|
Judas Priest - Painkiller

1. Painkiller
2. Hell Patrol
3. All Guns Blazing
4. Leather Rebel
5. Metal Meltdown
6. Night Crawler
7. Between The Hammer & The Anvil
8. A Touch Of Evil
9. Battle Hymn
10. One Shot At Glory
Judas Priest - kolejna zasłużona w oczach metalowej braci
kapela, legenda heavy metalu. Tak w kilku słowach można scharakteryzować Judasów.
Zespół jak większość heavy metalowych formacji pochodzi z Wielkiej Brytanii,
dokładnie z angielskiego miasteczka Birmingham, niezwykle zasłużonego dla
metalu. W roku dokładnie 1969 nastolatkowie Ian Hill i Ken Downing powołali do
życia ów zespół. I po wielu zmianach personalnych, przejściach itp. kapeli udało
się nagrać do 1990 roku 13 albumów. Już wkrótce najnowsze dziecko Judas Priest
miało powalić na kolana cały heavy metalowy świat. Do studia w owym '90 roku
weszli:
Rob Halford - wokal
K.K. Downing - gitara
Ian Hill - bass
Glenn Tipton - gitara
Scott Travis - perkusja
I rzeczywiście "Painkiller" powalił na kolana wszystkich, którzy kiedykolwiek
mieli styczność z tym krążkiem. Album odniósł oszałamiający sukces na całym
globie. Judas Priest trafił na okładki muzycznych magazynów, sprzedano setki
tysięcy gadżetów związanych z płytą. Do niezwykle udanych należała także trasa
koncertowa, towarzysząca "Painkillerowi". Krótko mówiąc nastały złote czasy dla
Judasów. Jednak nic nie trwa wiecznie. I tak niezrozumiałe może się wydawać
odejście z zespołu Roba Halforda i Scotta Travisa w okresie największych
sukcesów. Nieoficjalnie mówiło się, iż Halford był zmęczony długoletnim procesem
z rodzicami nastolatków, którzy popełnili samobójstwo, odczytując zaszyfrowane
przesłanie utworu "Better Than You, Better Than Me" (krążek "Stained Class").
Ale to już całkiem inna historia. Wracając do zespołu, po wydaniu moim zdaniem
najlepszej płyty w karierze, co może wydać się absurdalne, Judas Priest
oficjalnie w roku 1992 przestał istnieć. Po tym krótkim wstępie przyjrzyjmy się
zatem bliżej muzycznej zawartości longplaya.
Krążek otwiera tytułowa kompozycja, chyba najbardziej znany kawałek w całej
twórczości Judasów, no może poza "Breaking The Law", "United" i "Living After
Midnight". "Painkiller" rozpoczyna się niesamowitym staccatem perkusji, które
brutalnie nadaje tempo całej płycie. Następnie atakują "chore" gitarowe riffy i
nieokrzesany, wręcz dziki wokal Halforda. Kawałek niesie niesamowitą dawkę
energii, nie wiem czy w którejkolwiek kompozycji dzieje się tyle, co podczas
tych sześciu minut. Popisy gitarowe Glenna i K.K. przechodzą najśmielsze
pojęcie. Scott, który zastąpił za pałkami Dave Hollanda bezkompromisowo
udowadnia swoją klasę. Wokal Halforda, wręcz genialny. Ale to dopiero pierwsza
kompozycja z tej płyty. "Hell Patrol" nieco wolniejszy od poprzednika, co
pozwala poznać wokal Roba z jeszcze innej strony. Gitarowe popisy zasługują na
olbrzymie brawa, podobnie sprawa ma się z perkusją. Atutem jest także łatwo
przyswajalny tekst:
Like wild fire
Comes roaring
Mad whirlwind
Burning the road
Black thunder
White lightning
Speed demons cry
The Hell Patrol
A propos gitar, pojawia się fantastyczna solówka i ten chwytliwy riff, żałuję
tylko, że kawałek nie trwa dłużej. Trzecią kompozycją jest "All Guns Blazing",
kawałek ocierający się nieco o klimaty Black Sabbath. "Krzykliwe" gitary
wreszcie mają okazję zaprezentować się dłużej. Pojawia się równie krzykliwy
wokal Halforda i świetna sekcja perkusji, dodająca i tak pędzącemu już kawałkowi
dynamizmu. Muszę zaznaczyć niesamowite przejście, pojawiające się w drugiej
minucie utworu. Kolejna dobra kompozycja. Zresztą nie wiem czy wspominałem, ale
na "Painkillerze" nie ma utworów słabych. Następny kawałek "Leather Rebel"
przypomina sekcją gitar speed metal. Wiosła wydają się pędzić, wspaniała sekcja
basu. Pojawia się solówka godna uwagi oraz wokal Halforda jak zwykle na
najwyższym poziomie. Uroku dodają wyczyny Scotta, wyżywającego się
niemiłosiernie na bębnach i talerzach. Piąty utwór "Metal Meltdown" rozpoczyna
się kilkunasto sekundowym gitarowym preludium do tego, co ma nadejść. Kawałek
stopniowo przyspiesza, wrzaski Roba dodają uroku tej heavy metalowej kompozycji.
Niesamowite zmiany tempa i wyczyny K.K. i Glenna genialnie współpracują z
bębniącym Scottem. Na plus pracuje też tekst:
Something's calling
In the night
Electric madness
Roars in sight
Heat is rising
Blazing fast
Hot and evil
Feel the blast
Out of control
About to explode
It's coming at ya
Here comes the Metal Meltdown
Run for your lives
Can't stop the Metal Meltdown
No-one survives
Kolejna kompozycja brzmi nieco mistycznie, obfitując w dźwiękowe efekty
specjalne. "Night Crawler" bo o nim mowa, jest kolejnym przykładem na to, że
każdy kawałek Judas Priest ma własne indywidualne brzmienie. Nie wiem czy
recenzowanie takich genialnych krążków ma sens, jak pewnie zauważyliście w
każdym kawałku wszyscy spisują się doskonale. Także pozwólcie, że o tym utworze
napisze tylko tyle, że jest cholernie dobry. Tytuł następnej kompozycji zdradza
odrobinę treść tekstu. Opowiada o położeniu między młotem a kowadłem... "Between
The Hammer And & The Anvil". Charakterystyczny riff i genialna solówka, ogólnie
cała sekcja gitar odwala kawał dobrej roboty. Kawałek niezwykle świeżo brzmiący,
mimo 14 lat. Wokal i perkusja także trzymają fason. Kolejny utwór "A Touch Of
Evil" jest jednym z moich ulubionych w ogólnym dorobku Judasów. Nieco wolniejszy
od poprzedników, z towarzyszeniem efektów dźwiękowych, przez co posiada
odpowiedni klimat, na który pracuje także tekst:
You mesmerise slowly
Till I can't believe my eyes
Ecstasy controls me
What you give just serves me right
Without warning you're here
Like magic you appear
I taste the fear
I'm so afraid
But I still feed the flame
In the night
Come to me
You know I want your Touch of Evil
In the night
Please set me free
I can't resist a Touch of Evil
Wokal Halforda jest krótko mówiąc genialny! W niczym nie ustępuje mu sekcja
gitar, która serwuje niesamowitą solówkę. Generalnie utwór niezwykle liryczny
mimo heavy metalowej oprawy muzycznej. Następnie pojawia się krótka
instrumentalna kompozycja "Battle Hymn", będąca swego rodzajem wstępem do
ostatniego już utworu. "One Shot At Glory" jest idealnym zamknięciem albumu,
chociażby ze względu na sam tytuł:) Muzycznie spójny z całym krążkiem, mam
jednak wrażenie, że jest odrobinę wolniejszy od chociażby tytułowego "Painkillera".
Aczkolwiek panowie od wioseł częstują nas niesamowitymi indywidualnymi popisami,
co ważne nie trwają one zbyt krótko. Perkusja i wspomniane solówki dodają
dynamizmu, jednak w moich oczach (a raczej uszach) wokal Roba spowalnia nieco
ten kawałek. Mimo wszystko kolejna cholernie dobra kompozycja.
Cóż mogę dodać w podsumowaniu recenzji tego krążka? Album absolutnie, należący
do klasyki metalu, zresztą jak kilka innych krążków brytyjczyków. Moja ocena nie
może być zatem inna jak 10\10 + toast chociażby tanim winem na cześć "Painkillera"
i Judas Priest. Ciekaw jestem jak prezentować się będzie najnowszy album JP,
który został nagrany w takim samym składzie, co ów "Painkiller"? Mam cichą
nadzieję, że będzie to stary dobry Judas Priest, a jak będzie przekonamy się
niebawem.
Lupus261
|