|
Live - Rock Promotion
Trzynastego sierpnia w piątek tak się złożyło, że całkiem
prywatnie, w celach czysto rekreacyjnych pojawiłem się na imprezie pod szyldem
"Rock Promotion". Na miejsce przybyłem w towarzystwie ekipy, z którą bawiłem się
także na koncercie Metalliki i przy okazji wielu innych wypadów. Ku mojemu
zaskoczeniu przed klubem "Mini Max" spacerowało ptactwo drobiowe, a obok budynku
stał billboard, który informował, że ów "Mini Max" to, jak głosił napis: night
club. Koncert organizowany w szczytnym celu, bo jak podali do wiadomości
organizatorzy, była to impreza charytatywna. Swoją drogą przyznacie chyba, że
impreza charytatywna w night clubie brzmi odrobinę niedorzecznie.
Na scenie mieli pojawić się: Black Insect, Katharsis, Zagrożony Gatunek, Trade
Mark, Cortege oraz w moim mniemaniu gwiazdy wieczoru: Goddess of Sin i Different
World. Zanim pierwsza kapela wyszła na scenę, wszyscy przybyli "pielgrzymi"
spędzali czas na próbowaniu miejscowych trunków i wymianie informacji. Tak się
złożyło, że dzieliłem stolik ze wspomnianą wcześniej ekipą i muzykami Goddess of
Sin. Muszę przyznać, że czas mijał całkiem przyjemnie, jednak "show must go on".
Kilka minut po 19 na scenie pojawiła się jedna z gwiazd wieczoru Different World.
W sali gdzie odbywał się występ zaczęło robić się tłoczno, jednak najbardziej
wokół ścian sali. Jak to zwykle bywa, kapele, które grają jako jedne z
pierwszych nie mają zbyt żywiołowej publiki. Tak też działo się tego wieczoru w
Rydułtowach. Podczas występu Different World w sali, której parkiet oddzielony
był od sceny barierkami z dźwięcznym napisem "Warka", na parkiecie nie wiele się
działo. Czego jednak nie można napisać o scenie, na której próbkę swoich
umiejętności dawał zespół. Przyznaję, że bardzo ciężko jest mi zaszufladkować
Different World, kapela gra połączenie metalu, rocka progresywnego i klasyki.
Połączenie takie brzmi bardzo interesująco, w związku z czym całkiem
prawdopodobne, że zespół ten za niedługo pojawi się na naszych łamach, w dziale
"Out Of The Darkness...". Wracając do samego występu. Different World
zaprezentował się niezwykle dobrze od strony technicznej, występ dopięty na
ostatni guzik, bez wpadek i pomyłek. Gołym okiem widać, że członkowie zespołu
maja za sobą bogatą muzyczną przeszłość. W szczególności gitarzyści, którzy w
swojej karierze zaliczyli kilka występów na festiwalu w Jarocinie w latach 80 -
tych. W pamięci także zapadł mi wokalista, w którym drzemią naprawdę duże
możliwości. Generalnie zespół wypadł świetnie, mimo znikomego udziału publiki w
koncercie. Przyznam, że niezbyt łatwo stoi się na scenie, patrząc na ludzi,
stojących pod ścianą, nie wykazujących żadnego zainteresowania poza wzrokiem.
Different World nie został zbytnio doceniony przez publikę tego wieczoru, ale
już taki los kapel rozpoczynających imprezy. Przyznaję szczerze, że byłem trochę
rozczarowany decyzją organizatorów odnośnie tak szybkiego występu DW, ale jak
już pisałem "show must go on". Kolejną kapelą, która pojawiła się na scenie był
Trade Mark. Przyznam szczerze nie znam zbytnio tej kapeli, byłem na kilku
występach, ale niczym szczególnym zespół mnie nie zaskoczył. Spędziłem zaledwie
parę minut pod sceną i opuściłem salę. Żałuję, że tekst ten jest tylko
muzycznym
opisem imprezy w Rydułtowach, bo to co działo się poza sceną naprawdę warte jest
szczegółowego opisu:) Napiszę tylko tyle, że skutkiem wypadów poza salę
koncertową było m.in. złamanie kluczyka do poloneza, wymontowanie blokady
kierownicy i roztrzaskanie w drobny mak stacyjki w tymże samym polonezie. Drogą
sprostowania dodam, że polonez ten jest własnością kierowcy ekipy, z którą byłem
tego wieczoru. Z miejsca tego pozdrawiam pana szofera - Wyciska:) Wybaczcie mi
chwilę zwierzeń, ale musiałem o tym wspomnieć. Po kilku przygodach poza salą
koncertową, wróciłem na koncert, dzięki któremu w ogóle znalazłem się tego
wieczoru w "Mini Maxie". Jednak zanim na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru,
zastałem na sali niezły, że tak się wyrażę "burdel". Ku mojemu zdziwieniu ludzie
bawiący się tuż przy barierkach, oddzielających scenę od parkietu, zrobili ze
wspomnianych barierek niezły użytek. Oddawali się fali dźwięków kapeli Cortege,
przy czym trzymali nad głowami trofea, którymi były owe barierki. Kapela grała
całkiem nieźle, ale kiedy pojawiłem się na sali był to już ostatni kawałek,
także nie mogę tego występu Wam nieco bardziej przybliżyć. No i wreszcie kilka
minut po 12 na scenie pojawili się Goddessi. Sylwetka znana chociażby z dwóch
ostatnich numerów zina, także wybaczcie ale nie będę się rozpisywał zbytnio o
GoS. A tak na marginesie doszły do mnie słuchy, że piszę za długie teksty,
których co niektórym czytelnikom nie chce się czytać:) Wracając do Goddess of
Sin. Początek występu w wykonaniu publiczności nieco drętwy, dopóki ekipa ze mną
na czele:) nie powędrowała pod zamontowane po zajściu na poprzednim występie
barierki. I w tym momencie chciałbym pogratulować panu akustykowi, który panował
nad wszystkim aż do momentu koncertu GoS. Nie wiem czy tylko chwilowo ogarnęła
tego pana niemoc, czy po prostu jakieś braki odnośnie praktyki w obsłudze tego
typu urządzeń albo może powoli pan dźwiękowiec zaczął tracić zmysły. Jak później
się dowiedziałem, pan akustyk po raz pierwszy brał udział w tego typu imprezie i
nie miał zbyt wielkiego doświadczenia. Pardon, nie miał żadnego doświadczenia.
Pozostaje jednak zagadka wieczoru, dlaczego kapele grające przed Goddessami
zostały obsłużone w miarę godziwie, a GoS nie było to dane? Myślę, że najlepiej
poradzi sobie z tą zagadką agent Sephiroth z naszego działu X-files, bo sprawa
rzeczywiście nadaje się do tytułowego "Archiwum X". Pan akustyk ustawił ogólną
głośność na prawie max, dodał zbyt wiele sopranów, a najgłośniejszym
instrumentem wieczoru uczynił bas Zbyszka. I jak powiedział Rafał (członek
ekipy, z którą się bawiłem) "Zbyszek, ty to dzisiaj dałeś popis wieczoru. Nie
było słychać nic za wyjątkiem twojego basu". I rzeczywiście solówki Łukasza były
ledwo dosłyszalne, podobnie jak wokal Marcina, a perkusja jak wiecie ma swoja
siłę przebicia i nawet tak zdolny pan akustyk nie był w stanie jej zagłuszyć.
Koncert ogólnie na poziomie, bez wpadek, niedociągnięć, bo przecież za błędy
dźwiękowców zespół nie może ponosić konsekwencji. Zespół zagrał w większości
własne kompozycje, jednak publiczność najaktywniej uczestniczyła w koncercie,
kiedy muzycy GoS grali covery. Osobiście bawiłem się przez cały występ przed
sceną, odpuściłem tylko na moment:) Kapela została dobrze przyjęta przez
publikę, która w większym stopniu pojawiła się tego wieczoru w Rydułtowach
głównie dla koncertu GoS. Co więcej zespół za niedługo czeka ogromny sprawdzian
i wyzwanie zarazem. Goddessi będą jedną z gwiazd festiwalu "Magia Rocka II"
(27.08.2004), gdzie zagrają u boku TSA! Kolejne wyzwanie zespołu, to dogranie
pozostałych kawałków na debiutancki album "Bramy Piekieł". Jak poinformował mnie
lider kapeli - Marcin, Goddessi planują ponownie wejść do studia zimą.
Początkowo drugie podejście miało mieć miejsce jeszcze w sierpniu, jednak z
braku wolnych terminów i małym zamieszaniem związanym z pojawieniem się
menadżera, wizyta w studio przesuwa się na porę zimową. Ależ się rozpisałem
odrobinę schodząc z tematu. Zatem wracając do koncertu. Po występie GoS
spoczęliśmy z ekipą i gitarzystami GoS na zewnątrz, wspominając wyczyny owego
dźwiękowca. Udało się także rozwiązać problemy z pewnym polonezem, o którym
wspominałem wcześniej:) i mogliśmy ruszać w drogę.
Generalnie impreza całkiem udana, mimo tego, że nie byłem na występach
wszystkich kapel (załóżmy, że byłem na moment zajęty]:)) I jeśli spełnią się
zapowiedzi organizatorów "Rock Promotion" może na stałe wejść do kalendarza
imprez. Jak już pisałem na wstępie, początkowo nie miałem zamiaru przeprowadzać
relacji z koncertu, wypad w 100% miał być rekreacyjny (ostatecznie dziennikarz
też człowiek), ale moim zdaniem występy Different World i Goddess of Sin
zasługują na chociażby najmniejszą wzmiankę w naszym zinie. Tym bardziej, że
współpracujemy z obiema kapelami, napisałem współpracujemy gdyż zapewne w
momencie ukazania się tego artykułu będziemy już na etapie współpracy z
Different World, a efekty współpracy z Goddessami mieliście już chyba okazję
zobaczyć. Nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was w imieniu organizatorów
na kolejną edycję "Rock Promotion" , a czy takowa dojdzie do skutku, czas
pokaże.
Lupus261



|