    
VIRTUAL REALITY
Text by [ Luke ]
Wyobraźcie sobie taką sytuację: jest początek lipca (hehe, kiedy ja to pisze to tak jest naprawdę :)), jednak pomimo faktu, że wakacje już dawno się rozpoczęły, pogoda jest fatalna - bez przerwy pada deszcz. Siedzicie w chacie... Sami, bo starych nie ma, a i bracholka/siorkę też gdzieś wcięło... Nudno jak cholera. Wyglądacie przez okno i obserwujecie jak krople roztworu wody i kwasu siarkowego spływają po szybach i robią dziury w doniczkach na balkonie... Zaczynacie więc wydzwaniać do qumpli, mając nadzieję, że do któregoś z nich możnabyłoby wyskoczyć. Jednak nic z tego, bo ci albo wyjechali na obóz krawiecki albo poszli gdzieś z rodzinką do lasu polować na dzikie chomiki (pewnie już zmokli). Nie ma wyjścia, trzeba włączyć TV. Jednak okazuje się, że w telewizji nie ma nic ciekawego - jedyne, co można obejrzeć to albo 2034-ty odcinek brazylijskiej telenoweli pt. "Kunegunda" albo telesklep, w którym od jakichś dwóch godzin bez przerwy reklamują ergonomiczny, wielofunkcyjny klucz francuski, do nabycia za jedyne 199zł. Jeeezu, jedyne co ci pozostało to znaleźć grubszy sznur, przywiązać do żerandola i się powiesić... Jednak nagle przypominasz sobie, że w twoim pokoju znajduje się szare metalowe pudło, do którego podłączone są głośniczki, monitor, klawiatura, mysz oraz parę innych rzeczy. Włączasz więc to pudło i rzucasz się na swoją ulubioną gierę. Po dwóch minutach prędkość bicia serca powróciła do normalnego stanu 200/min, a ty, rozwalając kolejne zastępy zielonych ufoków zdajesz sobie sprawę, że życie jednak nie jest takie fatalne.
Kiedyś ktoś bardzo mądry powiedział, że życie jest jak papier toaletowy - długie, szare i do doopy. Nie chcę tutaj bynajmniej nikogo rozśmieszać, bo najprawdopodobniej 98% z was już to coś słyszało. Chcę tylko powiedzieć, że ten człowiek miał w zupełności rację! Być może jestem trochę zbyt pesymistyczny, jednak nie da się ukryć, że nie składają się na nie pasma wielkich, pasjonujących przygód. Życie osobnika nastoletniego przedstawia się bowiem następująco - budzimy się, idziemy do budy, wracamy z budy, zasiadamy do kompa, oglądamy tv, wychodzimy na dwór, wracamy, odrabiamy lejby i idziemy spać... I tak w kółko... TOTALNA NUDA! Nie dużo lepiej mają dorośli, nie mówiąc już o emerytach. I to nie tylko problem XX wieku - ludzie już od dawna zdawali sobie z tego sprawę. Dlatego w ich wyobraźni zaczęły się rodzić wizje życia pełnego niezwykłych przygód. Przez długi okres myśli te przechowywane były wyłącznie w mózgach osób, w których powstały. Jednak po pewnym czasie ludzie zaczęli za pomocą różnych narzędzi rysować obrazy, komponować jakieś utwory i - w końcu - pisać książki. Te ostatnie były chyba najlepszymi "przekaźnikami" wizji marzycieli, gdyż dzięki nim inne osoby, czytające ich dzieła, mogli za pomocą wyobraźni przeżywać to samo, co fikcyjni bohaterowie. Zapytacie się pewnie, co to ma do gier FPP i w ogóle do gier. Czytajcie dalej, a się przekonacie... A więc książka jako medium przez długi czas wiodła prym. Dopiero pod koniec wieku XIX powstała taka rzecz, która się nazywa kinematografią - wtedy to bowiem zaczęły powstawać pierwsze filmy. Był to niezwykły krok na przód, gdyż ludzie nie musieli już sobie niczego wyobrażać - wszystko mieli od razu podane na tacy. Największe pole do popisu mieli tutaj reżyserzy filmów SF, gdyż czytając książki o tej tematyce ludziom trudno było sobie wyobrazić to, o czym myśleli ich autorzy - w filmie nie był to już problem odbiorcy, tylko twórcy. Pod koniec drugiej połowy naszego wieku narodziły się maszyny, które są uważane za największy jego wynalazek. Były to oczywiście komputery. Na początku miały one naprawdę gigantyczne rozmiary, a ich moc obliczeniową można porównać do mocy procka obecnej suszarki do włosów. Z początku służyły one wyłącznie do wykonywania obliczeń matematycznych i było tak przez stosunkowo długi czas. Dopiero po upływie coś około ćwierć wieku powstała pierwsza GRA KOMPUTEROWA. Przypominała ona grę w tenisa... chyba wszyscy wiedzą o co chodzi. Rozwój gier komputerowych następował wyjątkowo szybko. Z początkowego trybu tekstowego po pewnym czasie przerzucono się na tryb graficzny. Dzięki powstawaniu szybszego sprzętu gry również stawały się coraz lepsze (m.in. dodano kolorową grafikę). Jednak co tak naprawdę zadecydowało o ich popularności? Bo dłuższym zastanowieniu można stwierdzić, że jest to to samo, co kiedyś przyciągało do książek no i nadal przyciąga do filmów. Tyle że teraz nie jesteśmy biernymi obserwatorami wydarzeń - teraz sami bierzemy w nich udział! To jest właśnie w nich najlepsze. Nie chodzi tutaj tylko o jakieś opowieści i historie, tylko o wszystko, co jest oderwaniem od szarej i ponurej rzeczywistości. I dlatego miliony ludzi na całym świecie zacinają w shootery, erpegi i inne giery!!!
Ostatnio przełaziłem sobie Fallouta 2. Już byłem przy końcu, jednak coś mi się rypnęło i musiałem zrobić reinstalkę. Ale nie o to chodzi... W każdym razie siedzę sobie przed kompem i zacinam w tego świetnego erpega. Ratuję świat przed zagładą... Nagle wyglądam przez okno - i co widzę? Jakiś staruszek w brązowej bluzeczce naprawia swojego trabancika, z kolei nieznana mi bliżej pani w średnim wieku męczy się z 50 kg zakupów. A ja tutaj siedzę i ratuję świat!!! Ale w końcu to FPPZone, więc wypadałoby przytoczyć jakiś przykład z gier FPP. No, to było już jakiś czas temu - przełaziłem Unreala. Na dodatek w nocy. Tak więc przechodzę przez kolejne plansze, gubiąc się w tych wszystkich labiryntach przejść i korytarzy, zabijając hordy Skaajrów. Nagle trafiam na książeczkę i na HUDzie zaczyna mi migać znaczek elektronicznego tłumacza. Tak więc wciskam TAB, czytam text, który ukazał mi się na monitorze i dowiaduje się, że tutaj ukrywali się ludzie przez ciągle nacierającymi zastępami alienów. Przechodzę przez drzwi... Myślę sobie "ale ciemno"... Nagle ze wszystkich stron zaczynają mnie atakować te paskudne ufoki. Przez jakieś dwie minuty udawało mi się odpierać ich natarcia, jednak mimo to pojawiało się ich coraz więcej, a mi już zaczęła się kończyć amunicja. W końcu zostałem tylko ze słabiutkim samoregenerującym się blasterkiem. Po paru oddanych strzałach padłem na ziemię... Nie żyłem. I w tej chwili ocknąłem się. Rozejrzałem się wokoło, tyle że już w rzeczywistości. Widzę śpiącego bracholka oraz zegarek elektroniczny, który wskazywał godzinę 05:42. Wyglądam za okno - zupełnie jasno. Na ulicy jakieś wrony wcinają kawałek zepsutej ryby. Służby porządkowe zabrały się do roboty i zaczęły zamiatać chodniki i klatki schodowe w sąsiednich blokach. Po chwili spoglądam na monitor. Przecież ja przed chwilą umarłem!!! Albo np. Q3. Idę właśnie ciasnym, słabo oświetlonym korytarzem. Nagle w oddali spostrzegłem, że coś się rusza. Zmieniłem więc broń na raila i zrobiłem zoom. I co widzę? Innego gracza, stojącego nieruchomo w miejscu. Już miałem nacisnąć na lewy przycisk myszy, gdy nagle koleś strafuje w lewo i zaczyna we mnie naparzać z plasmaguna. Starałem się jeszcze raz złapać go na celownik, jednak jemu udało się uciec w boczne przejście. Idę więc za nim. Korytarz jest naprawdę długi i naprawdę ciemny. Słyszę własne kroki, trzymam nerwowo palec na przycisku fire. Już miałem skręcić w korytarz, gdzie uciekła mi moja niedoszła ofiara, gdy nagle obrywam w plechy z raila. Padam na ziemię. Jeszcze tylko widok na kolesia, który mnie kropnął. Okazało się, że był to ten sam, którego wcześniej ja chciałem ukatrupić! Odwracam więc oczy od monitora i spoglądam na sąsiednie stanowisko w kafjce internetowej. Przez chwilę patrzę się na twarz siedzącego przy nim chłopaka i mówię: "Orzesz ty!!!"... Ludzie, właśnie to jest magia gier komputerowych! To właśnie to nie pozwala oderwać wzroku od ekranu dopóki nie ukończy się jakiegoś levelu czy planszy! I to właśnie dzięki temu życie normalnego, prostego człowieczka jak moje czy wasze nabiera jakiegoś koloru i przestaje być tylko jednym z odcieni szarości!!!
Oglądaliście MATRIX'a? A pamiętacie w ogóle, co to jest ten matrix? To jest ta alternatywna rzeczywistość, w której ludzie żyli innym życiem, choć tak naprawdę byli tylko "warzywami" chodowanymi na potrzeby komputerów. No, coś w tym stylu... Nie można tutaj nie skojarzyć faktu, że w rzeczywistym świecie takim matrixem są gry komputerowe, a świat poza nim to normalne życie. Tyle że pomyślcie - gdzie wolelibyście żyć - w matrixie czy poza nim? Czy tego chcemy czy też nie, życie nie jest takie ciekawe, jak byśmy tego sobie życzyli. Tylko niektórych stać na jego urozmaicenie - inni muszą się właśnie zadowolić rzeczywistością alternatywną - WIRTUALNĄ...
Wiem, że ten art może wam się wydawać trochę dziwny. O niczym konkretnym tak naprawdę nie traktuje i nie ma jakiegoś prawdziwego sensu. Jest to po prostu zbiór myśli, które przyszły mi do głowy pewnego deszczowego, lipcowego wieczoru :). Jutro i tak mi przejdzie, ale nie chciałem zmarnować natchnienia... Wiem, że już parę podobnych textów zostało zamieszczonych na łamach FZ, jednak mimo to chciałem się z wami podzielić moimi myślami na temat tego, czym według mnie są gry komputerowe.
|
|