QUAKE3 - NAJLEPSZY SPORT #1
Text by [ SweepeR ]

Właśnie skończyłem lekturę grudniowego CD-ACTION. Zainspirował mnie list niejakiej Anki "5against1" (qrde, słyszałem o rozdwojeniu jaźni, ale żeby o rozpięcior...tfu...rozpięcieniu (or something)...;P) Cichockiej, w którym pisze, że znudziło jej się granie na komputerze. Wspomniała tam także o QUAKE'u (m.in. dlatego zwróciłem na ten list uwagę :D). Powiem Wam, że czuję się obecnie dokładnie tak samo jak koleżanka. Kiedy mnie napadło, to zrobiłem na twardzielu inkwizycję, na skutek czego jedynymi gierkami jakie na nim zostały są QUAKE, QUAKE3 oraz BALDUR's GATE, ICEWIND DALE, a ostatnio wepchał się BALDUR'S GATE 2. Zastanawiacie się pewnie, co koleś, któremu znudziło się granie, robi w magu o gierach... Coż, widzicie, ja na to patrzę trochę inaczej, chciałbym Wam pokazać jak.

Może się zdziwicie (choć podejrzewam, że część z Was się ode mnie zbytnio nie różni w tej kwestii), ale ja QUAKE'a traktuję jak dyscyplinę sportową. Może nie normalną, ale z pewnością interesującą. Krzykniecie zaraz: "Na stos z heretykiem!". Jeśli sport kojarzy Wam się z wysiłkiem fizycznym, zmęczeniem, potem, adrenaliną (sporty ekstremalne), to spójrzcie w stronę szachistów, czy brydżistów (?) i ich też wpakujcie na ten stos. "Kwakanie" ;P postawiłbym obok tych dwóch konkurencji, gdyż częściowo je przypomina. Jeśli powyższe Was nie przekonuje, to przeanalizujmy dokładnie QUAKE'a:

- PYTANIE: Czy przy grze w QUAKE trzeba się fizycznie wysilać?
ODPOWIEDŹ: Tak. Trzeba mieć dobrze wyćwiczone mięśnie nadgarstków (hmm, ciekawe przez co...?), aby sprawnie przesuwać myszkę po podkładce. Poza tym ciągłe siedzenie w jednej pozycji też wymaga nie lada krzepy.
- PYTANIE: Czy gra w QUAKE jest męcząca?
ODPOWIEDŹ: I to jak... Chociażby wspomnieć machanie myszką czy ciągłe siedzenie w jednej pozycji. Poza tym pomyślcie, czy nie jest męczącym wstać o 5 rano, przejechać "kaszlakiem" (bądź w przypadku zamożniejszych graczy, samochodem);P 500 kilometrów, stawić się w południe na turniej, grać ciągle z coraz lepszymi przeciwnikami, by w końcu doczołgać się do finału, który rozgrywany jest o 6 rano (vide Siemianowice), i z ciężkim, nowiusieńskim komputerm wrócić z powrotem do miejsca zamieszkania? Czysty relaks, nieprawdaż?
- PYTANIE: Czy kłejkerzy się pocą?
ODPOWIEDŹ: Nie radziłbym sprawdzać, ale jeśli już ktoś chc, to niech wybierze się na jakiś dwudniowy turniej z noclegiem i niech wytrzyma w nocy. Większość graczy to młodzi faceci w okresie dojrzewania, a chyba nie muszę pisać co to znaczy... Zastanawiacię się czemu wszyscy kłejkowcy wożą ze sobą myszki? Otóż są oni na tyle dobrze wychowani, że nie chcą zabrudzić nikomu przyrządu tak ważnego w grze.
- PYTANIE: A jak z adrenaliną?
ODPOWIEDŹ: Uuu. Te ekscytujące mecze, coraz lepsi i nieprzywidywalni przeciwnicy... No i jakość łącza :\ Aha, zapomniałem o czymś tak bardzo podnoszącym adrenalinę we krwi "kwakera" (choć nie tylko), a mianowicie o wywiadówkach w szkole. Takie jedno spotkanie pewnej osoby z nauczycielem, może zaważyć na całej karierze młodego talentu!!! Szczęście mają Ci, którzy okres szkolny mają już za sobą.

Jak więc widzicie, QUAKE spełnia wszystkie warunki, aby być uznawanym za sport. Do tego dochodzi jeszcze parę innych czynników, które nie koniecznie muszą dotyczyć każdego sportu.
- W QUAKE'u bardzo wysila się umysł. "Liczenie zbroi", lokalizowanie przeciwnika, ciągłe nasłuchiwanie, czy obmyślanie doskonalszej taktyki, umożliwiającej bycie nieprzewidywalnym, powoduje, że mózg, podczas jednego zwykłego meczy chodzi na najwyższych obrotach i potrzebuje większej ilości wentylatorów niż twój wysłużony Celeron 300, podkręcony na 500.
- Może to się wyda dziwne, ale przy grze w QUAKE'a przydałoby się być silnym. Otóż czasami zdarza się taka sytuacja, że trzeba znokautować przeciwnika, który siedzi przy komputerze obok. Szybki ruch ręką na wysokości głowy powinien załatwić sprawę i będzie można sobie bez problemu odrobić fragi, ale jeśli okaże się, że przeciwnik waży dwa razy więcej niż ty i jest cały łysy, a obok stoi jego ulubiona zabawka - kij bejsbolowy - to radzę szybko uciekać. Aby jednak zapobiec takiej sytuacji, trzeba odwiedzać częściej siłownię.
Dobra, jak pewnie zauważyliście, wygłupiam się trochę. Ale co mam poradzić - o tej godzinie, o której ja to piszę, też byście takie brednie wymyślali. Ale spoko, w następnej części tego artykułu (czyt. za miesiąc), przedstawię Wam dlaczego NAPRAWDĘ Quake jest dla mnie sportem. Pokażę Wam jak na nim można zarobić. Do zobaczenia za miesiąc, a teraz idę spać.