Tfa tysiace jeden.... jesuuuuuuuu!!! Zayebisty roq ;D
QUAKEPOCALYPSE #1
Text by [ Luke ]

To, co macie przed sobą, to totalna konwersja Matrixa na Quake'a. Będę ją pisał przez parę odcinków fppzone, gdyż przerobiony będzie dokładnie CAŁY film, linijka po linijce. Nie dziwcie się, że dialogi są tak czy inaczej zmienione (i niektóre motywy słowne, które z pewnością dostrzeżecie ;), cały tekst jest pełen takich kfiatkoof ;)) - nie chciałem zrzynać wszystkiego na chama, bo byłoby to za łatwe, a poza tym boję się popaść w konflikt z prawem ;) (wiecie, prawa autorskie itp... nie wiem jak to funkcjonuje, ale wolałem na wszelki wypadek jednak nie rozjeżdzać go po całej linii ;)). Oki, no to do dzieła! :)

PART ONE

Późny wieczór... Q3Tourney2, jeden z amerykańskich serwerów... Z pozoru całkowicie opustoszały, jednak po dokładnym przyjrzeniu się można dostrzec obecność dwóch rozmawiających spectatorów...

- Co?
- Wszystko w porządku?
- Chyba nie ty miałaś mnie zmienić?
- Wiem, ale sama chciałam.
- Podoba ci się? Lubisz go podglądać?
- Nie rozśmieszaj mnie...
- Zabijemy go.
- Nie! M0REPH300SH uważa, że to jest ON...
- A ty?
- Moje zdanie nie ma tu znaczenia... Słyszałeś to?
- Co?
- Jesteś pewien, że połączenie jest czyste?
- Ofkoz!
- Lepiej już spadam...

Jeden ze spectatorów wszedł do gry, podczas gdy drugi za wczasu się ulotnił. Okazało się, że tym pierwszym jest młoda dziewczyna w obcisłym kombinezonie. Od razu po dostaniu się na mapę ruszyła w kierunku pobliskiego teleportu. Gdy znajdowała się zaledwie parę kroków od niego, usłyszała za sobą okrzyk:

- Stój! Ręce na głowę! Rób co mówię!...

Tymczasem na drugiej części planszy znadowały się już posiłki. Po chwili jednak do gry dołączyły się cztery nowe osoby...

- Poruczniku! - rzekł koleś w czarnym garniturku i z przyciemnianymi szkiełkami na oczach.
- Cholera... - szepnął dowódca oddziału posiłkowego.
- Poruczniku. Chyba dotarły do pana rozkazy z góry?
- Hej! Ja robię tylko to co do mnie należy. Nikt mi nie musi mówić jak mam postępować.
- Rozkazy miały za zadanie pana chronić.
- Chyba mi pan nie powie że nie poradzimy sobie z jedną babką?... Wysłałem tam dwa teamy. Zaraz będziemy ją mieli.
- Niestety obawiam się, że pańscy ludzie już nie żyją.

W międzyczasie okazało się, że nasza piękność wpadła w zasadzkę. Do pomieszczenia, w którym się znajdowała, wparowało trzech wojowników porządku i rozpoczęło standardową procedurę aresztowania. Nie spodziewali się oni jednak, że nie mają do czynienia ze zwykłą osobą. Niesposób przedstawić wyraz ich min, kiedy ujrzeli, jak pozornie bezbronna panienka wyskakuje na wysokość trzech metrów i, zastygając w powietrzu, wystrzeliwuje dziesięć rakiet w kierunku jednego z funkcjonariuszy w przeciągu pół sekundy. Po chwili ściany pomieszczenia pokryły się szczątkami zabitego oraz hektolitrami jego krwi. Przez moment koledzy tamtego stali w bezruchu i nie byli w stanie powiedzieć słowa, jednak po paru sekundach zaczęli ładować we fruwającą laskę ze swoich mashinegunów. Ta w odpowiedzi doskoczyła do ściany, następnie zaczęła po niej biec, aby po chwili paroma większymi skokami pokonać całą długość parunastometrowego sufitu. Jednak po chwili zeskoczyła z powrotem na ziemię i zaczęła grzać od tyłu spawarą w obu kolesi, którzy po chwili nieżywi padli na zakrwawioną podłogę...

- ...Cholera... - mruknęła tajemnicza piękność. - M0REPH300SH, ktoś nas podsłuchiwał.
- Wiem. Ale teraz nie mamy czasu. Musisz znaleźć jakieś inne przejście.
- A agenci?...
- Są.
- Szlag by to trafił!
- Skup się, Tr1n1tY... Po drugiej stronie mapy jest kolejny teleport. Uda ci się...
- W porządku.
- Idź!

No i ruszyła. Jednak podczas przemierzania jednego z bocznych korytarzy prowadzących schodami do drugiej części mapy wpadła na oddział facetów w czerni oraz posiłki policyjne. Natychmiast zmieniła kierunek biegu, postanawiając wykorzystać drugi taki sam korytarz po drugiej stronie. Wykorzystując bardzo szybkie strafe-jumpy przeskoczyła odległość ok. 40 metrów w przeciągu zaledwie niecałych trzech sekund. Jednak agenci wcale nie pozostawali w tyle i zaczęli ją nawet powoli doganiać. Jedynie gliny odpadły w połowie drogi zdawając sobie sprawę, że i tak ich nie dogonią. Dali więc sobie spokój i najnormalniej w świecie wyszli z gry.

Jednak pościg trwał nadal. Tr1n1tY po dotarciu do drugiego korytarza wykorzystała na schodach double-jump i jednym skokiem przeskoczyła 5 metrów wzdłuż i wzwyż. Sztuczka ta nie zdała się niestety na wiele, gdyż agenci potrafili zrobić to samo. Po wparowaniu do pomieszczenia odwróciła się i wycelowała z shotguna w wyjście z korytarza, czekając za nadbiegających.

- Rusz się, dzieczyno... Rusz się! - powiedziała sama do siebie.
Kiedy po paru sekundach ich nie dostrzegła, rzuciła się do pobliskego teleportu. W chwili, kiedy weń wskakiwała, kątem oka zobaczyła agentów znajdujących się przy wyjściu z drugiego korytarza oraz lecącą w jej kierunku rakietę. Jeszcze tylko chwila, jeszcze pół sekundy! Jednak rakietka zbliżała się coraz szybciej. Chwila ta zdawała się trwać wieczność. I wreszcie! Tr1n1tY udało się wejść w teleport i prawie w tym samym momencie pocisk trafił w znajdujący się przed nim fragment podłogi...

- Uciekła - rzekł jeden z bliźniaczo do siebie podobnych kolesi w czarnych garniturach.
- Nieważne - powiedział drugi - Informator miał rację.
- Tak. Mamy informacje o następnym celu.
- Hmm... Niejaki N30.

Ten sam dzień, parę godzin później. Serwer jednego z licznych mieszkańców Północnego Sektora, standardowe mieszkanie oparte na strukturze Q3DM0. W środku, w głównym korytarzu można zobaczyć spiącego młodego kolesia oraz pracujący obok konsolowy terminal. W pewnej chwili na jego ekranie otwiera się czarne okno i pojawia się napis:

- OBUDŹ SIĘ, N30.

Towarzyszący się pojawieniu tego komunikatu dźwięk obudził śpiącego, który po chwili spojrzał na ekran.

- Co?... - wyszeptał.
- QUATRIX HAS JU!...
- Qrde, co jest?... - zaczął się poważnie dziwić.
- FALOŁ DE ŁAJT KAŁ...
- Że co?!!!
- PUK, PUK, N30...

W tej chwili N30 usłyszał dźwięk symulujący pukanie - ktoś się próbuje dostać przez portal na mapę!

- Kto tam?!
- CH01... - odezwał się głos w przekaźniku fonicznyn przy wejściu.
- Właź! - krzyknął N30, następnie podszedł do terminala i wyłączył zabezpieczenie. Po chwili osoba, do której należał owy głos, pojawiła się na mapie, razem z wytatuowaną od pasa wzwyż pacjentką oraz pokłutym, przybladłym chudzielcem.
- Masz forsę? - przywitał nowo przybyłego właściciel "mieszkania".
- Dwa kawałki.
- Poczekaj - powiedział N30, po czym ponownie ruszył w kierunku terminala. Moment później w konsoli zaczęły się pojawiać dziwne literki i cyferki, przeskakujące tak przez jakieś trzy sekundy.
- Dzięki stary! Uratowałeś mnie... Jesteś moim prywatnym Jezusem Chrystusem.
- ...Ale wiesz co masz robić? Jak cię złapią gliny to...
- Wiem, wiem... My się nie znamy. A ty nie istniejesz... Słuchaj, coś dzisiaj wyglądasz bledziej niż zwykle. Wszystko ok?
- Miałeś kiedyś uczucie, że tak naprawdę nie jesteś pewien, czy już się obudziłeś czy nadal śpisz?
- Cały czas... To się nazywa medikit. Prawdziwy odlot... Wiesz co, stary? Może byś się na chwilę odłączył od tego kompjuterka. Powinieneś gdzieś pójść i trochę się zabawić... Co ty na to? - zwrócił się do obtatuowanej przyjaciółki - Weźmiemy go?
- Oczywiście - odrzekła.
- Dzisiaj nie mogę - sprzeciwił się N30 - Jutro mam robotę w klanie.
- No chodź - dalej go przekonywała kumpelka CH01ego - Będzie fajnie, zobaczysz.

Zakłopotany N30 zaczął obracać oczami i właśnie wtedy ujrzał na ramieniu dziewczyny tatuaż białej krowy w czarne ciapki... "ŁAJT KAŁ.." - pomyślał - "...biała krowa!".

- Dobra, idę!

I tak cała czwórka przeniosła się na jeden z największych serwów dyskotekowych, ustawiony oczywiście na Q3DM16. Większość ludzia opanowała dolne partie mapki, na górze - pod gołym niebem - można było spotkać jedynie pojedyncze pary oraz kolesi palących w spokoju fajki. Tłum bawił się przy metalowej muzyce słuchając zapętlonej playlisty sześciu utworów Sonic Mayhem - innych nie było. N30 wraz ze swoją paczką przedarli się przez tłum, aby dotrzeć do bufetu, gdzie podawano syntetyczne filety z dorszy. Tam czwórka się rozdzieliła i zaczęła szukać znajomych twarzy. Niestety mało towarzyski N30 nikogo tutaj nie znał, więc po prostu błąkał się po kątach szukając jakiegoś spokojniejszego skrawka mapy.

- Cześć N30 - usłyszał nagle za sobą kobiecy głos. Odwrócił się i ujrzał wy...strzałową laskę, ubraną w ciasny czarny kombinezonek.
- Skąd znasz moje imię?!
- Wiem dużo o tobie...
- Kim jesteś?
- Nazywam się Tr1n1tY.
- Tr1n1ty?! TEN... tzn. TA Tr1n1tY, która się włamała do serwa zarządu rozgrywek ligowych?
- To już minione dzieje...
- Qrde...
- Co?
- No, cały czas myślałem, że Tr1n1tY to facet.
- Tak jak większość innych hackerów.
- To ty się podłączyłaś do mojego kompa? Jakim cudem?...
- Teraz jedyne, co Ci mogę powiedzieć to to, że jesteś w wielkim niebezpieczeństwie. Znalazłeś się tutaj, bo chciałam cię ostrzec...
- Ale przed kim?
- Oni cię obserwują...
- Kto?!
- Posłuchaj... Wiem, co robiłeś, czemu nie możesz spać... Czemu jesteś sam jak palec i co noc siedzisz przez swoim kompem. Szukasz go. Wiem to, bo ja też go kiedyś szukałam. Ale on mnie znalazł pierwszy, i powiedział mi, że tak naprawdę nie jego szukałam - szukałam odpowiedzi. Odpowiedzi na pytanie, które cię tutaj przywiodło. Wiesz co to za pytanie?
- Czym jest Quatrix?
- Odpowiedz jest gdzieś tam... Czeka na ciebie, N30. I jeśli będziesz tego wystarczająco chciał, znajdziesz ją...

Siódma rano, serwer mieszkalny śpiącego teraz po "przebalowanej" nocy N30... Który nagle się budzi i niemrawo spogląda na zegarek terminala.

- Cholera... Cholera!

Chwilę później zaspany jeszcze N30 ładuje się na serwer zarządu swojego klanu, gdzie pracuje od paru lat. Serwer, tak jak większość cyberbiurowców, oparty jest na Q3DM17. Po dostaniu się do środka rzuca się w kierunku stanowiska dyrektora R31N3H34RT'a.

- Ma pan problem, panie 4ND3R50N... - rozpoczął rozmowę dyrektor - Myśli pan, że jest wyjątkowy, że nasze reguły w jakiś sposób pana nie dotyczą... Jednak jest pan w błędzie. Nasz klan jest jednym z najlepszych na świecie... A to dlatego, że każdy z jego członków stosuje się do reguł w nim obowiązujących. Jeśli ktoś ma problem, ma go także cały klan... Musi pan teraz dokonać wyboru. Będzie się pan stawiał w zarządzie na czas albo poszuka pan sobie innego klanu. Czy wyrażam się jasno?
- Tak, panie R31NH34RT, jasno. - przytaknął N30, poczym ruszył w kierunku swojego stanowiska. Siedział tam tak sobie przez chwilę i rozmyślał. Ciszę przerwał mu dostawca:
- TH0M45 4ND3R50N?
- Tak, to ja...
- Przesyłka dla pana.

N30 otworzył wręczoną mu paczkę. Znajdował się w nim międzyserwerowy przekaźnik, który nagle zaczął dzwonić.

- Halo?... - powiedział w kierunku przekaźnika zdezorientowany N30.
- Witaj, N30. Czy wiesz, kto mówi?
- M0REPH300SH?
- Tak... Szukałem cię, N30. Nie jestem pewien, czy będziesz gotów zrozumieć to, co chcę ci pokazać, ale nie mamy czasu. Idą po ciebie, N30, i nie wiem co zamierzają zrobić!
- Ale kto idzie?
- Wstań i zobacz sam.
- Teraz?
- Tak... Spójrz w stronę jumppada.

Zdołowany N30 wyjrzał za swoje stanowisko i looknął przed siebie. Ujrzał paru kolesi ubranych w czarne garnitury. Słyszał już o nich - nazywają ich agentami. Pojawiają się zawsze tam, gdzie dzieje się coś wielkiego... I dzisiaj pojawili się tutaj.

- O cholera!!!
- Tak - odezwał się spokojnie głos z przekaźnika.
- Czego oni tutaj szukają?!
- Nie wiem... Ale jeśli nie chcesz się przekonać, radzę ci uciekać.
- Jak?!
- Pomoge ci, ale musisz robić dokładnie to, co ci powiem. Na samym dole planszy znajduje się pięć jumppadów.
- Ale co jeśli...
- Idź tam... Teraz!

N30 wybiegł ze swojego stanowiska i kucając zeskoczył w dół, udając się w kierunku wyznaczonym przez M0REPH300SH'a. Następnie schował się pod fragmentem platformy, z której uciekł.

- Poczekaj tu chwilę...... A teraz idź w kierunku jumppada wysuniętego na południe względem osi symetrii mapy.

Po chwili:

- Dobra, co teraz?
- Wskocz na jumppada. Polecisz w górę i odbijesz się od innego jummpada, znajdującego się w powietrzu. Ten z kolei wyśle cię na najwyższą platformę, gdzie znajduje się teleport. Dzięki niemu wydostaniesz się z tego serwera.
- Qrde, chyba ci odbiło! To jest chore, mogę się zabić!!!
- Z tej mapy są tylko dwa wyjścia. Jedno masz nad sobą, a drugie towarzystwie agentów z kajdankami na rękach. Wybór należy do ciebie...
- To jakieś nieporozumienie... - szeptał do siebie N30 - Dlaczego ja? Co ja zrobiłem? Przecież jestem nikim. Nie, nie dam rady!

I w tej chwili na dół spadli czterej agenci. Natychmiast okrążyli naszego bohatera i bez zbędnych pytań założyli mu kajdanki.

- Cholera! - szepnęła Tr1n1tY, która w ukryciu czekała już na N30 na najwyższej platfomie tuż przy teleporcie, obserwując co się dzieje na dole - Niedobrze...

CDN.