23

Magazyn

poprzednia | na dół | spis treści | następna

Głupek
 

Stiff

Przed chwilą znalazłem podręcznik do polskiego z gimnazjum (II klasa). Obejrzałem, trochę poczytałem aż trafiłem na tekst pt. „Narkotyk imieniem komputer” autorstwa jakiegoś Janka. Przepisałem go poniżej no i w sumie nie wiem co chciałem powiedzieć (napisać) przez wsadzenie tu tego tekstu, chyba nic. Po prostu przeczytajcie:

„Zaczęło się bardzo niewinnie. Najpierw (a dokładnie w 1995 roku) układałem na komputerze pasjansa (prawda, że byłem bardzo zacofany). Z biegiem miesięcy jednak znudził mi się ten sposób rozrywki i zapragnąłem czegoś więcej. Rodzice jakby odgadli moje myśli i przy najbliższej okazji, a były to imieniny, podarowali mi wspaniałomyślnie grę pod wdzięcznym tytułem Wolfenstein 3D. Był to niewątpliwie szok. Wspaniała grafika, niesamowicie szybka akcja sprawiła, iż potrafiłem spędzić przed monitorem komputera całe czterdzieści pięć minut...

Po około roku „nawalania” w Wolfa (tak, tyle czasu udało mi się wytrzymać z ta przedpotopową namiastką gry) stwierdziłem, że powoli strzelanka ta przestaje mi odpowiadać. Jednak na zmianę gry przyszło mi czekać do gwiazdki następnego roku, kiedy to otrzymałem CD-ROM z kilkoma ciekawymi, choć starymi grami (stare gry do starego komputera). Grałem w nie może rok, może półtora. Część gier i tak nie zastartowała. A reszta? Sami powiedzcie, czy można grać w Dooma na przełomie 1997 i 1998 roku. Moja odpowiedź brzmi: nie można. Ale cóż ja, biedny miś, mogę począć, gdy komputer całkiem słaby, a i rodzice nie są hojni.

Prawdziwy przełom, jeśli chodzi o moja wiedzę o „grologii”, nastąpił w momencie, gdy przeprowadziłem się do nowej szkoły. Koledzy, choć posiadali znacznie nowocześniejszy sprzęt ode mnie, wytłumaczyli mi, że skromne 486 to jeszcze komputer, a nie lekko rozbudowany kalkulator – jak myślałem. Pożyczyli mi również gry, które, o dziwo zastartowały na tym rozbudowanym kalkulatorze. I to mnie zgubiło. W najróżniejsze Wormsy i inne Transport Tycoony zagrywałem się bez opamiętania. Rodzice wymyślali przeróżne sposoby, by odwrócić moją uwagę od komputera. Ale nie – przyssany do monitora patrzyłem cały czas na ten obrazek, którym można poruszać. Sądzę, że gdyby wtedy nastąpił koniec świata, ja nadal siedziałbym przed tą straszną maszyną i mordował z zimną krwią kolejnego Bogu ducha winnego robaczka w grze Worms!

Jeśli chodzi o odsysanie mnie od komputera przez rodziców, to nie obyło się bez środków drastycznych. W pewnym momencie zakazano mi włączania komputera przez calutki tydzień. Kilka miesięcy temu postanowiłem, że sam zrobię sobie „odwyk” od komputera. Wytrzymałem całe siedem godzin. Potem nałóg niestety zwyciężył.

Cóż,ostatnio bardzo często robię takie odwyki. Rekord to osiem i pół godziny. Jednak chyba to coś dało, ponieważ ostatnio gram jakby mniej...”

No ja nie mogę. Chyba jednak skomentuję.

No więc popierwsze pasjans to IMO obok Unreala i Fallouta najbardziej grywalna gra (i najbardziej przydatny program Microsoftu:)), a jak ktoś w nią gra to nie jest zacofany (chyba, że jestem, a nie wiem ;)). Czego oni uczą te biedne dzieci!

23

FPPMZ nr 2/2002 (3) [CDA 5/2002]

poprzednia | do góry | spis treści | następna