www.everzin.mocny.com    

Menu

Wstępniak
Bezpłatna prenumerata
Reklama u nas
Partnerzy
Redakcja
Rekrutacja
Listy
Okładka
F.A.Q.
Ankieta

Muzyka

Wstępniak
News
Judas Priest - Painkiller
Live - Rock Promotion
Lista CD
Out Of The Darkness...
Wstępniak
Miecz Wikinga

Telefonia

Wstępniak
Newsy
Sami Swoi
Opisy nowych Motoroli
Test: Siemens S 55
Test: Nokia 3220
Siemens SGH-X100 - opis
Netia - informacje operatora
Listy

The X-Files

Wstępniak
[2X18] Fearful Symmetry
[2X19] Dod Kalm
[2X20] Humbug
Listy

Gry

Wstępniak
GTA: San Andreas
NFS Underground 2
CoD: United Offensive
Gry - News
Sprzęt - News

Czytelnia

Guy Burt "Bunkier"
Winston Groom "Forrest Gump"

Felietony

Z pamiętnika Tyberiusza Mulona
Za jaką Polskę?

Humor

Prezydent
Obrazki

Live - Rock Promotion

Trzynastego sierpnia w piątek tak się złożyło, że całkiem prywatnie, w celach czysto rekreacyjnych pojawiłem się na imprezie pod szyldem "Rock Promotion". Na miejsce przybyłem w towarzystwie ekipy, z którą bawiłem się także na koncercie Metalliki i przy okazji wielu innych wypadów. Ku mojemu zaskoczeniu przed klubem "Mini Max" spacerowało ptactwo drobiowe, a obok budynku stał billboard, który informował, że ów "Mini Max" to, jak głosił napis: night club. Koncert organizowany w szczytnym celu, bo jak podali do wiadomości organizatorzy, była to impreza charytatywna. Swoją drogą przyznacie chyba, że impreza charytatywna w night clubie brzmi odrobinę niedorzecznie.
Na scenie mieli pojawić się: Black Insect, Katharsis, Zagrożony Gatunek, Trade Mark, Cortege oraz w moim mniemaniu gwiazdy wieczoru: Goddess of Sin i Different World. Zanim pierwsza kapela wyszła na scenę, wszyscy przybyli "pielgrzymi" spędzali czas na próbowaniu miejscowych trunków i wymianie informacji. Tak się złożyło, że dzieliłem stolik ze wspomnianą wcześniej ekipą i muzykami Goddess of Sin. Muszę przyznać, że czas mijał całkiem przyjemnie, jednak "show must go on". Kilka minut po 19 na scenie pojawiła się jedna z gwiazd wieczoru Different World. W sali gdzie odbywał się występ zaczęło robić się tłoczno, jednak najbardziej wokół ścian sali. Jak to zwykle bywa, kapele, które grają jako jedne z pierwszych nie mają zbyt żywiołowej publiki. Tak też działo się tego wieczoru w Rydułtowach. Podczas występu Different World w sali, której parkiet oddzielony był od sceny barierkami z dźwięcznym napisem "Warka", na parkiecie nie wiele się działo. Czego jednak nie można napisać o scenie, na której próbkę swoich umiejętności dawał zespół. Przyznaję, że bardzo ciężko jest mi zaszufladkować Different World, kapela gra połączenie metalu, rocka progresywnego i klasyki. Połączenie takie brzmi bardzo interesująco, w związku z czym całkiem prawdopodobne, że zespół ten za niedługo pojawi się na naszych łamach, w dziale "Out Of The Darkness...". Wracając do samego występu. Different World zaprezentował się niezwykle dobrze od strony technicznej, występ dopięty na ostatni guzik, bez wpadek i pomyłek. Gołym okiem widać, że członkowie zespołu maja za sobą bogatą muzyczną przeszłość. W szczególności gitarzyści, którzy w swojej karierze zaliczyli kilka występów na festiwalu w Jarocinie w latach 80 - tych. W pamięci także zapadł mi wokalista, w którym drzemią naprawdę duże możliwości. Generalnie zespół wypadł świetnie, mimo znikomego udziału publiki w koncercie. Przyznam, że niezbyt łatwo stoi się na scenie, patrząc na ludzi, stojących pod ścianą, nie wykazujących żadnego zainteresowania poza wzrokiem. Different World nie został zbytnio doceniony przez publikę tego wieczoru, ale już taki los kapel rozpoczynających imprezy. Przyznaję szczerze, że byłem trochę rozczarowany decyzją organizatorów odnośnie tak szybkiego występu DW, ale jak już pisałem "show must go on". Kolejną kapelą, która pojawiła się na scenie był Trade Mark. Przyznam szczerze nie znam zbytnio tej kapeli, byłem na kilku występach, ale niczym szczególnym zespół mnie nie zaskoczył. Spędziłem zaledwie parę minut pod sceną i opuściłem salę. Żałuję, że tekst ten jest tylko muzycznym opisem imprezy w Rydułtowach, bo to co działo się poza sceną naprawdę warte jest szczegółowego opisu:) Napiszę tylko tyle, że skutkiem wypadów poza salę koncertową było m.in. złamanie kluczyka do poloneza, wymontowanie blokady kierownicy i roztrzaskanie w drobny mak stacyjki w tymże samym polonezie. Drogą sprostowania dodam, że polonez ten jest własnością kierowcy ekipy, z którą byłem tego wieczoru. Z miejsca tego pozdrawiam pana szofera - Wyciska:) Wybaczcie mi chwilę zwierzeń, ale musiałem o tym wspomnieć. Po kilku przygodach poza salą koncertową, wróciłem na koncert, dzięki któremu w ogóle znalazłem się tego wieczoru w "Mini Maxie". Jednak zanim na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru, zastałem na sali niezły, że tak się wyrażę "burdel". Ku mojemu zdziwieniu ludzie bawiący się tuż przy barierkach, oddzielających scenę od parkietu, zrobili ze wspomnianych barierek niezły użytek. Oddawali się fali dźwięków kapeli Cortege, przy czym trzymali nad głowami trofea, którymi były owe barierki. Kapela grała całkiem nieźle, ale kiedy pojawiłem się na sali był to już ostatni kawałek, także nie mogę tego występu Wam nieco bardziej przybliżyć. No i wreszcie kilka minut po 12 na scenie pojawili się Goddessi. Sylwetka znana chociażby z dwóch ostatnich numerów zina, także wybaczcie ale nie będę się rozpisywał zbytnio o GoS. A tak na marginesie doszły do mnie słuchy, że piszę za długie teksty, których co niektórym czytelnikom nie chce się czytać:) Wracając do Goddess of Sin. Początek występu w wykonaniu publiczności nieco drętwy, dopóki ekipa ze mną na czele:) nie powędrowała pod zamontowane po zajściu na poprzednim występie barierki. I w tym momencie chciałbym pogratulować panu akustykowi, który panował nad wszystkim aż do momentu koncertu GoS. Nie wiem czy tylko chwilowo ogarnęła tego pana niemoc, czy po prostu jakieś braki odnośnie praktyki w obsłudze tego typu urządzeń albo może powoli pan dźwiękowiec zaczął tracić zmysły. Jak później się dowiedziałem, pan akustyk po raz pierwszy brał udział w tego typu imprezie i nie miał zbyt wielkiego doświadczenia. Pardon, nie miał żadnego doświadczenia. Pozostaje jednak zagadka wieczoru, dlaczego kapele grające przed Goddessami zostały obsłużone w miarę godziwie, a GoS nie było to dane? Myślę, że najlepiej poradzi sobie z tą zagadką agent Sephiroth z naszego działu X-files, bo sprawa rzeczywiście nadaje się do tytułowego "Archiwum X". Pan akustyk ustawił ogólną głośność na prawie max, dodał zbyt wiele sopranów, a najgłośniejszym instrumentem wieczoru uczynił bas Zbyszka. I jak powiedział Rafał (członek ekipy, z którą się bawiłem) "Zbyszek, ty to dzisiaj dałeś popis wieczoru. Nie było słychać nic za wyjątkiem twojego basu". I rzeczywiście solówki Łukasza były ledwo dosłyszalne, podobnie jak wokal Marcina, a perkusja jak wiecie ma swoja siłę przebicia i nawet tak zdolny pan akustyk nie był w stanie jej zagłuszyć. Koncert ogólnie na poziomie, bez wpadek, niedociągnięć, bo przecież za błędy dźwiękowców zespół nie może ponosić konsekwencji. Zespół zagrał w większości własne kompozycje, jednak publiczność najaktywniej uczestniczyła w koncercie, kiedy muzycy GoS grali covery. Osobiście bawiłem się przez cały występ przed sceną, odpuściłem tylko na moment:) Kapela została dobrze przyjęta przez publikę, która w większym stopniu pojawiła się tego wieczoru w Rydułtowach głównie dla koncertu GoS. Co więcej zespół za niedługo czeka ogromny sprawdzian i wyzwanie zarazem. Goddessi będą jedną z gwiazd festiwalu "Magia Rocka II" (27.08.2004), gdzie zagrają u boku TSA! Kolejne wyzwanie zespołu, to dogranie pozostałych kawałków na debiutancki album "Bramy Piekieł". Jak poinformował mnie lider kapeli - Marcin, Goddessi planują ponownie wejść do studia zimą. Początkowo drugie podejście miało mieć miejsce jeszcze w sierpniu, jednak z braku wolnych terminów i małym zamieszaniem związanym z pojawieniem się menadżera, wizyta w studio przesuwa się na porę zimową. Ależ się rozpisałem odrobinę schodząc z tematu. Zatem wracając do koncertu. Po występie GoS spoczęliśmy z ekipą i gitarzystami GoS na zewnątrz, wspominając wyczyny owego dźwiękowca. Udało się także rozwiązać problemy z pewnym polonezem, o którym wspominałem wcześniej:) i mogliśmy ruszać w drogę.
Generalnie impreza całkiem udana, mimo tego, że nie byłem na występach wszystkich kapel (załóżmy, że byłem na moment zajęty]:)) I jeśli spełnią się zapowiedzi organizatorów "Rock Promotion" może na stałe wejść do kalendarza imprez. Jak już pisałem na wstępie, początkowo nie miałem zamiaru przeprowadzać relacji z koncertu, wypad w 100% miał być rekreacyjny (ostatecznie dziennikarz też człowiek), ale moim zdaniem występy Different World i Goddess of Sin zasługują na chociażby najmniejszą wzmiankę w naszym zinie. Tym bardziej, że współpracujemy z obiema kapelami, napisałem współpracujemy gdyż zapewne w momencie ukazania się tego artykułu będziemy już na etapie współpracy z Different World, a efekty współpracy z Goddessami mieliście już chyba okazję zobaczyć. Nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was w imieniu organizatorów na kolejną edycję "Rock Promotion" , a czy takowa dojdzie do skutku, czas pokaże.
 

Lupus261    

- do góry -

© Copyright by Ever ZIN 2003-2004. All right reserved!