Opis Map #6
Text by [ Luke ]
Eeee... Hmmm... No nie no, na wstęp chyba nic nie wymyślę. Dobra, dzisiejszy odcinek będzie bez wstępu :).
hcdm3.bsp - "Hypochodrium"
[q1screen6.jpg]
Jakiś czas temu opisywałem mapkę duelową grupy Hot Cakes. Dzisiaj przyszła kolej na inne ich dzieło - "Hypochondrium". I tym razem jest to plansza przeznaczona na dueliki oraz małe deathmatche, jednak - IMHO - grywalnością ustępuje nieco "Chocolate Biscuit". Co nie znaczy oczywiście, że jest słaba, skądże znowu ;). Po prostu gra się na niej bardziej "leniwie" - ot takie sobie pykadełko.
Konstrukcyjnie mapka prezentuje się wyśmienicie. Przestronne pokoje, świetnie ze sobą połączone; zakręcona struktura, estetyka i dokładność... Czego chcieć więcej? No dobra, tyle że nie jest to jedyna mapka "na rynku", oferująca takie rzeczy, i zdecydowanie nie jest najlepszą spośród pozostałych. Całość jest wielopiętrowa (nawet bardzo), tyle że, w przeciwieństwie do poprzednika, nie można tutaj spaść z najwyższego piętra na sam parter poziomu - po prostu nie pozwala na to budowa. Niemniej jednak swoboda oraz spora przestrzeń dają możliwość korzystania z rocket-jumpów, które faktycznie często bywają przydatne. Projekt mapy jest raczej standardowy - kilka(naście?) pokojów połączonych ze sobą skomplikowanymi korytarzami. Kupa schodów, wind, teleportów i ścian - normalka. Wszystko to pływa w wodzie - na parterze przeważnie poruszamy się po platformach, zatopionych w H20. Gdzieniegdzie można też spotkać "okna", z których widok daje nam do zrozumienia, że znajdujemy się w jakiejś stacji kosmicznej OSLT. Niby to i w porządku, ale coś chyba za wiele razy walczyłem na mapach opartych na takim kanonie. Wykonanie ogólnie OK, ale schemat zarówno konstrukcji, jak i scenografii, zbyt moim zdaniem oklepany.
Dobra, czas się zająć przedmiotami. Na pierwszy ogień idą bronie, i tak mamy tutaj dostępne jedynie cztery rodzaje gunów - supernaila, rakietnicę, granatnika oraz spawarkę. W sumie to to wystarcza, szczególnie że część z nich występuje w paru egzemplarzach. Kolejna rzecz to zbroje. Tych z kolei są trzy sztuki - jedna czerwona, jedna żółta i jedna zielona. Wporzo. Dalej mamy power-up'y. Do nich zaliczamy tu Quad Damage oraz Megahealth, czyli standardowe wyposarzenie mapek deathmatchowych (jednak ten quadzio to niezbyt mi tu pasuje do walk 1on1). Amunicji i apteczek również jest sporawo, chociaż przy nieco większych deathmatchach obu często zaczynało brakować. Wszystko to jest widoczne jak na dłoni i nie powinno być problemów z dostaniem się do poszczególnych przedmiotów. No, może z wyjatkiem spawarki, którą autor umieścił w wodzie w centralnej części mapki (nieopodal, również pod powierzchnią, znajduje się trochę amunicji do niej, którą zawsze warto zbierać).
Nie da się ukryć, że po paru minutach pykania z bocikami mapka przypada do gustu. Gra się na niej przyjemnie i względnie łatwo. Należy jednak pamiętać, aby unikać wszelkich form kampowania, bowiem takie zachowanie nie przynosi tutaj dobrych rezultatów. Po respawnie od razu grzejemy w kierunku jakiejś broni (najlepiej rakietnicy, na spawarkę przyjdzie jeszcze pora), potem ruszamy w kierunku zbroi, przy czym czas, w jakim ją znajdziemy, jest bardziej istotny niż jej moc. Do czerwonaka udawajcie więc się jedynie wtedy, gdy macie już coś na sobie, bo inaczej może być kiepsko. No i oczywiście trzeba pamiętać o quadzie - kiedy wejdziemy już w jego posiadanie, zmieniamy giwerę na spawarkę i rozpoczynamy rzeźnię masową :).
Nieco inaczej wygląda walka 1on1. Gdy już się trochę uzbroimy i opancerzymy, należy znaleźć megasa oraz czerwoną zbroję. Potem (bo od razu po respawnie może nam nie wyjść) warto looknąć, czy przeciwnika nie ma przy spawarce - jeśli tak, zgarniamy ją. I tu musicie uważać - plusk wody jest bardzo charakterystyczny, możliwe jest więc, że po wynurzeniu się oberwiemy w czerep rakietką. Dlatego radzę chwilę w tej wodzie poczekać - najprawdopodobniej koleś znudzony czekaniem lub ogarnięty niepewnością skoczy to wody, a wtedy nasza rakietnica zrobi swoje. Ale nie tylko ona jest tu przydatna - na walkach duelowych granatnik również potrafi zdziałać cuda (zresztą na DM też ;)). Pamiętajcie o tym podczas odwrotów albo gdy przeciwnik dorwie spawarkę, wtedy uniknięcie bezpośredniego starcia to sprawa pierwszej wagi, a GL jest bronią, która na to pozwala.
Co tu dużo gadać, "Hypochondrium" to fajna mapka, nadająca się do grania i przy okazji nie odstraszająca gracza estetyką wykonania ;)... Ma wszystko, co jest potrzebne do zapewnienia maniakom Q1 przyjemnego wieczorka na LANie, jednak moim zdaniem brak jej jaj. Nie wiem dlaczego mam takie odczucie. Ale fakt to fakt...
GDZIE MOŻNA JĄ ZNALEŹĆ?
Podobnie jak Chocolate Biscuit, na www.planetquake.com/hotcakes. I, podobnie jak Chocolate Biscuit, w FZ sierpień 2000 (sorki, że w przypadku CB tego nie podałem - musiało mi ze łba wylecieć :/)...
PLUSY:
- całkiem ciekawa konstrukcja
- nawet spora grywalność
- wporzo dobrany arsenał
- uczucie dużej swobody
MINUSY:
- "Ale to już było..." (C) Maryla Rodowicz ;)
- wtórność i w ogóle niczym specjalnym to mapka nie szokuje
OCENA: 7+
liquid.bsp - "Sunday, bloody sunday"
[q2screen6.jpg]
Zastanawiałem się, jaką mapkę do q2 opisać w tym miesiącu... Z początku miałem zamiar wziąć się za jakąś superprodukcję, ale ni z tego ni z owego przypomniała mi się bardzo fajna plansza, w którą zacinałem dawno, dawno temu. Nie jest to coś na miarę q2dm1 czy fusion, ale zwykła, niewielka, jednopiętrowa mapka, przeznaczona do rzezi na LAN albo na grę z eraserami na pokładzie. Tak więc załadowałem ją sobie i popykałem na niej przez jakąś godzinkę... I w końcu mój wybór padł właśnie na nią. Dlaczego? Bo, mimo iż nie jest żadnym arcydziełem, gra się w nią naprawdę świetnie i moim zdaniem warta jest opisania.
Jak już wcześniej wspomniałem, mapę stworzono pod sporawe deathmatche, od 5 do nawet 12 osób. Jej wykonanie niczym nie szokuje, nie doznamy tutaj żadnych fajerwerków graficznych. Przeważnie walczy się na jednym piętrze, w sumie istnieją zaledwie dwa wyjątki. Całość składa się na rozbudowany system labiryntów, na mapie znajdują się praktycznie tylko dwa większe pomieszczenia, które i tak do kolosów nie należą. Autor (który BTW jest Polakiem!) podczas jej tworzenia zachował estetykę, przez co prezentuje się ona przyzwoicie, no ale też nie daje powodów do zachwytów. Zresztą w dołączonym info koleś sam się przyznaje, że zrobił ją w przeciągu jednej godziny, więc nie należy się temu dziwić.
Wystrój mapy jest... hmmm, jakby to powiedzieć?... osobliwy. Pierwszym zapadającym w umysł szczegółem jest fakt, że przez cały czas chodzimy po platformach, pod którymi bez przerwy pływa... no właśnie - co to w ogóle jest? Autor użył tekstury "flesh", co oznacza "ciało" lub, bardziej tu odpowiadające tłumaczenie, "zmielone wnętrzności". Jednak jemu chyba chodziło o to, aby gracz traktował to jako krew (można to wywnioskować z tytułu), więc należy uważać, że jest to krew. Zagmatwane, nie :)? Przeważnie krew ta pływa potokami (znajdującymi się właśnie pod platformami), jednak co jakiś czas można napotkać istne jej wodospady... Mniam :))). Kolejna rzecz to oteksturowanie. Nie można powiedzieć, żeby było ono bardzo urozmaicone, chociaż też nie da się narzekać na całkowitą monotonię. Jednak najbardziej prostota mapki objawia się w jej właściwej konstrukcji. Większość czasu spędzamy biegając po długaśnych (nawet bardzo - lot rakiety przez niektóre takie "korytarzyki" trwa ponad 6 sekund!), przecinających się korytarzach, od czasu do czasu tylko odwiedzając malutkie pokoiki, znajdujące się najczęściej w ślepych uliczkach lub na 180-stopniowych "zakrętach". Znajdują się w nich pudła zatopione w krwi (mniam :)), będące często podporą dla cennych przedmiotów.
A skoro o przedmiotach mowa... No cóż, mapka została wyraźnie stworzona do masowych rzeźni (już chyba to mówiłem ;)) - tym stwierdzeniem należy sobie tłumaczyć ogromną ilość broni na niej się znajdujących. Ile ich jest - nie zdołałem policzyć, jednak możemy tu wziąć w łapy dosłownie wszystko - począwszy od zwykłego shotguna, a na BFG10K skończywszy, przy czym część tych broni występuje w paru sztukach. Niegorzej przestawia się sytuacja ze zbrojami. Na całej mapie znajdują się cztery ich egzemplarze - dwa Body Armoury, jeden Combat Armour oraz jeden Jacket Armour. Do zbroi należy także zaliczyć rzadkość w mapach deathmatchowych do q2 - Power Shield. Biorąc pod uwagę rozmiary levelu - jest to naprawdę spory zestaw. W dalszej kolejności mamy power-up'y, i tak tutaj ich jedynym przedstawicielem jest Quad Damage, do którego dostęp został ograniczony w dość ciekawy sposób. Znajduje się on bowiem na małej półeczce, umieszczonej na samym środku niewielkiego "basenu krwi". Dodatkowo w quada bez przerwy grzeje czerwony laserek. Nie musicie się jednak obawiać - jego dotknięcie wcale nie jest śmiertelne, jedynie nieznacznie obniża poziom zdrowia. Teoretycznie mógłbym się jeszcze wypowiedzieć na temat apteczek i amunicji, jednak ograniczę się do trzech słów - jest ich dużo. I w sumie to tyle, co można powiedzieć o przedmiotach.
Teraz parę słów o taktyce, jaką należy stosować podczas walki. A więc... żadnej konkretnej taktyki zwyczajnie nie ma! Może się to wydawać dziwne, ale to prawda! Po prostu chwytamy pierwszą lepszą, w miarę silną giwerę i brniemy naprzód, zbierając po drodze różne znajdźki. Dobrze by jednak było, abyśmy najpierw dorwali jakąś potężniejszą zbroję - wydłuży to trochę nasze życie. No cóż, nie można powiedzieć, aby był to wyszukany sposób walki ;), ale naprawdę taka gra jest najbardziej efektywna - nie ma co się wysilać na kampowaniu czy ostrożnym przemierzaniu korytarzy - tu nie liczy się suma naszych zgonów, tylko ilość fragów na minutę!
Jeśli jednak koniecznie chcecie kampować, to - jak zawsze :) - istnieje parę miejsc do tego przeznaczonych. Pierwsze z nich to schody nieopodal railguna, lub - jeszcze lepiej - sam pokoik, do którego one prowadzą. Możemy stąd obserwować bardzo regularnie zgarnianego quada :), przez co zawsze trochę fragów uzbieramy. Nieco gorszym stanowiskiem jest górna część "futryny" od drzwi prowadzących do hyperblastera lub do power shield oraz jacket armour. Dostajemy się tam za pomocą rocket-jumpa i czekamy na ofiary - nic prostszego. No ale to już by było wszystko.
Co by tu powiedzieć na podsumowanie?... Liquid to naprawdę fajna i grywalna mapka, świetnie nadająca się do walk z botami czy kumplami spiętymi LANem. Nie należy może do czołówki najprofesjonalniejszych i najbardziej zakręconych pozycji w necie, jednak z pewnością rozwałka na niej daje mocnego kopa. Nie ma bowiem nic przyjemniejszego po ciężkim dniu budy, jak włączenie jej sobie (mapki, nie budy... chociaż jak kto woli ;)), zebranie wszystkich dostępnych giwer, zbroi oraz quada, a następnie załadowanie paru eraserów i rozsmarowanie ich mięsa po ścianach :). Na tym właśnie polega jej urok - na prostocie i na grywalności. Naprawdę dużej grywalności...
GDZIE MOŻNA JĄ ZNALEŹĆ?
Qrde, bo ja wiem?... [A czy to nie bylo w FZ? Bo pamietam ze w mapke grałem... - bl0]
PLUSY:
- diabelnie grywalna (przy dużej ilości graczy)
- nieskomplikowana rozgrywka
- można się wyżyć :)
- gigalitry krwi...
- od groma broni
- pomaga sie odprężyć ;>
- Polak też potrafi ;)
MINUSY:
- ta monotonia może jednak po pewnym czasie nieco wkurzać...
- no i nie ma co ukrywać - niczego odkrywczego to tu nie ujrzymy
OCENA: 7-
q3sdm8.bsp - "Well Of Mortality"
[q3screen6.jpg]
"Well Of Mortality" to mapka przeznaczona do max. 4-osobowych deathmatchy. Składa się z trzech napraaawdę dużych hal, połączonych systemem niewielkich, aczkolwiek całkiem zakręconych korytarzyków. Od razu po załadowaniu planszy w osłupienie wprawia jej doskonale zaprojektowana konstrukcja i oświetlenie, które razem tworzą bardzo specyficzny klimat - coś na kształt Heretic'a II lub, w mniejszym stopniu, Quake'a I. Efekt ten jest szczególnie widoczny w owych trzech pomieszczeniach, w których aż roi się od różnych lampionów i pochodni. Świetnie też wyglądają czerwone witraże, znajdujące się w jednym z tych pomieszczeń, okraszone równie czerwonym światłem, które również mają wpływ na klimę mapki. Niegorzej wprawiają w osłupienie wielkie kolumny w innym pokoju, a szczególnie sposób połączenia ich ze sklepieniem. Jednak najlepiej wypada na tym wszystkim główna hala, tytułowa Studnia Śmiertelności ("Well Of Mortality"). Jej rozmiary są naprawdę imponujące, chociaż i sama konstrukcja budzi podziw. Otóż główna platforma tego pomieszczenia połączona jest z zewnętrznymi jego ścianami jedynie paroma kamiennymi "belkami", przez co nietrudno wpaść w obszar znajdujący się pomiędzy nimi i tym samym mieć o jednego fraga do tyłu. No i jeszcze ten gigantyczny pierścień na samej górze... Tam dopiero można pokazać, czym naprawdę są strafe-jumpy :). No cóż, nie można zaprzeczyć - oprawa mapki jest niemal doskonała.
Nieco gorzej ma się sprawa z przedmiotami, które się na niej znajdują. Plansza mogłaby bowiem służyć za arenę do dużych walk deathmatchowych, gdyby nie jeden mankament - brak wystarczającej liczby broni. Na całym poziomie znajduje się ich bowiem tylko cztery - rakietnica, granatnik, railgun i shotgun. Autor popełnił też wielki błąd, koncentrując całą siłę opancerzenia w jednym miejscu - na naprawdę sporym obszarze znajduje się bowiem tylko jedna, jedyna zbroja! I to jeszcze czerwona! Co to ma być?! Sytuację ODROBINĘ poprawiają nieliczne shardy, no ale i tak sprawa nie wygląda najlepiej... Kolejna rzecz to niewielka ilość apteczek na mapie - dobrze chociaż, że można się w miarę szybko podleczyć megasem. Nieco lepiej wygląda sprawa amunicji, których faktycznie jest sporawo. Ogólny dobór i rozmieszczenie przedmiotów sprawia, że mapka bardziej nadaje się do większych walk duelowych niż do deathmatchy, chociaż z drugiej strony jej wielkie rozmiary i nieodpowiednia do takiego typu gry konstrukcja wykluczają takie rozwiązanie.
Dobra, starczy już tego narzekania. Czas przyjrzeć się strategii, której należy używać, aby zawsze utrzymać się na pierwszej pozycji. Jest ona stosunkowo prosta. Wystarczy dorwać rakietnicę oraz czerwoną zbroję. Dobrze byłoby, abyśmy kontrolowali także megasa, a podczas przemierzania mapy także zbierali pozostałe bronie. W sumie nic trudnego... Co do kampowania do owszem, można go stosować, niekiedy jest to wręcz polecane. Najlepiej takie praktyki wypadają na wcześniej wspomnianym "pierścieniu", gdzie mamy pod kontrolą najważniejszy punkt na mapie. Nieźle też sprawuje się stanowisko z railem, dające widok na również często odwiedzane miejsce. Poza tym możecie także spróbować skoczyć rocket-jumpem na jeden z dwóch potrójnych lampionów znajdujących się po obu stronach raila.
Mam wątpliwości co do jednej rzeczy. Otóż autor, robiąc mapkę, nieumyślnie umieścił parę elementów, które znacznie ułatwiają grę. I tak np. można dostać się do raila z poziomu podłogi, używając double-jumpa na konstrukcji, na której ów rail się znajduje (przypomina ona 4-ramienną gwiazdę). Dalej, w pomieszczeniu z shotgunem istnieje takie przejście, łączące trzy różne korytarze. Przy wejściu do tego najwyższego, po stronie kolumn, znajduje się mała niedoróbka, coś w rodzaju krótkiego gzymsu. Po dostaniu się tam można świetnie kampować, nie odsłaniając się niepotrzebnie na widok pozostałych graczy, dopóki ci nie znajdą się w twoim polu widzenia. Poza tym ogrom trzech podstawowych hali sprawia, że świetnie wychodzą na nich rocket-jump'y, skracające czas przemieszczania się pomiędzy poszczególnymi ich piętrami.
Nie da się ukryć, że Well Of Mortality to mapka nierówna. Z jednej strony w osłupienie wprawia graczy świetnie zaprojektowana konstrukcja i niezwykły klimat, a z drugiej strony grywalność jest psuta przez nieodpowiednie dobranie (szczególnie ilościowo) przedmiotów oraz niezachowanie równowagi na mapie (koncentracja opancerzenia na RA i apteczek na MH). Niemniej warto się w mapkę zaopatrzyć, gdyż bądź co bądź gra się na niej naprawdę fajnie.
GDZIE MOŻNA JĄ ZNALEŹĆ?
W Fppzone lipiec 2000. Chociaż mapka jest też popularna na amerykańskich sajtach q3, można więc i tam poszukać.
PLUSY:
- czadowa konstrukcja
- rozmiar głównych hal, nie mający wpływu na speed samej gry
- w sumie to całkiem grywalna
MINUSY:
- poronione dobranie przedmiotów, nie wiadomo jak grać :/
- brak równowagi, nawet jak na DM
- za mało apteczek
- gdzieniegdzie można znaleźć drobne bugi konstrukcyjne
OCENA: 8
|