|
Z pamiętnika Tyberiusza Mulona
- czyli wybiła godzina zero
I co zostało z wakacji, no co? Plama po piwie na
drogocennym obrusie mojej mamy (na tyłku też mi co nieco zostało po
tym pamiętnym zdarzeniu...), pocztówka z żabą na hamaku, z której w
dodatku mój arcyinteligenty pies zrobił sobie promocyjny dodatek do
karmy, zdjęcia robione przeze mnie, dlatego też nie jestem uwieczniony
na żadnym i areszt domowy do końca świata, tzn. do tego oczekiwanego
przez rzesze naukowego ludu zjawiska, gdy słońce spali ziemię. Wcale
sobie długo nie poczekam...
Ach i powiem wam, żebyście się pośmiali, że moi rodzice liczą na
pozostałą w mojej głowie wiedzę. Niczym męsko- damskie wcielenie Ala
Capone wysłali mnie cwaniaki na cztery obozy językowe. Tak do
kompletu, żeby żadna z obcych mów urażona się nie czuła, to pojechałem
na ruski, niemiecki, angielski i francuski. "Poliglotę z ciebie zrobię
synu"- powiedzieli moi osobiści kryminaliści. A ja tam od razu
wiedziałem, że Capone też poszedł do paki i zawsze się znajdzie sposób
na Alcybiadesa :. W gułagu (dla niewtajemniczonych: rosyjski obóz
tortur ) przez całkowity przypadek spotkałem pewnego sympatycznego i
co najważniejsze pomysłowego, Piromana. Ogień był jego życiem: snem,
kobietą, rodziną. Daję głowę, ze sam się składał w 70% z ognia nie
wody, choć naturalnie mam nadzieję, że nie ujrzy stwierdzenia tego
moja biedna psorka od biologii. Owy Piroman również był ogromnie
nieszczęśliwy w zamknięciu i jęczał wiecznie do swego piwnicznego
laboratorium, w którym pozostawił rozpoczętą produkcję dynamitu i
bomb, wszelkiego rodzaju, wierzcie mi. W sumie to obaj chodziliśmy i
jęczeliśmy na przemian. Wreszcie Piroman wpadł na piękny pomysł i już
następnego ranka hajczyły się artystycznie, na środku placu obozowego,
wszystkie firany i zasłony z budynku! Skutek jednakże nie wprawił mnie
w zachwyt, gdyż okazało się, że tego typu zniszczenia są wliczone w
koszta i mam zostać do końca, a nie przyjmą mnie dopiero w przyszłym
roku!
Ale ja się nie poddałem. Wierzcie mi, determinacja aż we mnie kipiała.
Nie mówcie nikomu, ale zdarzało mi się nawet słyszeć tajemnicze
bulgoty w brzuchu! Ponieważ na kolejnych obozach nie spotkałem już
drugiego takiego Piromana, a chyba te tropikalne upały, które
ostatnimi czasy nawiedziły Polskę, doprowadziły do wyniszczenia
znacznej części mej istoty szarej, to przyznaję, poszedłem na
łatwiznę. Tyle, że takie numery, może mało oryginalne, były już
sprawdzone. Zatem, ambitnie piłem po 6 puszek piwa dziennie i
chomikowałem za łóżkiem opakowania, by po tygodniu pokazać opiekunkom
jak się bardzo nadaję na obóz językowy:. I co, znowu lipa! Obiecali,
że już mnie więcej nie przyjmą, ale dwa tygodnie muszę wytrzymać! Kasa
mi się skończyła, kobita ode mnie odeszła, stwierdzając, że do
poduszki to ona się przytulać nie będzie i wierzcie mi, byłem gotowy
na śmierć!
A wybawienie (chyba ma jakieś zaburzenia psychiki, pewnie błędnik, czy
coś tam) przyszło spóźnione o jakieś osiem tygodni. A było to tak.
Trzy dni przed końcem germanizacji, o drugiej w nocy, próbowałem zejść
po piorunochronie i podążyć w stronę nęcącej mnie szaleńczymi rytmami,
pobliskiej dyskoteki. I co? Spadłem, wrzeszcząc w niebogłosy i
złamałem kulosa! Tia, wróciłem do domu.
I teraz człapię się do tej szkoły pięć razy dłużej niż zwykle. Przez
Internet dostaję wiadomości typu: "w związku z tym, że większość z nas
nie lubi szkoły ogłaszamy jutrzejszy dzień dniem głupiej szkoły.
Wszyscy jutro maja mieć w opisie "Szkoła jest głupia ! ". Roześlij to
wszystkim znajomym. Jeśli nie roześlesz to oznacza, że jesteś
kujonem"(tekst oryginalny), a moi kumple wypisują mi na gipsie
"szczęśliwego nowego roku". I jak ja mam to wszystko znieść?!
Calaverite
|