|
Behemoth - Thelema 6

"We would like to see most of the human race dead,
because it's unworthy...
Unworthy of gift of life... "
Tymi właśnie słowami rozpoczyna się album "Thelema 6.". "Chcielibyśmy
widzieć większość rasy ludzkiej widzieć martwą, bo nie jest warta daru
życia". Stwierdzenie jak z oświadczenia jakiejś grupy terrorystycznej.
I może coś w tym jest bo słuchanie "Thelemy" to przeżycie niemalże
równe ze zmasowanym atakiem. Muzyka zawarta na albumie wbija się mózg
niczym pocisk z karabinu, wgniata w ścianę jak zdetonowany granat i
pozostawia osłupionym jak po ostrzale artyleryjskim. Muzycy Behemoth
wiedzą, co zrobić, aby porazić słuchacza swoją muzyką. Jesteśmy
atakowani potężnymi blastami, miażdżącym riffami i przede wszystkim
szalonym i opętanym rykiem Nergala. Przez cały czas trwania płyty nie
ma chwili wytchnienia. Gniew, brutalność i zniszczenie bez przerwy
wypływają z głośników. A co najciekawsze, nie męczy to ani trochę.
Pomorska bestia wie w jakich dawkach powinna serwować swoją
śmiercionośną sztukę. Muzyka, choć ekstremalna jest niezwykle
porywająca, daje niesamowitego kopa, a jej słuchanie przysparza wiele
radości !!! Nie ma tu nawet mowy o nudzie, słuchając "Thelemy" nie ma
się ochoty przechodzenia do następnego utworu. To co miałem wielką
ochotę zrobić podczas zapoznawania się z "Zos Kia Cultus (Here and
Beyond)" nie ma tu miejsca i prawa bytu. Do tego dochodzi jeszcze
niesamowita równość i wysoki poziom materiału. Choć poprzeczka
ustawiona jest bardzo wysoko, Behemoth przeskakuje ją znacznie ponad
miarę. Gitarzyści i perkusista są niesamowicie zgrani, a wokal stanowi
integralną część muzyki. Doskonale się z nią zespala tworząc jedną
całość. Gdy dołożymy do tego jeszcze wstawki mówione na przemian z
przyprawiającym o ciary rykiem otrzymujemy genialny efekt.
Jak już napisałem utwory trzymają przez cały czas wysoki poziom, ale
gdybym miał jakiś wyróżnić z pewnością byłyby to "Antichristian
Phenomenon", "Pan Satyros" czy "Christians to the Lions", który jest
tez chyba najbrutalniejszy na płycie. Główna w tym zasługa Inferno,
który gra jak szalony. Chyba tylko Docent mógłby go zdetronizować w
rywalizacji o miano najlepszego polskiego pałkera. Na "Thelema 6." nie
ma słabych punktów. Każdego utworu słucha się znakomicie. Nie ma
takich, które wprowadzone byłyby na silę, aby zapełnić miejsce. O
czymś takim ani na chwilę nie ma mowy. Behemoth to pełni
profesjonaliści, a także artyści, którzy swoją muzykę dopracowują w
każdym szczególe, co widać także na ostatniej płycie "Demigod". Taka
perfekcja może jednak szkodzić, co widać na przykładzie "Zos Kia
Cultus". Tam jak już napisałem bywało po prostu nudno ! Tu jak już
wspomniałem: NIE !
Mocną stroną albumu są też teksty. Dominuje w nich tematyka władzy
absolutnej, siły i podporządkowania się jednostek osobie przywódcy.
Wszystko spowite jest okultystycznym klimatem, którego dodaje też sama
okładka, o której zapomniałbym wspomnieć, a jest naprawdę niezwykła.
Człowieko-podobna postać o biało-niebieskiej skórze i spętana więzami
(z tego co się dopatrzyłem chyba drutem kolczastym). Wokół tajemnicze
symbole i wersety. Prezentuje się to naprawdę nieźle, choć i tak nic
nie przebije coveru przedostatniego longplaya Behemoth. Z pewnością
zauważyliście, że wciąż porównuję obie płyty, ale różnią się one od
siebie w dość dużym stopniu, przy czym, że tak powiem, "Zośka" na
minus i warto w ten sposób ukazać, jak ewoluuje muzyka grupy.
Czas na podsumowanie. "Thelema 6." to wspaniała płyta, przemyślana,
intrygująca i naprawdę profesjonalnie zagrana i zaśpiewana. Kolejna
płyta, która powinna zasiąść wśród arcydzieł polskiego metalu, takich
jak "Oddech wymarłych światów" KAT-a czy "MedeiS" Huntera. Polecam,
nie zawiedziecie się !
Sir Bad Guy
|