
|
Autor: DarthSider

W bazie NATO zapanowało gwałtowne poruszenie. Zupełnie takie, jak kilka miesięcy temu, kiedy szykowano się do bitwy. Teraz jednak siły Sojuszu znalazły się w dużo bardziej skomplikowanej sytuacji. Z rozkazu generała rozpoczęto przygotowania do ataku na Sulon.
Do namiotu wpadł pułkownik Harrison. Do tej pory znajdował się on w miasteczku na południu wyspy, ale gdy tylko usłyszał, co zamierza generał, postanowił wrócić.
- Generale! Pułkownik Harrison melduje się!
- Spocznij pułkowniku. - odparł spokojnie generał - Jakieś kłopoty? Rozkazałem ci zostać na południowym krańcu wyspy.
- Wiem panie generale. Musiałem jednak wrócić. - Harrison nagle urwał, a generał poruszył się z zaciekawieniem. - Panie generale... Ośmielę się zauważyć, że pana rozkaz jest nierozważny...
- Pułkowniku, doskonale rozumiem pana obawy. Cieszę się nie pozostaje pan obojętny wobec naszych posunięć.
- Atak na Sulon takimi siłami jest nierozsądny. Rosjanie mają przewagę liczebną. Przecież nasz człowiek tam jest, poczekajmy aż wykona swoje zadanie...
- Powierzenie tego zadania Davidowi Armstrongowi nie było mądre. Jestem pewien, że jest teraz w niewoli Rosjan, albo już nie żyje. Nie możemy czekać. Posiłki wkrótce dotrą do Rosjan. Musimy przejąć Sulon przed ich nadejściem.
- David wykona zadanie. Gwarantuję, ale dajmy mu jeszcze godzinę.
- Cóż... Według naszych obliczeń posiłki Rosjan nadejdš dopiero za dwie godziny, więc możemy poczekać.
- Dziękuje panie generale!
***
Była już prawie czwarta rano. John i David skradali się do obozu wroga. Potem bez słowa, zgodnie z planem, rozdzielili się. Pułkownik zaczął się wdrapywać na wzgórze, natomiast Armstrong
|
|

|
czekał w cieniu jednego z budynków. Po pięciu minutach rozległy strzały. Ktoś ostrzeliwał obóz. Rosjanie byli pewni, że NATO przypuściło atak na Sulon, dlatego ogłoszono alarm. Jednak to John Barrel ze wzgórza ostrzeliwał obóz. Następnie schronił się w lesie, uciekając przed patrolem Rosjan. Całe to zajście było sygnałem dla Davida. Teraz musiał się spieszyć. Korzystając z nieuwagi żołnierzy, którzy byli zajęci obserwowaniem wzgórza, udał się do maszyn latajšcych. Piloci już uruchomili helikoptery. Nagle zza budynku, kilka metrów od Davida, wyłoniła się grupa Rosjan. Śmigłowce wytworzyły wystarczajšcy hałas, aby zagłuszyć strzały Armstronga. Rosjanie padli martwi na ziemię. Amerykański żołnierz założył ładunki na helikoptery. Niestety zabrakło mu pięciu. W tej chwili śmigłowce oderwały się od ziemi. David zdał sobie sprawę, że z łatwością mógł zestrzelić helikoptery. Spróbował. Niestety trafił tylko jeden, po czym maszyna z martwym pilotem runęła na gmach. Na niebie latało już dziesięć helikopterów. Dwa kolejne stały na lotnisku. David strzelał w nadchodzących Rosjan, którzy ujrzeli płonący śmigłowiec. Schował się w ratuszu, ale tam wpadł w pułapkę...
John Barrel obserwował z lasu całe zamieszanie. Korzystając z lornetki, dostrzegł też, jak David został uprowadzony. Chwycił za nadajnik i połączył się z bazą.
***
Generał niecierpliwie czekał... Nienawidził tej czynności. Sprawdził jeszcze raz plan i wszystkie warianty przebiegu nadchodzącej bitwy, a także przygotowanie żołnierzy do walki i czekał... Wiedział, że nie może na razie nic zrobić. Wtem, do jego namiotu wbiegł kapral.
- Generale! Mamy łączność z pułkownikiem Barrelem! - generał przybiegł do centrum łączności. Przy radiu stał kapral oraz porucznik Wallet. Generał zaczął mówić:
| |