
Wiem, że H2 to nie FPP tylko TPP, ale moim zdaniem ma tyle cech wspólnych z tym gatunkiem, że warto ją opisać. Nie jest to bowiem jakaś tam platformówką 3D z elementami strzelaniny (jak np. Tomb Raider), tylko prawdziwa, charakterystyczna dla gier quakopodobnych rzeźnia... Poza tym pewien redaktor (i to wcale nie z CDA) podczas recenzji tej gry napisał, że jest to FPP w TPP, z czym w pełni się zgadzam...
Story gry przedstawia się następująco: Dawno, dawno temu... za górami, za lasami... w świecie zwanym Parthoris żyło sobie pięć różnych ras. Nie wadziły one sobie nawzajem i bytowały w relatywnym pokoju, prowadząc spokojny i sielankowy żywot. Aż tu pewnego dnia ni z tego ni z owego w tej krainie miodem i mlekiem płynącej pojawił się niejaki D'Sparil i, razem ze swoimi dwoma kumplami, postanowił opanować świat. W tym celu ruszył na osiem najważniejszych miast: Andorię, K'Chekrik, S'Chekrik, Vendrę, Savrię, Thurge, Biskol oraz Silverspring. Mieszkańcom tego ostatniego udawało się długo odpierać ataki armii najeźdźców, dzięki mocy Strażnika Miasta. Jednak w końcu i oni musieli brać nogi za pas, ukrywając się w pobliskich górach i bagnach. Tylko jeden śmiałek postanowił zostać i walczyć przeciwko siłom D'Sparila. Miał on na imię Corvus i należał do rasy Sidhe, zamieszkującej Silverspring. Udało mu się dorwać starożytną różdżkę ofiarowaną przez Seraphów pierwszemu Strażnikowi Miasta. Z jej pomocą prowadził akcje partyzanckie, chodząc od miasta do miasta i wybijając w pył wojska najeźdźców. W końcu stanął oko w oko z D'Sparilem i oczywiście mu też dał po dupie. Ten jednak zanim umarł, rzucił na Corvusa klątwę... Po ostatecznej walce z Wielkim Złym nasz elf nie miał już co tutaj robić, więc postanowił wrócić do domu. I tu zaczęła działać owa klątwa... Przez lata błąkał się po Zewnętrznych Światach, nie mogąc znaleźć drogi powrotnej. W międzyczasie zmajstrował sobie patyczek, na którym umieścił ostrze i tak powstał jego słynny Blade Staff. Poza tym opanował sztukę magii dzięki Księdze Mocy, która przez te wszystkie lata tułaczki po nieznanych ziemiach nauczyła go wiele różnych pożytecznych rzeczy. I w końcu pewnego dnia pojawił się portal, dzięki któremu nasz bohater powrócił do ziemi ojczystej. I tu zaczyna się gra.
Lądujemy w Silverspring i zaczynamy rozglądać się po okolicy. Po jakimś czasie spostrzegamy, że coś tu nie gra - wszyscy mieszkańcy, zamiast rzucać się nam w ramiona za uratowanie świata skaczą na nas z toporkami. Od pewnego kolesia, który nie zachowuje się aż tak agresywnie jak pozostali, dowiadujemy się, że naszych rodaków opanowała jakaś zaraza, przez którą atakują każdego w zasięgu wzroku. Prosi on nas, abyśmy wyruszyli do sąsiedniego miasta Andorii, żeby znaleźć na to jakiś lek. Warto tutaj wspomnieć o konstrukcji świata, po którym będziemy zmuszeni wędrować. Otóż akcja gry będzie się dziać w czterech miastach (Silverspring, Andoria, K'Chekrik oraz Cloud Fortress) oraz w przejściach między nimi. Na każdą z osad przypada parę map - przeważnie trzy lub cztery, a na drogi między nimi - jedna albo dwie. Po przejściu ich wszystkich będziemy musieli się zmierzyć z głównym bossem gry - Morcalavinem.
Wrogów mamy od liku - w rodzinnym miasteczku mamy do czynienia z jego opętanymi mieszkańcami. Posługują się oni przeważnie różnymi toporkami, chociaż niektórzy miotają także czarami Fireball, a w dalszych poziomach potrafią znikać. W mieście Andoria napotykamy żabopodobne stworki strzelające do nas z podręcznej kuszy, a podczas wizyty w gnieździe K'Chekrik walczymy z przerośniętymi owadami umiejącymi się posługiwać zarówno magią, jak i bronią białą. Pod koniec gry, kiedy to zwiedzamy kopalnie oraz Podniebną Fortecę, na drodze stają nam wielcy umięśnieni kolesie z batami lub wielkimi toporami. W przejściach między miastami trafiamy na różne zwierzaki - fruwające harpie, małe dinozaury (niby i małe, ale jak ryczą to aż ciarki po plecach przełażą), jakieś płazy żygające na nas kwasem, żarłoczne rybki itp. ustrojstwa. Poza tym w prawie każdym miejscu w grze spotkać można szczury oraz wynajętych przez Morcalavina zabójców i roznosicieli plagi (szczególnie ci drudzy są strasznie upierdliwi). No i jeszcze są bossowie - w całej grze spotkamy ich pięciu - pierwszy to opętany przez zarazę Strażnik Miasta w Silverspring, drugi to ulepszona wersja żabopodobnych Ssithra w Andorii - gad strzelający do nas mnóstwem strzałek, trzeci - to olbrzymi, głupi potwór walczący z nami na arenie, czwarta jest Wielka Kapłanka - szefowa w całym gnieździe K'Chekrik, a ostatni to wspomniany już wcześniej Morcalavin.
Przed tą całą chołotą trzeba się oczywiście czymś bronić. Od razu powiem, że wszystkie elementy umożliwiające przeżycie w świecie Parthoris dzielą się na bronie, czary ofensywne i czary defensywne. Do broni potrzebna jest amunicja (oprócz do blade staffa), a do czarów - mana (ofensywna lub defensywna, w zależności od rodzaju czaru).
Bronie:
1. Blade Staff - tą nazwę sam sobie wymyśliłem, bo podczas wymawiania oryginalnej można sobie język połamać. Jest to kij z zamontowanym ostrzem. Można go upgrade'ować, przez co staje się coraz silniejszy. Używa się go na trzy sposoby - normalne wymachiwanie, młynek oraz "skok o tyczce". Bardzo przydatny w każdej części gry.
2. Hellstaff - kijek z rogatą czaszką, strzela czerwonymi Hellorbami. Można powiedzieć, że jest to wersja fantasy maszynówki. Również bardzo przydatny, szczególnie przeciw rozsiewaczom zarazy, jednak szybko kończy się do niego amunicja.
3. Storm Bow - łuk, którego strzały po trafieniu w ścianę lub wroga wywołują trujący deszcz. Świetna rzecz kiedy mamy do "oczyszczenia" jakiś duży obszar, szczególnie kiedy korzystamy z Tome of Power.
4. Phoenix Bow - kolejny łuk, strzelający tym razem ognistymi ptakami, które po trafieniu w cel eksplodują. Diabelnie potężna broń...
Czary ofensywne:
1. Fireball - kula ognia; nie jest zbyt silna, ale za to sama trafia do celu i możemy jej używać po skończeniu się many (choć jest wtedy o wiele słabsza).
2. Thunder Blast - pięć pocisków energetycznych wychodzących z naszej dłoni. Na dalsze odległości czar raczej słaby, jednak przy bezpośrednim starciu bardzo silny (jeśli wszystkie pięć pocisków trafi w naszą ofiarę), poza tym świetny jeśli używamy Tome of Power.
3. Firewall - nie jest to może taka sama ściana ognia jak z Diablo - bardziej przypomina tamtejszy czar Flame Wave, czyli falę ogniową. Całkiem skuteczny, może bowiem razić wielu wrogów na raz. Poza tym ofiary, którym się dostało, a nie umarły od razu, padną spaleni ogniem.
4. Sphere of Annihilation - bardzo silny czar wywołujący duże eksplozje energetyczne. Bardzo przydatny, szczególnie w ostatnich częściach gry. Można go kumulować - im później puścimy przycisk fire, tym większy będzie wybuch - jest wtedy dobrą bronią przeciw małym grupom potworów.
5. Iron of Doom - kolczasta kula, która kiedy trafi w cel rozpryskuje się na parę mniejszych kulek rozchodzących się promieniście od punktu zderzenia. Czar cholernie mocny, jednak trzeba nauczyć się go używać. Najlepiej sprawuje się kiedy mamy do zniszczenia większą grupę wrogów - puszczamy wtedy czar w jej sam środek i, przy odrobinie szczęścia, mamy ją z głowy.
Czary defensywne:
1. Tome of Power - zużywa bardzo dużo many (ok. połowę), ale przez jakiś czas każdy czar ofensywny lub broń mają wzmocnione działanie. Najlepiej włączyć go przed rozpoczęciem walki z każdym bossem.
2. Ring of Repulsion - mała fala uderzeniowa rozchodząca się promieniście, odpycha i rani wszystkich wrogów, którzy w momencie rzucenia czaru znajdowali się blisko nas. Dobry tylko w pierwszych poziomach, należy go używać kiedy jesteśmy otoczeni przez większą grupę i nie możemy się zająć wszystkimi wrogami naraz.
3. Meteor Storm - mój ulubiony czar defensywny - kiedy go rzucimy, otaczają nas cztery meteory, które trafiają w każdego pobliskiego wroga. Świetny przeciwko latającym harpiom - zamiast celować z jakiejś broni wystarczy nacisnąć jeden klawisz i już wredne ptaszyska mamy z głowy.
4. Teleport - teleportuje nas w bezpieczne, pozbawione wrogów miejsce. Osobiście rzadko go używam. Chyba najbardziej przydatny jest kiedy chodzimy gdzieś gdzie łatwo spaść, poza tym przydaje się przy ostatecznej walce z Morcalavinem (nie musimy się wtedy bać, że wpadniemy w dziury w środkowej części planszy).
5. Lightning Shield - kiedy użyjemy tego czaru, przez jakiś czas otacza nas elektryczna osłona - jeśli ktoś do nas podejdzie, rani atakującego i odpycha go. Raczej mało przydatny czar, bo i tak większość potworów nie atakuje bezpośrednio tylko używa jakichś czarów...
Fabułę budują liczne cut-scenki mające za zadanie przekazanie nam jakichś wskazówek i po prostu urozmaicające rozgrywkę. Cała reszta to czysta siekanina. Prawdę mówiąc mam wrażenie, że Heretic 2 to połączenie Diablo z Quakiem. Mamy tutaj zbroje i kapliczki (które regenerują nasze zdrowie lub manę, ulepszają staffa, pozwalają nam dłużej oddychać itp.) upodabniające grę do tego wielkiego hitu Blizzarda. Akcja jest bardzo szybka i nie ma zbyt wielu zagadek - to z kolei przypomina dzieło id. Te, które są, ograniczają się do naciśnięcia jakiegoś przycisku, odnalezienia klucza czy też przechylenia dźwigni. Nie będziemy się więc musieli martwić o ból głowy spowodowany nadmiernym myśleniem... Warto jeszcze wspomnieć o oprawie audio-wizualnej. Otóż H2 jest oparty na podrasowanym enginie Q2. Moim zdaniem to super - widać piękne cienie, tekstury są świetnie rozmyte, mamy masę szczegółów, a wszystko to chodzi płynnie na stosunkowo słabym już sprzęcie - P200 i 32 MB Ramu oraz jakiś akceleratorek w pełni pozwolą się cieszyć walorami graficznymi gry. Jeśli chodzi o dźwięk i muzykę to one również stoją na bardzo wysokim poziomie. Utwory odgrywane podczas grania są bardzo klimatyczne i przyjemne dla ucha. Autorzy zapisali je w postaci audiotracków, dzięki czemu będziemy mogli posłuchać muzy ze zwykłego odtwarzacza CD. Wszystkie odgłosy brzmią bardzo realistycznie i są wyjątkowo szczegółowe. Po prostu cud, miód i orzeszki :)))...
Podsumowując, jeśli nie macie jeszcze w kolekcji swoich gierek Heretica 2, to najwyższy czas iść do sklepu i go kupić - pomimo jego "dojrzałego" wieku ma bardzo wiele walorów, których często brakuje najnowszym produkcjom. Jest to po prostu naprawdę świetna gra i warto ją mieć.
[ Luke ]
|