
|
Autor: Lou

W poprzednim odcinku:
Las łączący Chicago z przedmieściem
Godzina 12:00
- To nie on. - Peterson
- Tak... Byłoby to dziwne, chyba że zabiłby się sam. Sprawdziłeś, czy ma tatuaż?
- Ma. Podwójny smok. To znak tajnej organizacji chińskiej "Double Dragon".
- Triada. Ale co on tu robił?
- Chyba tylko on wiedział.
- A jego zwierzchnicy?
- On był zwierzchnikiem.
- Więc to nie może być on... To się dzieje w tym lesie.
- Wiadomo, to tutaj znaleźli dzieci i tego faceta.
- Tak, ale dzieciaki był rozszarpane, a ten facet miał zaledwie skręcony kark...
Godzina 12:30
W samochodzie.
- Zadzwoniłem do biura, żeby sprawdzili dokładnie dane na temat tego faceta... - Peterson.
Godzina 12:35
Telefon...
- Peterson - Peterson - tak, OK... Jedziemy do biura szeryfa, dostaniemy fax...
Biuro Szeryfa (przedmieście Chicago)
Godzina 12:50
- Oto fax, który przed chwilą do nas przyszedł... - Szeryf
- OK. - Peterson - Ten facet był przywódcą Triady w Hong Kongu.
- "Double Dragon"?
- Tak.
- To Lin Kuang, nie żyje od ponad dwóch lat.
- Nic w tym dziwnego, skoro wszyscy go szukają.
|
|

|
- Myślisz, że to były porachunki?
- Nie. Myślę, że on chciał ratować te dzieci. Nie przed nim samym, lecz przed czymś...
- Chyba nie myślisz, że te dzieciaki były rozszarpane przez potwora z lasu?
- Nie wiem, ale Lin Kuang chciał je ratować. Teraz przyjechał zabić to coś...
- Skąd wiedział, że to tu? Przecież nie tylko tutaj znaleziono ciała...
- To "coś" się przemieszcza. Kuang widocznie długo polował na tego zwierza, lecz teraz potwór zapolował na niego...
- McKey, jak zwykle masz swoją teorię... A skąd wiesz czy to był potwór?
- Człowiek nie dałby rady tak okropnie zmasakrować ciała...
- A sny rodziców ofiar?
- Lin Kuang był mistrzem "cichych walk", magikiem i takie tam...
- Jakiś ninja?
- Właśnie. Umiał manipulować, medytować...
- To tylko legenda.
- Lin Kuang byłby innego zdania...
- Zbierzmy ludzi. Trzeba będzie przeczesać ten las...
Las
Godzina 19:50
- Zaczyna się ściemniać i nic! - Peterson
- Myślałeś, że potwór będzie atakował za dnia?
- Nie...
- Peterson?
McKey usłyszał tylko krótki szelest i partnera już nie było. Peterson nie zdążył nawet krzyknąć. Zniknął tak nagle, jakby zapadł się pod ziemię. McKey go szukał, kiedy nagle usłyszał strzały. Pobiegł w stronę huku.
- Peterson, żyjesz?
- Ledwo zdążyłem sięgnąć po broń, mógłbym przysiąc, że go trafiłem!
- Ani śladu... Co to było?
- Nie wiem, na pewno nie człowiek...
| |