Tfa tysiace jeden.... jesuuuuuuuu!!! Zayebisty roq ;D
GRANIE - I CO DALEJ?
Text by [ Luke ]

Coś ostatnio mam jakieś dziwne skłonności do rozmyślania ;). Jest to o tyle dziwne, że na codzień staram się nie myśleć, więc taki parogodzinny wysiłek może mnie kosztować życie ;))). Gadałem już o różnych sprawach - o "sportowości" Quake'a czy choćby o wizerunku fppka przyszłego stulecia. Dzisiaj zajmę się sprawą, która moim zdaniem jest całkiem poważna i często powraca do mnie, gnębiąc dniami i nocami (qrde, mogłem wcześniej pomyśleć żeby zrobić z tego użytek ;)).

A więc dzisiaj popiszę sobie trochę nad tym, jak będzie wyglądała przyszłość nas jako graczy. Spróbujcie ;) się na chwile oderwać od monitora (wiem, że to trudne, no ale spróbujcie ;)) i pomyślcie - czy wyobrażacie sobie życie bez swojego ukochanego efpepeka? Nieważne czy to Quake, czy Unreal, Half-Life, SoF czy coś innego - jeśli do czegoś się mocno przyzwyczailiśmy, to tak czy siak trochę trudno powiedzieć sobie "Nie, dzisiaj w niego nie zagram..." ;))). Być może pomyślicie sobie, że bzdury wygaduję - że przecież życie to nie tylko gry, nie tylko komputer. No i oczywiście macie rację, ja też tak sądzę. Tylko że przez ten cały czas obcowania z moim ukochanym Quakiem i siedzenia przy kompie nie mogę przyjąć do wiadomości, że przecież za jakiś czas to się skończy - ta cała sielanka znajdzie swój kres, niewiadomo kiedy i w jakich okolicznościach, no ale znajdzie... Przecież dzięki kompowi znam paru naprawdę fajnych ludzi z netu (pozdro dla Sliver'a [aka Agressive] i Holyboy'a [aka Hermi] ;))) z AC) i to dzięki niemu możecie teraz czytać moje wypociny. A przecież za jakiś czas - jakieś trzy lata - trzeba będzie np. iść na studia i nie wiadomo co wtedy będzie z kompem, bo niekoniecznie to JA muszę go ze sobą zabrać. Zresztą najprawdopodobniej za te pare lat to mój komp będzie się nadawał wyłącznie do pisania textów ;). A rzadko kiedy studenci mają kasę na kupno nowego peceta. Małym ułatwieniem może być to, że ja już sobie niemal całą przyszłość obcykałem ;) i mniej więcej wiem dokąd zmierzam i co będę w przyszłości robił. A jak z wami? Być może w waszym wypadku stopień uzależnienia jest jeszcze większy niż u mnie ;) no i wtedy macie poważny kłopot... Prawdę mówiąc zazdroszczę niektórym osobom (np. Mike'owi albo paru ludziom z redakcji CDA), gdyż oni już mają to za sobą (Mike to może niedokładnie, ale on przynajmniej wie, na czym stoi). Qrde, chyba faktycznie powinienem się leczyć ;)... Ale co ja na to poradzę, że komp to dla mnie 1/3 życia, a może nawet więcej... NiC! Jestem jaki jestem i tyle. A w tym wszystkim najgłupsze jest to, że rzecz, na którym opiera się właśnie ta moja największa część bytowania może w każdej chwili pójść na złom lub może się z nią stać coś innego. Być może jak dorosnę to mi przejdzie ;), ale jak na razie to naprawdę trudno mi powiedzieć, co bym robił, gdybym nie miał kompa. Pewnie bym się nudził ;)... Alleluja że nie mam stałego łącza, bo wtedy to chyba bym się w ogóle nie odrywał od peceta i byłbym od niego w 100% uzależniony. Heh, paradoks, nie? No a jednak... I co tu ma poradzić taki człowieczek jak ja? Chyba zostaje tylko stryczek ;)...

Ja już się wyspowiadałem - teraz wy pomyślcie nad tym. Jak wyglądałoby wasze życie bez kompa? Napewno JAKOŚ by wyglądało, pytanie tylko - JAK? Co byście zrobili, gdyby ktoś wam teraz go wziął, albo zepsuł, albo zrobił z nim jeszcze coś innego? Potwierdzonym faktem jest to, że zanim człowiek nie dostanie peceta w swoje łapy, to mu go nie żal. Dopiero kiedy spędzi z nim parę lat, zaczyna odczuwać skutki przywiązania do niego... Jeszcze gorzej mają ludzie, którzy rzeczywiście traktują shootery jako sposób na życie (zawodowi gracze), gdyż oni nie tylko będą zdołowani rozstaniem z kompem, ale także być może stracą jedyne (lub główne) źródło pieniędzy. U nas w Polsce jeszcze takiego czegoś nie ma, chociaż powoli zaczyna się to tworzyć - jednak taka sytuacja od jakiegoś czasu występuje w USA, gdzie mistrzami są ludzie, którzy - być może - poza Quakiem nie mają innych zainteresowań i niczego innego konkretnego nie potrafią robić. Tyle że oni już są "ubezpieczeni", bo im przymusowe zerwanie z kompem nie grozi - nam tak...

Sorry jeśli ten text wydał wam się zbyt nienormalny i przesadny, ale jak wcześniej powiedziałem - to po prostu moje myśli i odczucia i nic na to nie poradzę, że chciałbym się z kimś nimi podzielić. Niemal cały art pisałem ciurkiem i wylewałem na ekran to, co mi przyszło do głowy. Nie wiem jak mi to wyszło, no ale kij z tym - przynajmniej mam spokojne sumienie, bo wiem, że byłem szczery... No i to już koniec. Szybko, nie? Ani się zobaczycie, a z waszymi kompami będzie podobnie ;).