|
[2X20] Humbug
Gibsonton\Florida. Już przywykliśmy do
tajemniczości serialu The X-Files. Zwykle kojarzy on się nam jako
horror, a nie serial science-fiction. Mimo wszystko twórcy serialu są
po prostu wielcy (!), a ich wyobraźnia nie zna granic ! Dlaczego ? Po
prostu obejrzyjcie sobie odcinek "Humbug" (właśnie teraz go opisuję
:)). Mało kto potrafi zespolić fragmenty komedii z fragmentami
horroru. Taki właśnie jest opisywany przez mnie epizod. Zaszczytem dla
mnie jest, napisać jego streszczenie. Oto ono...
Zacznijmy standardowo od prologu. Rzecz się dzieje w małym miasteczku,
Gibsonton, w stanie Floryda. Podczas kąpieli pewnego, dość dziwnie
wyglądającego mężczyzny dochodzi do tragedii. Ktoś po prostu go
zamordował, zostawiając na nim dziwną, dość głęboką ranę. Tak zaczyna
się odcinek. Czytajcie dalej, jeszcze dużo się wydarzy... Po takim
dość tajemniczym początku, czas na śledztwo, prowadzone jak zwykle
przez Muldera i Scully. Oczywiście o całej sprawie Mulder dowiaduje
się pierwszy i razem ze swą partnerką rozpoczyna dochodzenie. Razem
udali się na miejsce morderstwa. Ofiarą okazał się pewien cyrkowiec,
który cierpiał na dość dziwną dolegliwość, jego naskórek się
złuszczał, a na miejscu skóry pojawiały się rybie łuski ! Agenci udali
się na jego pogrzeb. Tam dowiedzieli się, że całe miasteczko jest
jakieś dziwne. Było ono zamieszkane głównie przez cyrkowców. Nie byli
to jednak zwyczajni akrobaci. Różnili się od innych swoim wyglądem
(mnóstwo tam było karłów, kobiet z brodą, był nawet facet z drugim
brzuchem). Na już wspomnianym przeze mnie pogrzebie też było jakoś
inaczej (nawet ksiądz nie miał rąk !). Podczas ceremonii pochówku spod
trumny wyskoczył mężczyzna, który przebił sobie serce (i przeżył !).
Po całej ceremonii, agenci udali się do szeryfa, który powiedział im o
tym, co dzieje się w miasteczku. Wyznał im, że mieszkańcy Gibsonton to
głównie "dziwaczni ludzie". Powiedział, że są normalni, tyle, że
różnią się od innych wyglądem. Na miejscu morderstwa Mulder znalazł
odciski łapy małpy, dlatego w tym celu udali się do "Napalonego",
człowieka, który tworzył różne maszkaradne kukły dla potrzeb "Tunelu
śmiechu". Opowiedział on agentom o syrenie z Fidżi. Następnie agenci
musieli znaleźć lokum i w tym celu musieli zamieszkać wśród
"dziwaków". Do pokoju odprowadził agentów pewien mężczyzna imieniem
Leny. Podobnie jak inni mieszkańcy i on był trochę dziwny (Na swoim
brzuchu nosił pewną narośl).
Dzień następny. Mulder podczas rannej przechadzki po miasteczku
dostrzegł pewnego mężczyznę, który wypłynął z wody z rybą w ustach, po
czym na brzegu rozpoczął jej konsumpcję (na dodatek całe ciało miał
wytatuowane w puzzle). Gdy tajemniczy mężczyzna zauważył agenta, od
razu uciekł. Tymczasem Leny poinformował Scully, że nie żyje kolejna
osoba. Ta zawiadomiła Muldera i razem udali się na miejsce zbrodni.
Ofiarą okazał się "Napalony" (ten od tunelu uśmiechu). Według jedynej,
rozsądnej teorii, morderca wszedł przez okno. Problem w tym, że okno
było tak małych wymiarów, że trudno byłoby przecisnąć przez nie
niemowlę ! Według Muldera związek z całą sprawą mógł mieć mężczyzna,
który podczas pogrzebu przebił sobie serce. By to sprawdzić udali się
właśnie do niego. Akurat trafili na moment, gdy mężczyzna próbował swą
sztuczkę (uwolnienie się z kaftana bezpieczeństwa, wisząc nad kotłem z
wrzącą wodą). Gdy wykonał już swój pokaz rozpoczął rozmowę z agentami.
Okazało się, że zwą go "Doktor Szajbus". Jego pomocnikiem przy
numerach cyrkowych okazał się mężczyzna z wytatuowanymi puzzlami,
"Dziwoląg". Z ich rozmowy Mulder wywnioskował jedno, są oni jedynymi
podejrzanymi w sprawie !
Tymczasem Scully też nie próżnowała. Udała się do "Muzeum
osobliwości". Tam dowiedziała się czegoś zaskakującego ! Okazało się,
że szeryf miasteczka Gibsonton też nie jest normalnym człowiekiem, bo
kiedyś występował w cyrku jako człowiek-pies ! Gdy dowiedział się o
tym Mulder od razu coś zaczął podejrzewać. Wraz ze Scully zaczaił się
koło domu szeryfa. Agenci przyłapali go na gorącym uczynku, gdy
mężczyzna coś zakopywał. Okazał się on jednak niewinny, bo zakopywał
tylko ziemniaka !
Śledztwo utkwiło w martwym punkcie. Agenci nie mieli żadnych dowodów,
z resztą tak samo jak podejrzanych. Teoretycznie mordercą mógł być
każdy. Przełom w sprawie nastąpił gdy znaleziono kolejnego martwego
człowieka. Podobnie jak wcześniej, Scully została poinformowana przez
Leny'ego. Gdy Dana udała się na miejsce, był już tam Mulder. Ofiarą
był właściciel hotelu. Morderca przecisnął się przez wylot (dla psa) w
drzwiach, po czym zamordował mężczyznę. Podczas przeszukiwania
pomieszczenia przez agentów, nagle Leny wpadł w szał. Szeryf
postanowił, że odwiezie go na izbę wytrzeźwień. Tymczasem w ręce
zmarłego, Mulder znalazł czarną czaszkę, która doprowadziła ich do
Doktora Szajbusa. Po krótkiej rozmowie z Mulderem i Scully, agenci
zabrali go na posterunek. Gdy rozpoczęło się przesłuchanie, nagle z
celi Leny'ego wydobył się dziwny dźwięk. Agenci natychmiast
postanowili to sprawdzić. Leny leżał na łóżku wyraźnie czymś
osłabiony. Wtedy właśnie Scully zauważyła, że narośl na jego brzuchu
zniknęła. Leny nie miał wyjścia, musiał powiedzieć im całą prawdę. Jak
się okazało Leny miał brata, który żył w jego organizmie. Był pewnego
typu pasożytem. Wychodził z jego ciała kiedy chciał, po to, by znaleźć
dla siebie nowego brata. Mulderowi i Scully nie zostało nic, poza
złapaniem bestii. Dlatego właśnie podążyli oni w pogoń za mordercą.
Niestety "potwór" okazał się bardzo przebiegły, na tyle przebiegły, że
zdołał się wymknąć agentom. Podczas gdy Mulder i Scully go gonili, on
napotkał "Dziwoląga", którego zaatakował. Chwilę później agenci
znaleźli leżącego na ziemi mężczyznę. Na jego ciele nie było żadnych
ran. Niestety nie było także śladu po bracie Leny'ego.
Po tych wydarzeniach morderstwa ustały. Już nikt więcej nie widział
brata Leny'ego (notabene sam Leny zmarł na marskość wątroby). Część
mieszkańców wyniosła się z miasteczka z obawy przed kolejnym atakiem -
wszyscy myśleli, że morderca nadal grasuje po mieście. Na pomysł
wyprowadzki wpadł też "Doktor Szajbus". Podczas gdy się pakował
natknęli się na niego agenci. Powiedział on im, że boi się zostać w
miasteczku, dlatego zabiera swojego przyjaciela, "Dziwoląga" (tego,
który miał ostatni kontakt z bratem Leny'ego) i razem opuszczają to
miejsce. Sam "Dziwoląg" nie wyglądał najlepiej. Gdy Scully zapytała
się Szajbusa co jest jego kompanowi, wtedy "Dziwoląg" odezwał się po
raz pierwszy w swoim życiu: "chyba coś zjadłem", po czym wraz z
Szajbusem odjechali. Wtedy Mulder i Scully wymownie na siebie
spojrzeli, po czym odcinek się skończył.
Tak to wszystko wyglądało. Mimo wszystko nie mogę powstrzymać się od
swojego komentarza. Moim zdaniem brat Leny'ego w końcu znalazł sobie
nowego brata i jest nim nieświadomy niczego "Dziwoląg". Teraz gdy
wyjechał gdzie indziej, utworzył się podatny grunt do kolejnych
morderstw. Może twórcy The X-Files jeszcze kiedyś wrócą do tego
epizodu i dowiemy się dalszych losów "Dziwoląga". Moim zdaniem
będziemy mieć taką szansę... ! |