
TEXT by [ SweepeR ]
FPP są obecnie jednym z najpopularniejszych rodzaji gier. Swój złoty okres co prawda mają już za sobą, ale nadal powstaje wiele programów z tego gatunku. Wiele innych wyewoluowaloz nich (np. RAINBOW SIX lub HIDDEN & DANGEROUS, albo TOMB RAIDER). Stało się tak pewnie dlatego, że wszystkie "doomy" i "kłejki" miały (i pewnie nadal mają) najdoskonalszy engine 3D, tak ostatnio modny i pożądany. Ale nie samą grafiką gracz żyje. W tym tekście mam zamiar zastanowić się, co tak naprawdę nas ciągnie do maltretowania myszki i wyciskania ostatnich potów :) ze swojego sprzętu.
Życie zwykłego człowieka jest dosyć nudne: praca/szkoła, obowiązki domowe i tylko kilka minut wolnego czasu, aby obejrzeć coś w telewizji. A tam puszczają filmy, w których "zwykli" ludzie okazują się zbawcami ludzkości, ostatnią nadzieją na uratowanie wszechświata. Oglądamy życie innych, którzy żyją inaczej niż my, nie chodzą do pracy, przeżywają ciekawe i zarazem ekscytujące przygody. I to wszystko w takich ilościach, że po pewnym czasie pragniemy być na ich miejscu, ciągle w ruchu, w środku akcji. Gry FPP nam to umożliwiają. Widzimy wszystko tak, jakbyśmy osobiście byli na tej planecie/uciekali z bazy wojskowej/podążali do piekła. Akcja przktycznie non-stop. I jeszcze ta władza. Człowiek bardzo lubi kimś lub czymś rządzić (niestety), lubi być najważniejszym. A tutaj mamy giwerę w łapach i koniec - kto niegrzeczny ten do Bozi :). Tak naprawdę nie chodzi tu o to, aby uratować świat, zwalczyć zło - tu chodzi o zabijanie, o budzenie strachu w innych, przy okazji przeżywając jakąś przygodę. Czasami to wszystko wydaje się tak realne, że...hmm... nie da się tego określić, lepiej podam przykład, abyście skapowali o co mi chodzi: Grałem sobie kiedyś (oczywiście w zaciemnionym pokoju) w świetną grę QUAKE. Wszystko szło pięknie, do momentu, w którym zaczęło mi brakować amunicji do granatnika, a akurat walczyłem z zombimi. Wchodzę do jakiegoś pomieszczenia - "Ciemno tu" przechodzi mi przez myśl. Przerażająca cisza, tylko dźwięk palącej się nieopodal pochodni. "Spokojnie, nic mi tu nie grozi". Odwracam się w stronę miejsca gdzie widziałem, że pada cień (ale nikogo tam nie zauważyłem), a tu nagle staje przede mną zombie. W odległości jednego kroku. Wydaje z siebie od razu przeraźliwy jęk, a ja mało nie ląduję na podłodze, a moje serce nie wyrywa mi klaty. To się nazywa realizm. [Te, a kiedy to ty in real life widziałeś zombi? - b1o0d]
A dlaczego lubimy grać w sieci? Cóż, chęć współzawodnictwa, ale przede wszystkim świadomość, że po drugiej stronie siedzi żywa osoba, której (choć tylko wirtualnie) możemy zrobić krzywdę.
To co, że gry demoralizują (wystarczy popatrzeć na mnie), lepiej przecież zabijać na niby niż naprawdę (oczywiście najlepiej jest w ogóle nie zabijać, ale nie można mieć wszystkiego). Ja osobiście nie popieram i nie toleruję przemocy, ale mój umysł jest chory i czasem muszę ujrzeć krew. Ale tylko na komputerze, nigdzie więcej!!!
PS. Special thanx dla StarFucker'a za kilka uwag i pomocną dłoń. [hehe... eee? - bl0od;) ]
|