|
Kreskówka jako narzędzie
propagandy
Każdy z nas je kochał. W dzieciństwie stanowiły
wręcz nieodłączną część naszego życia. Mówię tu rzecz jasna o
kreskówkach. Niejeden z nas nadal lubi je czasem oglądać (Tak, o tobie
mówię! Nie wypieraj się :)). Taaak, kreskówki dawały nam dużo radości
w dzieciństwie, były wykorzystywane w teledyskach muzycznych czy
reklamach, były wykorzystywane w przemyśle pornograficznym, a nawet...
walczyły w czasie wojny! Zabawnie brzmi, ale znane kreskówki Walta
Disneya czy braci Warner odegrały też swoją rolę w walce z nazistami.
Jaką? Otóż, jako narzędzie propagandy! Gdy Adolf H. pokazywał światu,
co potrafi, twórcy lekkich i przeznaczonych głównie dla dzieci filmów
rysunkowych wzięli się za rysowanie kreskówek, które obśmiewały III
Rzeszę i ustrój faszystowski. Ogląda się je doprawdy wspaniale, gdyż w
lekki i zabawny sposób przedstawiają to, co w tak ponurej formie znamy
z lekcji historii. Można wręcz skonać, widząc, jak wygląda Adolf
Hitler w wykonaniu Walta Disneya :). Kreskówek propagandowych jest
dość sporo (można je znaleźć na sieciach P2P programów takich jak
Kazaa czy eMule), ale ja tu opiszę cztery, które miałem okazję sam
zobaczyć. Mam nadzieję, że to skłoni niektórych do obejrzenia :).
DONALD DUCK - THE SPIRIT OF '43 (Walt Disney, 1943)
Ta kreskówka miała na celu przekonanie Amerykanów do regularnego
płacenia podatków, które w czasie wojny w dużym stopniu szły na
zbrojenia. Widzimy tu Kaczora Donalda, typowego amerykańskiego
robotnika, który właśnie dostał wypłatę. Jak to w takiej sytuacji,
rodzą się w nim dwie różne osobowości (coś jak diabełek i aniołek na
ramionach, pamiętacie z katechezy w przedszkolu? :]), Pan Oszczędny i
Pan Nieoszczędny (w każdym razie ja to tak przetłumaczyłem). Pan
Oszczędny (BTW wygląda dosyć znajomo :D) namawia bohatera do
zapłacenia swego podatku dochodowego, zaś Pan Nieoszczędny do
roztrownienia, i w tym celu ciągnie go do lokalu z plakatami w stylu
"Witamy frajerze", czy "Wydaj i się ciesz". Pan Oszczędny nadal go
jednak próbuje sprowadzić na dobrą drogę, i w efekcie "przeciągania"
obie osobowości zostają odrzucone w dwie strony i Pan Nieoszczędny
wpada do lokalu, uderzając w drzwi... w kształcie swastyki. Donald
pojmuje, że wydawając pieniądze na głupoty zamiast na zapłatę
podatków, pośrednio pomaga wrogowi, i ostatecznie posłusznie płaci
podadtki. Następnie następuje seria scen z amerykańskich fabryk,
stoczni, hal produkcyjnych itp., w których produkowane są
najrozmaitsze pojazdy wojenne, od samolotów po niszczyciele, za każdym
razem ukazane jest również, jak dana jednostka niszczy siły wroga z
fajną muzyką poważną w tle. Naprawdę fajnie popatrzeć na produkcję
karabinów albo rozbicie samolotu ze swastyką. No i zakończenie
kreskówki dosyć ładne...
DAFFY THE COMMANDO (Warner Bros, 1943)
Tym razem Kaczor Daffy sieje spustoszenie w maleńkiej faszystowskiej
bazie, w której stacjonuje orzeł-gestapowiec (choć nazwisko Von
Vulture wskazuje na sępa) i jego przygłupawy podwładny, Schultz. Na
pewno niejeden z Was widział tą kreskówkę jako dziecko :). Zrzucony na
spadochronie Daffy bawi się światłem reflektora, daje w prezencie
bombę zegarową, robi Von Vulture'a w konia w budce telefonicznej i
broi na inne sposoby, a ostatecznie wystrzelony z działa ląduje
nigdzie indziej, jak w Berlinie, gdzie podczas przemówienia Hitlera
daje wodzowi w łeb :). Nie mogę powiedzieć, czy braciom W. naśmiewanie
się z nazistów wychodziło lepiej niż Disneyowi, bo po prostu styl
kreskówek jest nieco inny (u Warnerów bardziej absurdalny humor niż w
kreskówkach Disneya etc.) ale w obydwu przypadkach jest bardzo
zabawnie. W tej kreskówce zasługuje na uznanie zwłaszcza dosyć częsty
gag z "Schultz!" oraz scena z Messerschmitt (choć lubiący wierność
znawcy będą nieco rozczarowani :)). Jedynym moim zastrzeżeniem jest
chyba to, że mundur Von Vulture'a mógłby być bardziej... szczegółowy.
Gdyby na serio przypominał na pierwszy rzut oka mundur gestapo z
wszystkimi odznaczeniami, byłoby zabawniej. Ale ogólnie kreskówka jest
niezła, typowe dzieło Warner Brosu z charakterystycznymi wytwórni
sytuacjami i kawałkami muzycznymi w tle, przyjemnie się ogląda.
Ciekawostka: pod sam koniec wrzeszczący Hitler przybiera wyraz twarzy
będący parodią mimiki znanego dawniej aktora komediowego, Joe E.
Browna.
DONALD DUCK - DER FUEHRER'S FACE (Disney, 1942)
Moja
ulubiona. Kaczor Donald jest tu obywatelem Rzeszy i pracuje w fabryce
amunicji przy odcinku dokręcania pocisków, gdzie, czego by nie
powiedzieć, warunki pracy są paskudne, a wymagania absurdalne (bomby
na taśmie z monstrualnych przechodzą do takich o mikroskopijnych
rozmiarach, innym razem przez pewien odcinek przy każdej bombie jest
portret Hitlera, oczywiście każdemu trzeba zasalutować, jednocześnie
pamiętając o dokręceniu pocisku), w końcu na skutek przepracowania
odbija mu, dostaje szajby i... budzi się w swoim amerykańskim łóżku.
To był tylko sen... Kreskówka jest świetną parodią faszystowskich
Niemiec. Na każdym kroku Walt Disney obśmiewa Trzecią Rzeszę, w sposób
doprowadzony do granic absurdu parodiując tamtejsze warunki życia,
przepisy, symbolikę. Najbardziej rozwalająca jest orkiestra
maszerująca po miasteczku Donalda. W jej członkach można się doszukać
Mussoliniego czy Goebblesa, a śpiewany przez nich motyw do teraz sobie
czasem nucę :). A kompletnie rozwalająca jest scena, w której
orkiestra przychodzi po Donalda, aby go odprowadzić do pracy. Kolejnym
zabawnym elementem jest wspomniane już miasteczko, w którym mieszka
Donald - swastyki są dosłownie wszędzie! Krzaki, słupy telefoniczne,
wiatrak, a nawet chmury na niebie mają kształt łamanego krzyża!
Disneyowskie wyobrażenie warunków życia w Niemczech też jest genialne,
np. nazistowskie wakacje (polecam!) czy śniadanie Donalda. Podobnych
"smaczków" jest w tej kreskówce masa, jak np. salutowanie przez sen,
wszystkich wymienić by było trudno, po prostu musicie sami zobaczyć,
doprawdy warto! (choćby i po to, aby usłyszeć "Heil Hitler" w
wykonaniu Donalda, tego się po prostu nie zapomina) Co ciekawe,
halucynacje Donalda nawiązują do wcześniejszej pełnometrażowej
kreskówki Disneya, "Dumbo" (nie pytajcie, skąd to wiem, miałem ten
film w dzieciństwie na kasecie i pamiętam, i tyle!).
EDUCATION FOR DEATH: MAKING OF THE NAZI (Disney, 1943)
Dosyć mroczna i ponura kreskówka, choć momentami, jak to kreskówka
Disneya, bywa zabawna. O ile wcześniej opisane miały na celu
rozbawienie widza obśmiewając to, co zwykle zatrważało, o tyle tutaj
celem było dosyć wisielcze pokazanie wychowywania typowego młodego
Niemca. Cała kreskówka to przebieg dzieciństwa i młodości Hansa,
niemieckiego dziecka, które już od małego jest uczone, jak być
poprawnym Sługą Fuehrera. Już podczas nadawania imienia wszystko jest
jak na Trzecią Rzeszę przystało, rodzice dawają dokumenty
pra-pradziadków (na dowód, że czyści z nich Aryjczycy), imię jest
nadawane według specjalnej listy. W przedszkolu mały Hans czyta bajkę
o Śpiącej Królewnie, której bohaterami w niemieckiej wersji są
oczywiście Adolf i księżniczka Germania :). W szkole salutujące
grzecznie dzieci uczą się historyjki o symbolizującym siłę lisie
pożerającym małego, biednego króliczka, które jest symbolem słabości i
tchórzostwa. Za współczucie zjedzonemu królikowi Hans idzie do kąta,
ale pod wpływem grzecznych kolegów sam zaczyna nienawidzieć królika.
Później razem z innymi bierze udział w paleniu książek i tych
sprawach. Następnie widzimy go, jak razem z innymi maszeruje
mechanicznie jako jedna z setek osób, z cały czas podniesioną prosto
ręką, i w tej niezmiennej pozie dorasta, a w końcu staje się
żołnierzem, stale maszerując, i ostatecznie w ostatniej scenie idzie
po śmierć razem z setkami innych. Jak już mówiłem kreskówka ma dosyć
ponury wydźwięk, pokazuja wszakże ponurą historię młodego Niemca
wychowywanego przez bezlitosny system na kolejną bezwładną maszynę,
która za ojczyznę wpakuje się prosto w szpony śmierci. Jest też wiele
niezbyt miłych scen, jak np. malowanie przez tłum swastyki na murze,
wspomniane palenie książek czy przemiana Biblii w Mein Kampf, a krzyża
z Jezusem w miecz ze swastyką. Lecz w końcu taki był sens kreskówki,
ukazać w przygnębiający widza sposób prawdę o okrutnym fasztystowskim
państwie. Były nie mniej jednak zabawne momenty, jak chociażby portery
Goeringa i Goebblesa albo wspomniana przeróbka Śpiącej Królewny. Pewną
wadą mogą być niemieckie dialogi bohaterów (na szczęście narrator mówi
normalnie po angielsku), zwłaszcza dla takich jak ja, którzy niemiecki
znają średnio :).
Takich propagandowych kreskówek jest jeszcze dość dużo, ale ja
wymieniłem tylko te cztery, które sam widziałem. Jak dużo jest ich
naprawdę, możecie się przekonać wpisując w Kazie "cartoon" jako pliki
filmowe i szukając na liście wyników pozycji z "WW II propaganda" czy
"nazi banned cartoon" w nazwie (jest chyba nawet jedna z Popeye!).
Jedno jest pewne: każda z nich jest warta obejrzenia i pozwala na
chwilę uśmiać się z tego, co rysownicy w czasie wojny sądzili na temat
nazistów. Nie przejmujcie się, że jesteście za starzy na oglądanie
kreskówek (choć założę się, że wiele osób tak nie myśli), bo nie ma w
tym nic złego, że obejrzycie jakąś mającą na celu wyśmianie
hitlerowskich Niemiec, a naprawdę warto! Bardzo relaksujące jest
obejrzenie parodii wojska niemieckiego w stylu znanym nam z ulubionych
kreskówek, i bardzo tą formę rozrywki wszystkim polecam.
Visser
|