę, co by Magiczny Durszlak zdobyć, jak kanon nakazuje i będą przeżywać w tej drodze przygody, zgodnie ze świętymi regułami. Wszystko w normie. Jeżeli jest coś, co Barclaya wyróżnia, to szybkość akcji i umiejętność wciągnięcia czytelnika w wydarzenia. Akcja galopuje nieprzytomnie na łeb i szyję i, chwała za to autorowi, porywa czytelnika, który w napięciu oczekuje, czy tym razem bohaterom się uda, czy też nie.
Moc tej książki to postacie drugoplanowe, bo główny bohater jest męczący. Nazwano go barbarzyńcą, co ma tłumaczyć jego nieokrzesanie i eksplozywny charakter, ale Hirad Coldheart (raczej Hothead, moim skromnym zdaniem) nie jest specjalnie udany. Jest niezrównoważony, niejednorodny (na zmianę inteligentny i głupi) i nieszczególnie dopracowany jak na człowieka, który ma nieść na sobie ciężar opowieści. Natomiast drugi plan jest znakomity. Baronowie Blackthorne i Gresse to prawdziwe szlacheckie archetypy, faceci, którzy mogą stanowić wzorzec słowa "szlachetny". Twardzi wojacy z żelaza, honorowi i oddani, od razu można się z nimi zaprzyjaźnić. Sympatyczna jest drużyna Kruków, a już zwłaszcza tajemniczy Bezimienny, postać zagadkowa i dobrze pomyślana. Nieźli są spotykani po drodze czarodzieje i wojacy - można by więc powiedzieć, że galeria postaci jest całkiem, całkiem. Łyżką dziegciu w tym miodzie jest jedynie wspomniany wyżej Hirad i czarodziejka Erienne. O ile na początku świetnie widać jej matczyne uczucia, o tyle dalej nie wykorzystano możliwości, jakie daje jej postać, nie pokazano odpowiednio jej przemiany, a jest to osoba, która w trakcie tej opowieści przechodzi najcięższą i najtrudniejszą próbę.
Nie radziłbym się jednak do bohaterów specjalnie przywiązywać, bo Barclay nie zamierza się z nimi pieścić. Jeżeli zaczyna się akcja, jeżeli rośnie napięcie i pojawia się zagrożenie, to ktoś może zginąć. Nie musi, ale może, autor nie będzie ratował bohaterów na siłę, zrobi to, co mu się podoba i co logika fabuły nakazuje. Takie rozwiązanie, choć rani uczucia, to pozwala autorowi zahipnotyzować czytelnika i przytrzymać go przy powieści. Kiedy nie wiesz, kto wyjdzie z imprezy żywy, to od razu robi się bardziej interesująco.
Niestety, "Złodziej świtu" ma też swoje wady. Zbyt często słychać grzechot toczących się za książką kości do gry. Niektóre sceny zdają się być żywcem wyrwane z gier fabularnych (zdobycie Oka Śmierci na ten przykład). Opis scen walki momentami prosi się wręcz o komentarze typu: "on ma atak 7, ty zwinność dziesięć, więc unik ci się uda". James Barclay słabo sobie radzi z oddawaniem walki, panującego w trakcie niej chaosu i zmieniającej się nagle i w wielu miejscach akcji. Zanadto zapatrzył nam się autor na gry turowe, za bardzo opiera się w swoich opisach na sekwencyjności i następstwie zdarzeń (walczymy: ja robię to, a potem on tamto - to jest bajka dla młodych i grzecznych rycerzy).
Niespecjalnie czuję się też przekonany co do wiodących i niezwykłych umiejętności Kruków. Cały czas słyszymy, jakie to z nich chłopy na schwał, co to nieledwie oddechem samym zwalają smoki z niebios, a tu mocarze nasi giną z regularnością wprost zatrważającą. Dają się czasem podejść wrogom w sposób poddający w wątpliwość ich kwalifikacje i ogólnie dziw bierze, czemu magowie z Xetesku wybrali taką grupę fujar na swoich przedstawicieli i wysłali ją na misję o kluczowym, dla świata znaczeniu. Ba, właściwie to jakim cudem zdołali ci najemnicy dożyć do czasów "Złodzieja Świtu"?
W sumie, "Złodziej Świtu" jest lekturą o dużej czytalności. Należy do tego typu cudownie relaksujących książek przygodowych, które dają czytelnikowi kupę frajdy i możliwość odpoczynku. Rzecz miła, ale do szczytowych osiągnięć gatunku ja bym jej nie zaliczył.
James Barclay "Złodziej świtu" (Dawnthief)
Tłum. Paweł Pyrka
ISA 2002
Cena: 35 zł
ISBN 83-87376-93-0
Strona wydawnictwa: www.isa.pl
Gatunek: fantasy
|
|