|
Trylogia Matrix
Do
niedawna mogłem siebie nazywać fanem Matrixa. Niestety, dzisiaj już ciężko
mi nadawać sobie takie miano. A dlaczego ? Z powodu nakręconych na siłę,
pustych, patetycznych i nic nie będących godnymi następcami pierwszej części.
Zainteresowanych moją opinią o filmach braci (już niedługo brata i siostry,
bo podobno Larry chce zmienić płeć :) ) Wachowskich, zapraszam do czytania.
Matrix
Rok
1999. Do kin wchodzi „Matrix”. Okazuje się on prawdziwym objawieniem,
znakomitym filmem, wielowarstwową opowieścią do wielokrotnego zagłębiania
się w nią. Pierwszą rzeczą, która zachwyca w „Matriksie” to sam pomysł
fabuły. Idea, że otaczający nas świat to złudzenie, iluzja stworzona przez
maszyny, które wykorzystują uśpionych w kokonach ludzi jako źródło
energii. W tej niesamowitej fabule zawarto także wiele odniesień do
literatury, religii, i wielu elementów popkultury. Dzieło to było też o tyle
niezwykłe, że okazało się być pełne ukrytych znaczeń, głębokich treści,
które odkrywać można było za każdym następnym obejrzeniem. Tych, co mniej
interesuje fabuła i wysmakowana treść, mogli cieszyć zmysły niesamowitą
akcją, popisami kaskaderskimi i efektami specjalnymi. Jak wiadomo, zastosowano
tu niesamowity bullet time, czego nie widziało się dotąd w filmach s-f.
Ludzie uchylający się przed pociskami, biegający po ścianach i skaczący z
jednego wieżowca na drugi robili wrażenie. Wachowscy stworzyli więc niezwykły
obraz. Był on zarazem znakomitym kinem akcji, ale też opowieścią z głębią
dla wymagającego widza. Ja osobiście stałem się wielkim fanem Matrycy, zrobił
on na mnie niesamowite wrażenie. Przez długi czas był on moim ulubionym
filmem. Stał się też obiektem dyskusji w gronie znajomych. Film okazał się
wielkim hitem kasowym. Sequel był więc tylko kwestią czasu.
Matrix
Reaktywacja
Kontynuacje
dzieła Wachowskich były chyba najbardziej oczekiwanymi filmami 2003 roku (no
może oprócz „Dwóch Wież”). W wywiadach twórcy (oczywiście nie sami
Wachowscy, oni jak wiadomo stronią od wywiadów) opowiadali o
nieprawdopodobnych efektach specjalnych i powalającej treści. Trailery
zapowiadały znakomite kino. To miało być coś czego świat nie widział. I
owszem, takich efektów chyba nie było jeszcze w żadnym filmie. I nie było
chyba sequelu, który aż tak bardzo zawiódłby oczekiwania. Choć
„Reaktywacja” była ogromnym sukcesem komercyjnym, to na pewno nie
artystycznym. W filmie pełno było dłużyzn, męczących sekwencji ( vide
impreza w Zionie), wiele scen było przegadanych i nie wnosiło zupełnie nic.
Wachowscy tak naprawdę nie dali odpowiedzi na pytania postawione przez siebie
samych w poprzedniej części. Braki scenariusza i wątłą fabułę przysłonić
próbowali efektami. Niestety niekiedy dawało się odczuć grubą przesadę.
Rozdmuchana do granic absurdu nawalanka z agentami nudziła już po kilku
minutach, Neo fruwający niczym Superman i zdecydowany nadmiar bullet time’u
drażniły niesamowicie. Niektórzy entuzjaści chwalili jednak symbolikę fabuły
i według pewnych fanów sequel okazał się sukcesem. Teraz pozostało tylko
czekać na „Rewolucje”.
Matrix
Rewolucje
Podczas
gdy „Reaktywacja” poważnie zraniła cykl, to „Rewolucje” go dobiły.
Tym razem Wachowscy postanowili nieco ograniczyć efekty, a zająć się fabułą
i zakończyć to wszystko. I tu dopiero ujawnił się cały brak umiejętności
Wachowskich. Pokazali, że gdy trzeba oprzeć akcję na dialogu, w jakiś sposób
rozwikłać to co wymyśliło się wcześniej, bracia nie mają żadnych pomysłów.
Postacie straciły siłę wyrazu, dawka patosu poważnie wzrosła, a nuda mocno
dawała się we znaki. Wachowscy próbowali ratować film bitwą ludzi z
maszynami i kolejnym pojedynkiem Neo, tym razem tylko z pojedynczym egzemplarzem
Smitha. Od tej pierwszej wiało nudą, potyczka okazała się mocno
przekombinowana. Niekiedy można było odnieść wrażenie, że to kolejny
odcinek Dragon Ball’a. Absurdalnie długa walka, w dodatku w powietrzu i w
dziurze w asfalcie wywołanej upadkiem walczących, nasuwała skojarzenia z
popularną niegdyś kreskówką. Emocjonujący w zamierzeniu pojedynek stał się
autoparodią Matriksa. Niektórzy stwierdzili, że film ten lepszy jest od
„Reaktywacji”, wielu fanów określiło go jednak gwoździem do trumny cyklu
Ja sam nie wiem co o nim sądzić. Jasne jest dla mnie jedno: trylogia
Wachowskich umarła.
Bad
Guy
|