|
Prezydent
Tragikabaret A TO POLSKA WŁASNIE przedstawia:
"Prezydentomania"
osoby: Zagubiony ludź, urzędniczyna, ministrowie
SCENIA PIERWSZA, bo więcej nie potrzeba
Zagubiony ludź puka starannie do pokoju nr 1
Zagubiony ludź: Dzień dobry panu, chciałbym się dowiedzieć, w którym
pokoju najczęściej można spotkać pana prezydenta.
Minister z przerażająco smutną miną odkłada gazetę "Maxim".
Minister: czy pan zgłupiał? A skąd ja mam to wiedzieć? Czy ja ślub
brałem z prezydentem?
Zagubiony ludź podąża dalej do pokoju nr 2.
Zagubiony ludź: przepraszam bardzo, szukam....
Minister: a niech se pan szuka, tylko mnie proszę dać święty spokój!!!
Zagubiony ludź jest cierpliwy, zagląda do pokoju nr 3.
Zagubiony ludź: witam pana...
Minister: ale ja nie witam, nie widzi pan, że mam przerwę na pączka,
nie widzi? To niech sobie okulary kupi!
Bohater omija pokój nr 4 ze względu na niejednoznaczne odgłosy
dobiegające zza drzwi, a nie chciałby być niemiłym gościem.
Zagubiony ludź: dzień dobry, chciałbym uzyskać informację, gdzie
mógłbym znaleźć pokój prezydenta.
Minister: prezydenta? O czym pan u licha mówi, przecież u nas nie ma
żadnego prezydenta, musiało się panu coś pomylić.
Zagubiony ludź omija kolejne pokoje pierwszego pietra, dochodząc do
wniosku, że widocznie z założenia jest ono jakieś pechowe. Podąża do
pokoju nr 31.
Zagubiony ludź: najmocniej przepraszam za najście.
Minister: siadaj pan.
Zagubiony ludź jest pełen nadziei.
Urzędniczyna: ach, widzi pan, wczoraj ode mnie moja baba odeszła.
Powiedziała, że się ona nie będzie ze zwykłym urzędniczyną użerać, że
gdybym był obrotny, to bym wiedział z kim się, wie pan, ten tego, by
dla przykładu ministrem zostać. Ale ja hetero od zawsze jestem, no i
co ja biedny uczynić mam? No, sam, sam zostanę, już mnie nawet moja
sekretarka nie chce!
Ponieważ zagubiony ludź nie lubi marnować czasu, pogaworzył jakieś
dwie godzinki i poszedł dalej.
Pokój 32 był otwarty, zatem ośmielony tym faktem Zagubiony ludź
powziął decyzję o wejściu do środka.
Zagubiony ludź: dzień dobry.
Minister: dobry, dobry.
Zagubiony ludź: widzi pan ja już od dłuższego czasu próbuję rozwiązać
pewien problem.
Minister: nie no, znowu problem, same problemy, nawet się człowiek
zdrzemnąć nie ma kiedy...
Zagubiony ludź postanowił nie reagować na owo biadolenie i przeszedł
stanowczo do rzeczy.
Zagubiony ludź: jakby to ten tego ująć...bo ja szukam gabinetu
prezydenta.
Minister: a prezydenta to niech pan w spokoju zostawi. Nie głupio panu
czegoś chcieć od prezydenta?
Zagubiony ludź: ale widzi pan...
Minister: słuchaj pan, ja jestem prosty człowiek, to do mnie to trzeba
po kolei. Co pan w ogóle jest za jeden?
Zagubiony ludź: bo widzi pan, ja jestem tym nowym prezydentem, co to
wczoraj został wybrany...
Minister: no co pan, to trzeba było tak od razu! Pan się nie martwi,
pan tu jeszcze pewno zielony jest, ale my pana oświecimy. Ja panu
mówię, że teraz to pan ma całkiem wolne, pańska sekretarka czeka,
papu, piciu przyniesiemy, pan się nie martwi. Przecież nie każdy może
być prezydentem, prawda?
P. S. Dla niewtajemniczonych: to był tzw. happy end.
Pilny Obserwator
Calaverite
|