www.everzin.mocny.com    

Menu

Wstępniak
Bezpłatna prenumerata
Reklama u nas
Partnerzy
Redakcja
Rekrutacja
Listy
Okładka
F.A.Q.

Muzyka

Wstępniak
MetallNews
Recenzje:
Eternal Deformity – In The Abyss of Dreams… (...)
Behemoth - Thelema 6
LIVE:
KAT & Eternal Deformity
Out Of Darkness...
Wstępniak
Landscape Of Souls
Landscape of Souls – Strange Dream
Lista CD

Telefonia

Wstępniak
Test telefonu Sony Ericsson S700i
Nokia 810 - opis komórki
Ceny telefonów używanych
Serwis informacyjny sieci Idea
Test telefonu Siemens C62
Listy

Film

Trylogia Matrix

Czytelnia

Stephen King  - Wszystko jest względne

Felietony

Biura kredytowe

Humor

Teksty
Wieś

Trylogia Matrix

Do niedawna mogłem siebie nazywać fanem Matrixa. Niestety, dzisiaj już ciężko mi nadawać sobie takie miano. A dlaczego ? Z powodu nakręconych na siłę, pustych, patetycznych i nic nie będących godnymi następcami pierwszej części. Zainteresowanych moją opinią o filmach braci (już niedługo brata i siostry, bo podobno Larry chce zmienić płeć :) ) Wachowskich, zapraszam do czytania.

 

Matrix

Rok 1999. Do kin wchodzi „Matrix”. Okazuje się on prawdziwym objawieniem, znakomitym filmem, wielowarstwową opowieścią do wielokrotnego zagłębiania się w nią. Pierwszą rzeczą, która zachwyca w „Matriksie” to sam pomysł fabuły. Idea, że otaczający nas świat to złudzenie, iluzja stworzona przez maszyny, które wykorzystują uśpionych w kokonach ludzi jako źródło energii. W tej niesamowitej fabule zawarto także wiele odniesień do literatury, religii, i wielu elementów popkultury. Dzieło to było też o tyle niezwykłe, że okazało się być pełne ukrytych znaczeń, głębokich treści, które odkrywać można było za każdym następnym obejrzeniem. Tych, co mniej interesuje fabuła i wysmakowana treść, mogli cieszyć zmysły niesamowitą akcją, popisami kaskaderskimi i efektami specjalnymi. Jak wiadomo, zastosowano tu niesamowity bullet time, czego nie widziało się dotąd w filmach s-f. Ludzie uchylający się przed pociskami, biegający po ścianach i skaczący z jednego wieżowca na drugi robili wrażenie. Wachowscy stworzyli więc niezwykły obraz. Był on zarazem znakomitym kinem akcji, ale też opowieścią z głębią dla wymagającego widza. Ja osobiście stałem się wielkim fanem Matrycy, zrobił on na mnie niesamowite wrażenie. Przez długi czas był on moim ulubionym filmem. Stał się też obiektem dyskusji w gronie znajomych. Film okazał się wielkim hitem kasowym. Sequel był więc tylko kwestią czasu.

 

Matrix Reaktywacja

Kontynuacje dzieła Wachowskich były chyba najbardziej oczekiwanymi filmami 2003 roku (no może oprócz „Dwóch Wież”). W wywiadach twórcy (oczywiście nie sami Wachowscy, oni jak wiadomo stronią od wywiadów) opowiadali o nieprawdopodobnych efektach specjalnych i powalającej treści. Trailery zapowiadały znakomite kino. To miało być coś czego świat nie widział. I owszem, takich efektów chyba nie było jeszcze w żadnym filmie. I nie było chyba sequelu, który aż tak bardzo zawiódłby oczekiwania. Choć „Reaktywacja” była ogromnym sukcesem komercyjnym, to na pewno nie artystycznym. W filmie pełno było dłużyzn, męczących sekwencji ( vide impreza w Zionie), wiele scen było przegadanych i nie wnosiło zupełnie nic. Wachowscy tak naprawdę nie dali odpowiedzi na pytania postawione przez siebie samych w poprzedniej części. Braki scenariusza i wątłą fabułę przysłonić próbowali efektami. Niestety niekiedy dawało się odczuć grubą przesadę. Rozdmuchana do granic absurdu nawalanka z agentami nudziła już po kilku minutach, Neo fruwający niczym Superman i zdecydowany nadmiar bullet time’u drażniły niesamowicie. Niektórzy entuzjaści chwalili jednak symbolikę fabuły i według pewnych fanów sequel okazał się sukcesem. Teraz pozostało tylko czekać na „Rewolucje”.

 

Matrix Rewolucje

Podczas gdy „Reaktywacja” poważnie zraniła cykl, to „Rewolucje” go dobiły. Tym razem Wachowscy postanowili nieco ograniczyć efekty, a zająć się fabułą i zakończyć to wszystko. I tu dopiero ujawnił się cały brak umiejętności Wachowskich. Pokazali, że gdy trzeba oprzeć akcję na dialogu, w jakiś sposób rozwikłać to co wymyśliło się wcześniej, bracia nie mają żadnych pomysłów. Postacie straciły siłę wyrazu, dawka patosu poważnie wzrosła, a nuda mocno dawała się we znaki. Wachowscy próbowali ratować film bitwą ludzi z maszynami i kolejnym pojedynkiem Neo, tym razem tylko z pojedynczym egzemplarzem Smitha. Od tej pierwszej wiało nudą, potyczka okazała się mocno przekombinowana. Niekiedy można było odnieść wrażenie, że to kolejny odcinek Dragon Ball’a. Absurdalnie długa walka, w dodatku w powietrzu i w dziurze w asfalcie wywołanej upadkiem walczących, nasuwała skojarzenia z popularną niegdyś kreskówką. Emocjonujący w zamierzeniu pojedynek stał się autoparodią Matriksa. Niektórzy stwierdzili, że film ten lepszy jest od „Reaktywacji”, wielu fanów określiło go jednak gwoździem do trumny cyklu Ja sam nie wiem co o nim sądzić. Jasne jest dla mnie jedno: trylogia Wachowskich umarła.

Bad Guy    

- do góry -

© Copyright by Ever ZIN 2003-2004. All right reserved!