www.everzin.mocny.com    

Menu

Wstępniak
Bezpłatna prenumerata
Reklama u nas
Partnerzy
Redakcja
Rekrutacja
Listy
Okładka
F.A.Q.
Ankieta

Muzyka

Wstępniak
MetallNews
Recenzje:
Rammstein - Reise, Reise
Turbo - Smak Ciszy
TSA - Proceder
Mastodon - Leviathan
Behemoth - Demigod
LIVE:
Eternal Deformity & Goddes Of Sin
Out Of Darkness...
Wstępniak
Eternal Deformity
Listy
Lista CD

Telefonia

Wstępniak
Newsy - listopad 2004
Newsy - grudzień 2004
Siemens SX 1 - opis telefonu
Nokia 6630 - opis telefonu
Siemens - zapowiedzi i opisy
Święta, święta
Test telefonu Motorola E398
Test telefonu Nokia 7280
Test telefonu Nokia 7270 Test telefonu Nokia 9300
Serwis informacyjny Plus GSM oraz Sami Swoi
Serwis informacyjny TP S.A.
Listy

The X-Files

Wstępniak
Recenzja "The Lone Gunman"
Opisy "The Lone Gunman":
04/03/2001 | Pilot
16/03/2001 | Bond, Jimmy Bond
Opisy The X-Files:
05/12/95 | Our Town
05/19/95 | Anasazi
Sezon 2>Podsumowanie
09/22/95 | The Blessing Way
09/29/95 | Paper Clip

Film

Alien versus Predator

Czytelnia

Wstępniak
Muzeum Figur Woskowych

Felietony

Kreskówka jako narzędzie propagandy

Humor

Polskie dżołki
Engilsh jokes
Obrazki

Alien versus Predator

"OBCY KONTRA PREDATOR"

 

Muszę przyznać, że najłatwiej ocenia się filmy genialne albo kompletnie denne. Najtrudniej napisać o czymś pośrodku, o filmie który ma zarówno wady, jak i pewne zalety. Na szczęście w przypadku tego oto filmu problemu nie będzie. Niemal wszystko tu jest tak beznadziejnie głupie, prymitywne i żałosne, że niżej już nie da się zejść. Ja nie jestem jednak niedzielnym krytykiem i mam zamiar zaprezentować tu konstruktywną  i rzetelną krytykę tego wątpliwego dzieła.  

Od czego by tu zacząć ? Może od scenariusza, który autor napisał chyba w przerwie na kawę podczas tworzeniem skryptu "Rambo IV" czy innego ambitnego filmu. Tak nielogicznej, sztampowej i niedopracowanej fabuły dawno nie widziałem. Podobnych historii w kinie było już pełno i przedstawionych o wiele ciekawiej i lepiej niż ta. Reżyser nie ożywił obrazu żadnymi ciekawymi środkami. Przez półtorej godziny oglądamy jak Predator i Obcy szaleją w azteckiej piramidzie zamrożonej pod Antarktydą próbując się nawzajem unicestwić wybijając przy okazji niemal co do joty ekipę badawczą, która miała pecha się tam znaleźć. Nie jest to zbyt interesujące zajęcie, bo akcja nie porywa, a klimatu nie ma tu za grosz. W porównaniu do gry, podczas której drżało się ze strachu przez cały czas, jej ekranizacja jest mniej więcej tak samo straszna jak "Scooby Doo". Nie potrafię sobie przypomnieć momentu, w którym chociaż na mm podskoczyłbym na krześle ze strachu. Skoro film nie trzyma w napięciu to przynajmniej miałem nadzieję, że popatrzę sobie jak O&P w efektowny sposób walczą ze sobą, ale gdzie tam! Wzajemne starcia potworów wywoływały u mnie salwy śmiechu, zamiast emocji i chęci kibicowania którejś ze stron.  Szczególnie rozbawił mnie moment, w którym Predator chwyta aliena za ogon i wywija nim jak przy rzucie młotem. Wyglądało to nieprawdopodobnie kuriozalnie i zabawnie. Nawet w oryginalnym "Predatorze" wyglądało to lepiej. Jak to trafnie określił mój współoglądacz: "tam przynajmniej zabijał z klasą!" Gdy dochodziło do walki z ludźmi było jeszcze gorzej. Wszystko okazywało się być bardzo przewidywalne i monotonne. Z łatwością dawało się przewidzieć, kto zginie a kto zostanie przy życiu. Jeśli jakaś postać za bardzo się wymądrzała albo choć na chwilę zostawała  sama, było jasne: długo sobie nie pożyje. Jeśli dołożyć do tego latającego pod sufitem w zwolnionym tempie Drapieżcę i anemiczne okrzyki przerażenia i bólu zabijanych. moja radość była przeogromna  Takiej tandety dawno nie widziałem. Brakowało tam tylko agenta Smitha, który manierycznym tonem wycedziłby: "Mr. Anderson, welcome back!". To nawet by pasowało, zważywszy na  nazwisko reżysera.

Naprawdę nie wymagałem wiele od aktorów po takim filmie. Ale choć odrobina umiejętności by im się przydała. Popis ich gry ograniczał się albo do marszczenia czoła, ewentualnie wybałuszania oczu ze strachu. Kwestii, które wypowiadali sami chyba nie rozumieli, w każdym razie w ich ustach brzmiały niezwykle sztucznie.

Cały film ogląda się jak pastisz kina s-f, a nie normalny horror. Nie ma tu ani odrobiny napięcia czy  klimatu znanego z gry.  Dodajmy do tego napisany na "odwal się" scenariusz, mierną grę aktorską i już mamy kandydata do Złotej Maliny 2004. Film ten ma jednak jedną zaletę. Podczas jego oglądania uśmiałem się niesamowicie, a mój nastrój poprawił się na długi czas. Jeśli będziecie go oglądali z nastawieniem, że ujrzycie dobrą komedię pełną efektów specjalnych, możecie się nieźle bawić. Akcja jest tak chaotyczna, schematyczna i ogłupiająca, że nawet pojawienie się Lesli'ego Nielsena nie byłoby tu nie na miejscu. Odradzam serdecznie, chyba że będziecie mieli od kogoś na Div X, wtedy można obejrzeć z nudów. 

Bad Guy 

- do góry -

© Copyright by Ever ZIN 2003-2004. All right reserved!