|
Eternal Deformity – In The Abyss of Dreams… Furious
Memories

1. Victorious, Everlasting
2. Survive For Eternity
3. Salvation
4. Temporary Sign In Your Hands
5. Niewinny Uśmiech
6. Eternal Deformities
7. Biały Żagiel
8. Fate
Eternal Deformity… mam nadzieję, że wielu z
Was prześledziło pilnie ostatnią lekturę naszego zina. Chłopaków z Żor mieliście
okazję poznać właśnie w ostatnim podwójnym numerze, oczywiście w dziale „Out of
the Darkness…”. Nadeszła pora na przedstawienie albumu, który od pierwszego
przesłuchania zawładnął mną i zapewnił moim zmysłom całkiem nowe muzyczne
doznania. Przyznaję szczerze, że ten materiał Eternali, to jeden z najlepszych
krążków jaki miałem w tym roku w rękach. Co ciekawe chłopaki nagrali go w studio
Alkatraz w roku 1999, czyli sześć lat temu!! Do studia w Katowicach weszli w
składzie:
Przemysław „Smyczek” Smyczek (gitara)
Arkadiusza „Aro” Szymuś (gitara)
Przemysław „Kofi” Kajnat (bas & wokal)
Piotr „Parapet” Tomala
Tymoteusz „Ciajo” Ciastko (perkusja)
Pomimo upływu lat, materiał jest niesamowicie aktualny i brzmi równie świeżo.
Właśnie dzięki temu krążkowi (w zasadzie kasety, gdyż w owych czasach można go
było nabyć jedynie w takiej formie) zespół utwierdził swoją pozycję w polskim
podziemiu i dał o sobie znać także zagranicą. Bardzo spodobało mi się określenie
dziennikarza jednego z zagranicznych zinów, iż Eternal Deformity jest chyba
pierwszym zespołem z Polski, który nie brzmi jak Vader. W zasadzie, to chyba
wówczas ten pan miał rację, gdyż muzyka oferowana przez ED to połączenie doom,
grind, gothic, trash oraz heavy metalu. Jednak podczas ostatniej rozmowy z Kofim,
muzyk ED przekazał mi do informacji iż zespół oficjalnie wykonuje love metal
(czyż nie kojarzy się z HIM?).
Krążek otwiera kompozycja „Victorious Everlasting”. Początek kojarzy mi się z „Wildhoney”
Tiamatu, sielanka, kwiatki i pszczółki:) Jednak za moment Kofi i spółka znacząco
przyspieszają i pokazują, że kawałek wcale taki cukierkowy jak to mogło się
wydawać, nie jest. Sekcja gitar naprawdę spisuje się na medal. Z tym kawałkiem
chyba już zawsze będę wiązał wspomnienia z koncertu ED, kiedy Kofi zapowiadając
„Victorious Everlasting” wypowiedział owe pamiętne słowa:) „… No to teraz
zapierd***my…” i rzeczywiście pod sceną zaczęło się dziać:) W utworze tym kawał
dobrej roboty odwalają także pałker i klawiszowiec. Drugi kawałek „Survive for
Eternity” posiada to coś, co dobra kompozycja posiadać powinna. Po pierwsze,
chwytliwy riff. Już po pierwszym przesłuchaniu „Survive…” zapada w pamięci. Do
tego sprawna sekcja perkusji, ostatnio coraz częściej zwracam uwagę na pałkerów:)
Po drugie wokal Kofiego, któremu podobnie jak sekcji gitar niewiele można
zarzucić. Wokalista ma ogromne możliwości, momentami przechodzi od półgrowlu do
całkiem normalnego wokalu bez najmniejszych problemów. Jakby tego było mało, w
międzyczasie równie sprawnie posługuje się gitarą basowa, co zresztą słychać:) „Salvation”
kolejna kompozycja, według większości krytyków najlepszy utwór na krążku.
Przyznaję, że kawałek brzmi bez zarzutów…Wokal, sekcja gitar, klawisze i
perkusja składają się na niemalże idealną całość. Jednak na żywo chłopaki
wyciągają z „Salvation” jeszcze więcej energii, a ja nadal nie mogę wyjść z
podziwu jak to możliwe? Generalnie kawałek tryska energią i mocą. Czwarty utwór
„Temporary Sign In Your Hands” ma niesamowity klimat. Szczególnie do gustu
przypadła mi solówka (nazwijmy to przejście „solówką”). Ciekawe zmiany tempa,
dobre pasaże, te klawisze i wokal… nie wspominając o genialnych gitarach. Trudno
uwierzyć, że to wszystko od początku do końca jest dziełem chłopaków z Żor. A
jednak:) Równie interesujący jest tekst:
I want to read your soul
Cause I know your hiding something
Tell me
Every word is better than a silent cry
I lie here in this empty room
The memories flying through my head
Are fast like the wind
And temporary as a moment
Lines written by blind poets
No longer return the beaty of that world
In losing you
I lost my paradise
Jeden z moich ulubionych utworów. Kolejny kawałek, tym razem polskojęzyczny
„Niewinny Uśmiech” to pierwsza kompozycja ED jaką kiedykolwiek słyszałem. Można
powiedzieć, że to właśnie dzięki niemu właśnie teraz piszę o Kofim, Arze i
spółce:) W zasadzie po pierwszym jego przesłuchaniu byłem nim wręcz zauroczony.
Słuchałem go ciągle i przy każdej okazji, jednak kiedy z kolei po raz pierwszy
przesłuchałem cały album, „Niewinny Uśmiech” musiał spokojnie czekać na swoją
kolej. Od tego momentu w kółko słuchałem całego krążka:) Po dzisiejszy dzień
jednak pamiętam tekst:
Niewinny uśmiech
Uśmiech twój
Zamienia skały w piach
Tworzy góry nienawiści
Mój sen to chęć by wolnym być
Lecz śmierć to prawda i wyrok
Uwolnij mnie
Twa miłość jak hibernacja
Lodowata krew zamarza w martwych
żyłach
Czas jak ogień wypala znak
Zemsta ból i płacz
Czas jak sędzia skazuje nas
Na wygnanie ból i płacz
Ten kawałek trzeba po prostu usłyszeć. Następna kompozycja to w moim odczuciu
utwór typu „Iron Maiden” dla Iron Maiden. Czyli innymi słowy pisząc, hymn dla
fanów. Zresztą nazwa kawałka może zdradzać zamysł Eternali – „Eternal
Deformities”. To co w nim najważniejsze, to niesamowite gitary. Naprawdę chylę
czoła przed Arem i Smyczkiem… no dobra Kofim też:) Siódmy już utwór podobnie jak
„Niewinny Uśmiech” jest polskojęzyczny. Początkowo nie potrafiłem się do niego
przekonać, jednak ostatecznie jest jednym z moich ulubionych kawałków na tym
longplayu. Nic dodać, nic ująć, świetna sekcja gitar, wokal, klawisze i klimat.
Nie polecam jednostkom podatnym na traumę, melancholikom tym bardziej:)
Zamykająca album kompozycja „Fate” podobnie jak poprzednik silnie oddziałuje na
zmysły, szczególnie co wrażliwszych osobników. Rozpoczyna ją partia klawiszy,
przypominających dźwięk fortepianu czy pianina [nigdy nie wiem:)], a następnie
przyłącza się sekcja gitar i perkusji. Jednak ostatecznie to Kofi ma wpływ na
kształt kawałka. Melodyjny, klimatyczny wokal i równie interesujący tekst:
Sin is my holy love
When I walk through space
Through the walls of time
With my thoughts
In to the abyss of this love
Your sinful heart is the sun
And the moon
Fate is my name
And you know why it's so grey
Fate is our god
And your last minute of sadness
Utwór jest dobrym zakończeniem albumu, jednak na przesłuchaniu „Fate” słuchanie
tego krążka się nie kończy. „In The Abyss of Dreams…” nie pozwala, by się od
niego oderwać po zaledwie jednych przesłuchaniu. Longplay uzależnia i to w dosyć
znaczącym stopniu, osobiście nie wyobrażam sobie, żebym odłożył go kiedykolwiek
na półkę. Póki co, płytka ciągle kręci się w moim odtwarzaczu:)
Muzyka ED na „In The Abyss…” to przede wszystkim gitary na najwyższym poziomie,
z lekkim wpływem doomej przeszłości oraz nową odsłoną wokalu i klawiszy.
Generalnie świetny materiał, którym niestety nie zainteresowała się żadna
znacząca wytwórnia, nad czym ubolewam. Kto wie, gdyby w roku 1999 ED podpisałoby
jakiś poważny kontrakt, dzisiaj z pewnością nie tkwili by nadal w polskim
undergroundzie. Jednak otrzymałem ostatnio informację iż zespół głównie za
sprawą dużego zainteresowania fanów, zdecydował się na wydanie „In the Abyss…”
własnym sumptem. Album ma być dostępny w bieżącym roku. Pozostaje zatem jedynie
kwestia oceny. I tutaj mam ogromny dylemat, gdyż nie wiem czy będę w porządku w
stosunku do kapel - legend, które oceniłem najwyżej. Album Eternal Deformity z
pewnością zasługuje na najwyższą notę, jednak póki co nie mogę zaliczyć ED do
tak zasłużonych firm jak IM, Judas Priest czy polskie Turbo bądź KAT. Także
przepraszam chłopaki:) ale przyznaję Wam „jedynie” 9\10 w mojej skali.
Lupus261
|