|
KAT & Eternal Deformity
Dokładnie 12 grudnia w niezbyt ciepły, zimowy wieczór
pojawiłem się w towarzystwie stałej ekipy w gliwickim klubie Bravo. Tego
wieczoru dla tłumnie zgromadzonych mieli zagrać Eternal Deformity oraz gwiazda
wieczoru – KAT Romana Kostrzewskiego. Pozwólcie, że w kilku słowach wyjaśnię
dlaczego KAT Romana Kostrzewskiego, a nie KAT. Jak powszechnie wiadomo w wyniku
zaistniałych konfliktów między gitarzystą KATa Piotrem Luczykiem ,a wokalistą
Romanem Kostrzewskim doszło do rozpadu zespołu. Jednak zarówno Roman jak i
Piotrek jak dotąd nie zrezygnowali z używania nazwy zespołu. I tak KAT Piotrka
Luczyka już w styczniu wydaje nowy album pod starą nazwą, a Roman żegna się z
Katem trasą koncertową z własnym zespołem, używając jeszcze nazwy KAT. Do Romka
przyłączyli się Irek Loth (ex pałker KATa), Valdi Moder, Piotr Radecki oraz
Michał Laksa. Może jeszcze zanim rozpocznę szczegółową relację z tego wieczoru,
z tego miejsca chciałbym podziękować Romkowi Kostrzewskiemu za zaproszenie na
koncert, czuję się wyróżniony, tylko szkoda, że nie było dodatkowych atrakcji
dla VIPów:), choć na brak atrakcji nie mogłem narzekać, głównie za sprawą
Przemka:) (ale o tym nieco później).
Kiedy dotarłem z paczką na miejsce koncertu, zastaliśmy sporą kolejkę
oczekujących na wejście do gliwickiego Bravo. Postanowiliśmy nie marnować czasu
i podobnie jak większość zgromadzonych, pójść na spacer do pobliskiego parku w
celach konsumpcyjnych:) Kiedy uznaliśmy, że nastała odpowiednia pora,
ustawiliśmy się w kolejce w towarzystwie „leszczyńskich” znajomych (oczywiście
chodzi o Stalina i Marcina vel Szatana). Do środka z całej naszej paczki
dostałem się pierwszy, oczywiście ze względu na zaproszenie Romka:) Po krótkiej
chwili byliśmy w komplecie i mogliśmy zając sobie stolik. Jeszcze przed występem
Eternal Deformity udało mi się wpaść na Kofiego i zamienić z nim parę słów.
Następnie zająłem miejsce tuż pod sceną i oczekiwałem rozpoczęcia występu
Eternali. Chłopaki zagrali głównie kawałki z ostatniej płyty, jak chociażby „HS
32 (New Weapon)” czy „Sea of Love”. Ponadto kilka starszych utworów: „Temporary
Sign In Your Hands”, „Niewinny Uśmiech”. Pojawiły się także covery Anathemy i
Depeche Mode. Chciałbym od razu przeprosić za ewentualne błędy, ale niestety na
dzień dzisiejszy nie pamiętam już dokładnej tracklisty zarówno Eternal Deformity
jak i KATa. Także jeszcze raz przepraszam chłopaki:) W każdym razie występ
Eternali osobiście przypadł mi do gustu, zresztą byłem jedną z nielicznych osób,
które bawiły się pod sceną. Być może wynikało to z tego iż akustyk wyciszył
nieco gitary i generalnie coś pochrzanił. Eternale brzmieli odrobinę dziwnie.
Także osoby, które słyszały ich po raz pierwszy nie były zbytnio zadowolone z
ich występu. Jednak mimo wszystko pewna grupka wspomagała chłopaków pod sceną
przez cały występ. Po jakichś trzech kwadransach Eternale zeszli ze sceny.
Zaczęły się przygotowania do występu gwiazdy wieczoru. Zanim na scenie pojawił
się Romek i spółka wszystkie barki w Bravo przeżywały oblężenie:) I nadeszła
pamiętna chwila, tłumy zgromadzone pod sceną i na barierkach wokół sceny na
pierwszym piętrze usłyszały intro… Zaraz potem rozbrzmiały pierwsze dźwięki
jeżeli dobrze pamiętam:) „Purpurowych Godów”. Na parkiecie zaczęło się
szaleństwo we wszelkiej postaci, mniej więcej w samym środku sali rozpętał się
ogromny młyn, który nie ustał aż do zakończenia występu. Następnie chłopaki
Romka z albumu „Róże…” zagrali m.in. „Strzeż się plucia pod wiatr” oraz „Płaszcz
skrytobójcy”. Standardowo pojawiły się także kawałki z kultowych trzech szóstek
„666” m.in. „Wyrocznia”, „Czas zemsty” czy „Morderca”. Przy okazji „Mordercy”
Romek wspomniał o jedynej krwi, która polała się na koncercie KATa. Podczas
występu na Metalmanii w latach ’80 Romek śpiewając kawałek „Killer” wymachiwał
nożem, przez co pokaleczył sobie rękę. Stracił sporo krwi przez co wówczas
występ musiał być na moment przerwany. I to była jak twierdzi jedyna krew na
koncertach KATa. Poza tym pojawił się także „Diabelski Dom cz. II”, podczas
którego Romek na scenę zaprosił pana Michała z obsługi technicznej, by zagrał
gościnnie ten kawałek. Jednak największe poruszenie wywołała legendarna
kompozycja „Łza dla cieniów minionych”. Roman oddał inicjatywę publiczności
podczas refrenu. „Okręt mój płynie dalej gdzieś tam, serce choć popękane chce
bić…” wykrzykiwał niemalże cały zgromadzony w klubie tłum. W górze pojawiły się
także zapalniczki i ręce. Utworowi temu towarzyszył niesamowity nastrój, zresztą
chyba nie mogło być inaczej. To chyba najbardziej znana ballada KATa o ile nie
najbardziej znany kawałek w ogóle. W międzyczasie na scenie pojawiła się pewna
kobieta i gdy tylko skradła pocałunek Romana, zbiegła ze sceny. Później Roman
tłumaczył iż była to jego przyjaciółka, a zarazem matka jego dzieci i żona.
Zebrana publiczność nie dopuszczała do siebie myśli, iż kiedyś ten występ musi
się zakończyć. Dlatego ciągłe okrzyki doprowadziły do dwóch bisów. Za pierwszym
razem Romek i spółka zagrali „Głos z ciemności” i „Ostatni Tabor”, a za drugim
ponownie „Ostatni Tabor”, gdyż muzycy przyznali się, że nie mieli przygotowanych
więcej utworów na ten wieczór. Jeszcze kilka minut po zejściu muzyków ze sceny,
publiczność dziękowała Romkowi za występ. I dopiero po otrzymaniu obietnicy iż
zespół za moment zejdzie do zebranych w celu porozmawiania i wypicia złocistego
napoju, zebrani rozeszli się do stolików. Po jakiejś godzinie, może krócej,
Romek i spółka pojawili się na sali. Całej naszej paczce udało się zamienić parę
słów z Romkiem, a mnie i wspomnianemu na początku Przemkowi nawet wspólnie udało
się napić z panem Kostrzewskim:) W ramach pamiątki Romek podpisał się na moim
zaproszeniu, które po dzisiejszy dzień znajduje się na widocznym miejscu, obok
płytki TSA z autografami:) Generalnie zabawa trwała znacznie dłużej niż koncert,
jednak bardzo ciekawie było także zanim zespół pojawił się po koncercie na sali.
W ciągu tej godziny naprawdę wiele się działo:) Kumpel z ekipy - Przemek śpiewał
kawałki Nightwisha i budował przy barku piramidę z kubków po piwie, a było ich
nie mało:) Poza tym generalnie towarzystwo było rozbawione:) Impreza zarówno pod
względem muzycznym jak i rozrywkowym była bardzo udana. Na brak wrażeń w żadnym
wypadku nie mogłem narzekać:) Jeszcze raz wielkie dzięki dla Romka.
Zapomniałbym… podczas koncertu Romek zdradził nazwę swojego zespołu, z którym
zamierza wydać w przyszłym roku płytę. Jak sam powiedział nazwa powinna kojarzyć
się z Katem, także kapela będzie nosić nazwę KAT z Romanem:) Jeszcze raz
podkreślę, że koncert był bardzo udany, jednak przyznaję, że znacznie chętniej
zobaczyłbym na scenie KATa w oryginalnym składzie. Mam nadzieję, że panowie
Luczyk i Kostrzewski kiedyś dojdą do porozumienia, myślę, że fani nie będą im
mieli tego za złe. I właśnie takie życzenia noworoczne składam zarówno Piotrkowi
jak i Romkowi. A na zakończenie pozdrawiam wszystkich, którzy bawili się tego
wieczoru w Gliwicach i nie tylko:)






Lupus261
|