
TEXT by [ Sweeper ]
"Groovy!" stwierdził Duke po wzięciu kilku pipebomb (fachowa nazwa). Wychylił się tylko przez okno po leżący obok armor i z powrotem znalazł się w ukrytym pokoju. Stąd nikt go nie zobaczy. Wyrzucił kilka granatów na ulicę, po czym odczekał kilka sekund (miał szczęście, że tak krótko) trzymając w ręce gotowy detonator. Jest - pojawiła się ofiara. Niech no tylko podejdzie bliżej. Jeszcze kilka kroków, tak, bliżej, bliżej... Fire! Pół ulicy wyleciało w powietrze, a wraz z nią delikwent, który był na tyle nieuważny, aby podejść do (co prawda słabo widocznych) granatów. "Hm... What a mess". Dobra taktyka - jeszcze raz! Duke Nukem wyrzucił kilka kolejnych pipebomb'ów. Tym razem musiał czekać kilka dłuuugich minut tylko po to, aby się bardzo zdziwić. Oto przed nim pojawił się on sam. Ale nie stał na ziemi! Znajdował się kilka metrów nad nią (a dokładnie na wysokości 2 piętra). Zjawa czy co? Bez paniki, koleś ma tylko jetpacka (fachowa nazwa), spokojnie. Nasz bohater uspokoił się trochę - ale tylko na chwilkę. To co się stało chwilę później było straszne - znalazł się sam na sam z rakietą w małym (bardzo małym) pomieszczeniu, które ułamek sekundy później zostało przemalowane na czerwono:>. Zabójca odleciał wesoło sobie podśpiewując "Born to be wild". Trup jeszcze przez chwilę się zastanawiał. Jak to? Przecież byłem w ukrytym pomieszczeniu, skąd on wiedział?
Tak mniej więcej wygląda typowy dukematch (znowu fachowa nazwa) w "przedpotopowej" (ale nadal bardzo dobrej) grze jaką jest DUKE NUKEM 3D. Nie jest to rąbanina w stylu QUAKE albo QUAKE III: PRO MODE. Tutaj naprawdę się myśli (w kłaku też, ale trochę inaczej). Taktyka jest głównym kluczem do zwycięstwa, nie wiadomo tylko czy tym dobrym kluczem, ale to już zależy od gracza. Czemu o tym piszę? Wyobraźcie sobie, że QUAKE nie był pierwszą grą FPP do sieciowej rozgrywki. Przed nim istniało parę jeszcze dobrych gierek, ale najciekawszą z nich był opisywany tu DN3D, a tam mecze wyglądały o niebo inaczej niż dziś.
Primo: taktyka w dukematch'u była czymś obowiązkowym. "Jak to? Przecież w kłejku też jest obowiązkowa taktyka?" zakrzykną zaraz rzesze graczy. Tak, to prawda, ale w diuku wyglądała ona trochę inaczej niż obecnie. Dzięki kilku specjalnie przygotowanym broniom można się było nieźle nagłowić, aby efektownie i efektywnie rozwalić przeciwnika. Np. użyć można było takiej taktyki jak opisałem wyżej, ale można też było zamontować kilka specjalnych laserów, które po przekroczeniu wybuchają. Można także było unicestwić wroga dość nietypowym sposobem (ale niestety tylko jednorazowym), a mianowicie rozwalającym się blokiem. Tak, tak. Nie przecierajcie oczu, tak tam jest napisane. Można to zrobić bodajże w drugim levelu pierwszego epizodu. W jednej kanciapie są przyciski, które należy odpowiednio wcisnąć, aby uruchomić zapłon. Nieźle się może koleś zdziwić, gdy stoi, a tu nagle za nim wybucha budynek zabijając go przy okazji.
Secundo: każdy dukematch był zabawny, dzięki wprost boskiemu bohaterowi gry, a mianowicie Duke Nukem'owi. Jego dobijające teksty potrafiły (co ja piszę, nadal potrafią) wywołać uśmieszek na twarzy nawet największego smutasa. No bo co możecie powiedzieć o tym, gdy po zabiciu przeciwnika, usłyszycie ironiczny głos "Hm...What a mess" (dla nieanglojęzycznych - "Hm...Co za strata"), albo chyba najlepszy tekst "It's time to kick ass and chew bubble gum" (Czas na skopanie jakichś tyłków i rzucie gumy).
Tak więc DUKE NUKEM 3D jest grą naprawdę genialną i zanim pokaże się jego kontynuacja;), warto się z nią zapoznać, a jeszcze lepiej pograć w sieci, gdyż zabawa jest naprawdę przednia (ostatnio z qmplem gasiliśmy sobie nawzajem światło:)). Mam nadzieję, że dukematch w DN FOREVER będzie tak samo genialny jak w DN3D, bo jak nie to... DUKE może być miłą przerwą w kłejkowej młóćce. Po kilku dniach grania (i odprężenia, bo przy nim można naprawdę dobrze odpocząć) można wrócić z powrotem do QUAKE'a, ale bardzo ciężko jest się nie uzależnić od diuka. Cześć. Wracam do gry!
|