    
TURNIEJ Q3...na zadupiu;)
Text by [ Shielder ]
Tyle słyszy się ostatnio o FRAG4 i innych taaak "poważnych" Q3 turniejach, a często zapomina się o małych "turniejkach", w małych kafejkach, z udziałem graczy o... hmm.. mniejszych umiejętnościach. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię takie turnieje. Czemu? No bo przynajmniej mam jakieś szanse w nich wygrać ;). A było tak:
Sobota, 22 lipca,13:30, niewielka miejscowość turystyczna- Ostróda (Mazury, niedaleko Olsztyna), podobnie niewielka kafejka (5 kompów...), a przed nią całkiem spory tłumek graczy tłumek graczy. A gdzieś wśród nich SHiELDER, czytający wywieszkę z wielkim napisem "TURNIEJ QUAKE'A 3". "Qrde"-pomyślałem-"przyjechałem tu wypocząć, a tu za pół godziny startuje w jakimś Q3 turnieju :/". Trochę gadania z innymi graczami (niestety, nie było tam ANI JEDNEJ dziewczyny :((((((( ) i punkt o 14:00 wpuścili nas do środka. Jakiś gostek zaczął czytać zasady. Gracze zostali podzieleni na dwie kategorie wiekowe: do 15 lat i od 16 lat. Ja miałem ten "honor" i startowałem wśród tych młodszych. W mojej kategorii było 6 groop po czterech graczy każda. Eliminacje miały odbywać się w następujący sposób ;> :
-czterech graczy z każdej grupy walczy ze sobą w trybie DM (tj. nie 1vs1 tylko 4-osobowy DeeMik);
-arena wszystkich walk eliminacyjnych: Q3DM6 (niezły wybór);
-gramy do timelimitu(10 minut);
-liczy się ilość frag po tych dziesięciu minutach rzeźni- dwóch pierwszych przechodzi, reszta(też dwóch ;> ) odpada;
-ci co przeszli, znowu grają czteroosobowy DM z innymi, którzy przeszli (zawiłe, nie? ;> );
-gdy zostanie już tylko czterech (nie)szczęściarzy, przechodzimy do półfinałów i finałów, ale o tym dalej (tj. ze dwie linijki niżej ;));
No, po eliminacjach przyszedł czas na walki 1:1, czyli od półfinałów wzwyż. A teraz rulsy:
-wszystkie mecze 1vs1 rozgrywane są na Q3DM13 (jak dla mnie "trochę" za duża);
-gramy do fraglimitu(10 frag);
-eee, jakby to wytłumaczyć... jest tak: gramy do DWÓCH wygranych pojedynków, czyli jakbym np. wygrał w półfinale mecza [;)] z jakimś gostkiem, to musiałbym grać z nim jeszcze raz. Jeśli wygrałbym z nim drugiego mecza, to przechodzę do finału. Jeśli bym przegrał- to byłaby dogrywka i musiałbym grać trzeciego mecza... To wszystko po to, żeby wyeliminować "przypadkowe" wygrane.
- zwycięzca półfinału walczy ze zwycięzcą drugiego półfinału (tzw. finał ;> ), a przegrany z drugim przegranym walczy o trzecie miejsce.
Uff, sporo coś tych zasad ;). Teraz czas na to, co quakofile lubią najbardziej, czyli- NAGRODY!
- za trzecie miejsce karta 5-ciogodzinna do wykorzystania w kafejce;
- za drugie miejsce 10 godzin młócenia w w/w kafejce ;) ;
- no i za pierwsze miejsce, hmm to trochę skomplikowane. W młodszej groopie modemik, a w starszej radyjko. Właściwie to jest tak: zwycięzca z młodszej grupy MOŻE walczyć z miszczem starszej grupy o radyjko. Jak przegra, dostanie modemik (a raczej: modemiq), a jak wygra- radyjo ;).
A TERAZ PORA NA TO, CO QUAKEOFILE LUBIĄ NAJBARDZIEJ, CZYLI PRZEBIEG IMPREZY!!!
Tak więc do kafejki przybyłem gdzieś koło 13:30. Sam turniej miał się rozpocząć o 14:00. Właściwie, to zapisy trwały "do wczoraj", ale dzięki uprzejmości organizatora ;], zdążyłem jeszcze się załapać. Koło 14:00 odczytano listę graczy, kto z kim i kiedy będzie walczył itp. Pierwszy dedmecz miałem stoczyć z jakimiś trzema bliżej mi nie znanymi gostkami. Jak ich zobaczyłem, to... hmmm... zdziwiłem się. Mieli tak na oko jakieś 10 lat, a jeden to chyba 14 (wow! ;)).Zniechęcony, poszedłem do sklepu kupić sobie hot-doga ;). Potem postanowiłem popatzeć, jak grają inni. Cóż, ich poziom był, nawiasem mówiąc, niezbyt wygórowany. W zasadzie to było chyba dwóch (konkretnie: Dante&Executor) niezłych graczy. Ale, co się dziwić- wstęp był przecież za friqo. Przyszedł czas na moją walkę. Usiadłem se wygodnie i popatrzyłem na szczerzących zęby moich, hmm, przeciwników. "Nie wiedzą co ich czeka"- pomyślałem i założyłem na łeb słuchawki.Były nawet ok., myszka Logitecha, klawiaturka też może być... FIGHT! Rozległ się znajomy głos i... SHiELDER entered the game! ;]. Pojawiłem się niedaleko Quada, zgarnąłem RL'a i zaczęło się fragowanie ;). Cóż, poszło gładko, jeśli wiecie co mam na myśli. Z wynikiem jakichś 80-ciu frag (rekord tego turnieju...) spokojnie zakwalifikowałem się do drugiej rundy. Dodam, że drugie miejsce zajął gość z 16-toma fragami :\. No comments. Podobnie poszło w następnych trzech dedmeczykach. Nie będę tu ich dłużej opisywał, bo to nie ma sensu. Do półfinału weszli: Dante (ofkoz), Executor i... nie pamiętam xywy ;). Dante po prostu rozwalił swojego przeciwnika, a ja walczyłem z Executorem. Wyniki meczów: 10:-1 i 10:-1. Zgadnijecie dla kogo? Dla mnie, a jak ;). Potem dowiedziałem się, że Executor NIE MA NAWET na chacie Q3, tylko cały czas napieprza w UT (a, ofkoz trochę trenował na Q3 teście, ale tam nawet nie było DM13!). Qrde, podziwiam tego gościa. Nieważne. Potem Executor wygrał mecz o 3-cie miejsce i stał się dumnym posiadaczem 5-ciogodzinnej karty do wykorzystania w kafejce ;). No i, normalnie, finał do cholery ;). W praawyyym narożniku SHiEEEELDEEER,aaa w leewyyym Daaanteeee!!! Ups, nie ten sport ;). Cóż, muszę pwiedzieć, że Dante był cholernie dobry. Mapkę znał lepiej ode mnie (ja po prostu nie grywam na DM13 i już!), a i taktykę&umiejętności strzeleckie miał "nienajgorsze". Nie podobała mi się tylko jedna rzecz: DLACZEGO DO CHOLERY GRALIŚMY Z QUADEM?! Niestety, pomimo naszych protestów, tak właśnie było. KTO TO WIDZIAŁ WALKĘ 1vs1 z Quadem?! Qpa, pomyślałem, co mam do stracenia. Dedmecz był strasznie wyrównany, praktycznie trudno było się nam sfragować w otwartej walce (no bo, jak healthów mało, to się za*** po apteczkę&megasa&armor). Problemów z unikaniem rakiet tez nie mieliśmy... Tak więc nasza walka ograniczała się praktycznie do czyhania na Quada i gonienia z nim przez pół planszy przeciwnika (albo, gdy to ja byłem w gorszej sytuacji [czyt. TO ON MIAŁ QUADA]) wiania gdzie pieprz rośnie ;). Było mnie więcej tak: jak on mnie sfragował, to ja go za karę zepchnąłem (rakietką ;> ) do lawy i biedny Dante tracił zarobionego fraga ;]. Ofkoz, on mi też nie pozostawał dłużny... I tak to w przybliżeniu wyglądało. W końcu Gościu_Prowadzący_Turniej (tzw. pracowniq qafejqi ;> ) u stalił timelimit do 10 minut. To były emocje: po dziewięciu minutach, jak prowadziłem dosłownie jedną (czy dwiema) fragą, miałem tylko nadzieję, żebym nie był przypatkiem "Almost dogged by Dante's rocket" ;>. Ale... udało się :D. Wygrałem dwa dedmecze (nie pamiętam wyniku, ale było to coś koło np. 2:3 [!]), zgarnąłem Spirita (modem ofkoz ;] ), a Dante (SALUTE!) dziesięciogodzinną młóckę w kafejce. Mogłem walczyć o radyjqo (nie chwaląc się, pewnie bym wygrał ;> ), ale odstąpiłem je zwycięzcy ze starszej groopy (dla quakofila modemiq lepszy). Turniej skończył się po 21:00, a samotny wojownik SHiELDER udałsię w stronę zachodzącego słońca... Yeah, whatever.
|
|