www.everzin.mocny.com    

Menu

Wstępniak
Bezpłatna prenumerata
Reklama u nas
Partnerzy
Redakcja
Rekrutacja
Listy
Okładka
F.A.Q.
Ankieta

Muzyka

Wstępniak
MetallNews
Recenzje:
Rammstein - Reise, Reise
Turbo - Smak Ciszy
TSA - Proceder
Mastodon - Leviathan
Behemoth - Demigod
LIVE:
Eternal Deformity & Goddes Of Sin
Out Of Darkness...
Wstępniak
Eternal Deformity
Listy
Lista CD

Telefonia

Wstępniak
Newsy - listopad 2004
Newsy - grudzień 2004
Siemens SX 1 - opis telefonu
Nokia 6630 - opis telefonu
Siemens - zapowiedzi i opisy
Święta, święta
Test telefonu Motorola E398
Test telefonu Nokia 7280
Test telefonu Nokia 7270 Test telefonu Nokia 9300
Serwis informacyjny Plus GSM oraz Sami Swoi
Serwis informacyjny TP S.A.
Listy

The X-Files

Wstępniak
Recenzja "The Lone Gunman"
Opisy "The Lone Gunman":
04/03/2001 | Pilot
16/03/2001 | Bond, Jimmy Bond
Opisy The X-Files:
05/12/95 | Our Town
05/19/95 | Anasazi
Sezon 2>Podsumowanie
09/22/95 | The Blessing Way
09/29/95 | Paper Clip

Film

Alien versus Predator

Czytelnia

Wstępniak
Muzeum Figur Woskowych

Felietony

Kreskówka jako narzędzie propagandy

Humor

Polskie dżołki
Engilsh jokes
Obrazki

Eternal Deformity & Goddes Of Sin

W ostatni piątek listopada tak się złożyło, że udało mi się na moment oderwać od codziennych obowiązków i pojawiłem się na długo oczekiwanym wspólnym występie zespołów, które gościły na łamach naszego działu "Out of the Darkness...". Oczywiście nie mam tutaj na myśli wszystkich kapel, gdyż wbrew pozorom jednak trochę zespołów przewinęło się przez naszego zina. Już wyjaśniam, że chodzi tutaj o formacje: Eternal Deformity oraz Goddess of Sin. Poza tymi kapelami na scenie w Rydułtowach pojawiły się także składy: Harvester oraz Whisper.

Żeby zachować względny ład, zacznę może od samego początku. W momencie uzgadniania szczegółów współpracy z Eternal Deformity dowiedziałem się, że za jakieś 3 tygodnie chłopaki wystąpią w klubie Mini Max (znanego wam z imprezy pod szyldem "Rock Promotion") wraz z chłopakami z Goddess of Sin. W mojej chorej głowie odruchowo pojawiła się myśl, że muszę koniecznie pojawić się w Rydułtowach, pomimo moich wcześniejszych zastrzeżeń do tego miejsca (ludzi, którzy nie mają pojęcia o czym piszę, odsyłam do numeru #16 \ artykuł "LIVE - Rock Promotion"). Pomijając rzeczy mniej lub bardziej istotne, pojawiłem się na miejscu w towarzystwie znanej ekipy, tym razem w nieco okrojonym składzie. Kiedy tylko dotarłem do wnętrza, uderzyła mnie wszechobecna pustka. Szczerze mówiąc spodziewałem się odrobinę więcej publiki, a tym czasem jej liczba była porównywalna z liczbą wszystkich członków kapel. Skoro do rozpoczęcia koncertu pierwszej z kapel pozostało sporo czasu, udaliśmy się na łyk złocistego napoju w towarzystwie Goddessów. Po obejrzeniu kilku billardowych pojedynków chłopaków z zespołu, na scenie pojawiła się pierwsza kapela - Harvester. Szczerze mówiąc ta nazwa niezbyt wiele mi mówiła, jednak już po ich występie pozwoliłem sobie przypiąć do nich pewną etykietkę. Występ rozpoczął kawałek o cholera wie jakim tytule, jednak wyśpiewane w kiepskim stylu zdanie "Zbliża się Harvester" było chyba jedynym tekstem w tym kawałku. Generalnie zespół nie błyszczał. Wyróżniającą postacią był perkusista, posiadający dobry warsztat, jednak nieco dziwnie gibał się przy talerzach. Być może czepiam się szczegółów, ale wyglądało to co najmniej śmiesznie. Wokalista za to błyszczał w nieco innym świetle. Nie będę podważać jego zdolności wokalnych, jednak nieustanne spoglądanie do kartki, w kawałku gdzie cały tekst to jakieś 3 zdania, wydaje mi się odrobinę niedorzeczne. Jednak apogeum miało dopiero nadejść. O zgrozo, kiedy usłyszałem, że Harvester zagra za moment cover Judas Priest "Breaking the Law", spodziewałem się najgorszego. I nie pomyliłem się... O ile gitarzyści i niezawodny pałker poradzili sobie w sposób przyzwoity, o tyle ów wokalista zaśpiewał fatalnie. Facet ma szczęście, że nie słyszał go Rob Halford, bo w najlepszym przypadku zarobiłby w twarz. Osobiście kazałbym drzeć z niego pasy za taką profanację. Jak wspominałem wcześniej przypiąłem pewną etykietkę do formacji Harvester - faceci, którzy dokonali profanacji Judas Priest! Dla dobra ogółu zespół opuścił już scenę, a na jego miejscu pojawiła się kapela Whisper. Prawdę mówiąc Whisper nie był mi już zupełnie obcy. Gdzieś tam kiedyś, przy jakiejś okazji natknąłem się na tą formację. O występie nie mogę zbyt wiele powiedzieć, bo rodzaj muzyki, jaką proponują zupełnie do mnie nie trafia. Z pewnością moja ocena nie jest zbyt obiektywna, bo szczerze mówiąc nie lubię żeńskiego wokalu, oczywiście z pewnymi wyjątkami (Therion, Nightwish, Cradle of Filth). Whisper zagrał kilka swoich najlepszych kawałków, jednak największą ciekawość wzbudziła we mnie zapowiedź covera Pantery "Cemetery Gates". Nigdy sobie nie wyobrażałem tego kawałka z żeńskim wokalem (no chyba, że coś w stylu Arch Enemy). I ku mojemu zdziwieniu nie doczekałem się kolejnej profanacji tego wieczoru. Utwór brzmiał całkiem przyzwoicie, nie tylko wokalnie, ale i brzmieniowo. Co prawda wokal był nieco za cichy w stosunku do pozostałych instrumentów, ale generalnie Whisper poradził sobie z tym kawałkiem. Zespół nie zdążył zagrać covera "Master of Puppets", w sumie chyba dobrze się stało, gdyż kiedy ćwiczyli ten kawałek, nie brzmiało to wybitnie. Na zewnątrz jak i w klubie zaczęło robić się coraz zimniej, jednak na scenie miała się pojawić kapela, która za zadanie miała rozruszać kilkunastoosobową publikę. Na scenę wyszli Aro, Kofi i spółka czyli Eternal Deformity - żorska formacja, którą bliżej możecie poznać w dziale "Out of the Darkness...". Chłopaki całkiem słusznie zdecydowali się zagrać w głównej mierze kawałki z poprzedniego albumu "In The Abyss Of Dreams... Furious Memories". W mgnieniu oka porwali niemalże całą publikę i rozgrzali Mini Maxa do czerwoności. Kiedy rozmawiałem przed występem z Kofim, nie ukrywał swojego zaskoczenia niezbyt licznym audytorium. Jak wspólnie doszliśmy do wniosku organizator nie zadbał o promocję występu. Plakaty przygotowane z tej okazji nie zostały rozwieszone na czas. Wracając do występu Eternali. Chłopaki rozpoczęli kawałkiem "Temporary Sign In Your Hands". Już przy pierwszych dźwiękach niemalże wszyscy zgromadzeni po drugiej stronie barierek, zaczęli moszować swoimi metalowymi głowami. Tuż po zakończeniu kompozycji rozległy się gromkie brawa i okrzyki: "Eternal, Eternal!!!". Chłopaki z Żor nadal bezkompromisowo kontynuowali występ. Słowa Kofiego, że zdarzyło im się już zagrać dla nikogo na szczęście nie potwierdziły się tym razem. Mini Max zapadał się pod ziemię pod naciskiem chłonących muzykę Eternali jak gąbki metali, bawiących się przy scenie. Chłopaki zagrali m.in. "Sea of Love", "Survive for Eternity", "Salvation", "Niewinny Uśmiech", "Fate". Krótko mówiąc najlepsze kawałki jakie kiedykolwiek udało im się stworzyć. Najbardziej w pamięci zapadła mi zapowiedź kawałka "Victorious Everlasting" przez Kofiego - "Jesteście zaje***! No to teraz zapier***! - Victorious Everlasting!!!". Prawda, że facet potrafi przekonać do siebie ludzi:) Oczywiście nie obyło się bez bisów. Co prawda Eternale zagrali tylko 2 utwory na bis, ale i tak ich występ trwał dłużej niż godzinę. Odwalili kawał cholernie dobrej roboty. Na zakończenie wokalista podał do informacji iż zaprasza wszystkich na kolejny koncert 12 grudnia. Tak sobie pokojarzyłem na szybko fakty, że 12 w Gliwicach występ daje KAT, aż tu nagle doszły do mnie słowa Kofiego, że Eternal Deformity wystąpi właśnie w Gliwicach przed KATem! Pogratulować Romkowi Kostrzewskiemu supportu. Mam nadzieję, że pojawię się na tym koncercie, bo szczerze mówiąc, taka okazja może się nie powtórzyć. A jeśli się tam pojawię (a nie ma innej opcji :)) to z pewnością złożę na wasze dłonie szczegółowy raport z tej imprezy. Wracając do wydarzeń z Mini Maxa. Ostatnią już kapelą, która miała wystąpić tego mroźnego wieczoru była dobrze wam znana Bogini Grzechu (Goddess of Sin). Członkowie zespołu postanowili zagrać ten koncert z małą rezerwą, gdyż kolejnego dnia czekał ich następny występ na imprezie pod szyldem "Maximum metalu" w gliwickim klubie Raven. Chłopaki zagrali kawałki dobrze wszystkim znane: "Nosferatu", "Bramy Piekieł", "Nie ma skarg" czy "Faraon". Oprócz tego pojawiło się kilka nowszych kompozycji m.in. "Klasztorny Dzwon" czy "Tak skrzypią schody". Muszę przyznać, że zespół bardzo się zmienił od ostatniego razu, kiedy miałem okazję ich oglądać na żywo. Jeszcze podczas sierpniowego występu w moich oczach Goddessi byli nadal niezbyt profesjonalną kapelą. Na co chociażby wskazywały różne sytuacje pokroju tego, że dopiero w dniu koncertu ustalali kawałki, które mają zagrać. Jednak tym razem o takiej sytuacji nie może być mowy. Nie wiem czy Marcin wprowadził taką dyscyplinę:) czy po prostu chłopaki nabyli z wiekiem profesjonalizmu. Z przyjemnością ogląda się gitarzystę, który z taką lekkością posługuje się swoim instrumentem. Łukasz naprawdę sprawia wrażenie weterana wiosła, pomimo młodego wieku. Krótko mówiąc, cholernie utalentowany facet. Pozytywne wrażenie sprawiał także Olaf za bębnami i talerzami. Chyba podszkolił się odrobinę w swojej profesji. Ciągle mam jednak wrażenie, że Zbyszek swoim scenicznym zachowaniem naśladuje Joey'a DeMaio - basistę Manowara. Podobnie jak on stoi podczas występu niemalże nieruchomo, trzymając w ręku gitarę basową. Jednak Joey zawsze pokusi się o jakieś sceniczne szaleństwo, czego nie ma u Zbyszka, ale mam nadzieję, że to przyjdzie z czasem:) Póki co basista Goddessów koncentruje się wyłącznie na muzyce. Generalnie występ całkiem udany. Być może przy małym udziale publiczności, jednak od strony zespołu czegoż więcej wymagać? Chłopaki pokusili się nawet o małe odstępstwo od tego, co zawsze prezentowali na swoich występach. Na zakończenie koncertu Marcin przedstawiał kolejno wszystkich członków zespołu, kiedy to wymieniony członek mógł pokusić się o zaprezentowanie swoich indywidualnych umiejętności. Całkiem ciekawy przerywnik, być może na stałe trafi do planu występów chłopaków. W moich oczach Goddessi są już profesjonalną kapelą i z pewnością skorzystam z okazji by pojawić się na ich kolejnym koncercie. Reasumując, impreza całkiem udana. Warto było zobaczyć, a raczej usłyszeć chociażby dwie dobre kapele. Oczywiście wiecie które mam na myśli:) Żałuję tylko, że organizator nie postarał się o promocję takiej imprezy, gdyż z pewnością pojawiłoby się nieco szersze audytorium. Mam nadzieję, że kolejnym koncertem, z którego złożę wam szczegółowy raport będzie wspólny występ KATa i Eternal Deformity. Także czekajcie cierpliwie na relację z imprezy w Gliwicach. Gdyby jednak nie było mi dane tam się pojawić proszę o kontakt wszystkich, którzy będą na tym koncercie.

Lupus261    

- do góry -

© Copyright by Ever ZIN 2003-2004. All right reserved!