HGC Frag Party 27-29.XII.2000
Text by [ Vill ]
W paru słowch napiszę co miało miejsce w Bielawie w dniach 27-29 grudnia 2000 roku.
Rano, bodajże przed siódmą, byłem już u Garsuta i Badh'a, zaraz po mnie pojawił się Ub3k i po około 20 minutach wyjechaliśmy. Po 1.5 h byliśmy na miejscu (dom "działkowca" na Górze Krasnoludków :D). Na miejscu byli już m.in haggy i colo (ktoś nawet chcial bić Gara za stronę :D ). Po rozłożeniu swojego złoma (który przez pierwsze 2h padał mi po każdym restarcie i nie wstawał) i połaczeniu naszych kompów zaczęliśmy już coś pykać, choć początkowo mróz był tak dokuczliwy, że ręce kostaniały i nie grało się zbyt wesoło (Badh nawet grał w kurtce...). Wkrótce zjechał insane i chan, a do popołudnia byli już chyba wszyscy z HGC. W międzyczasie dzwoniło EU i, ku naszemu niezadowoleniu, dowiedzieliśmy się, że nie przybędą - trudno, myślę, przynajmniej PLG będzie (jak się później okazało nic bardziej błędnego). Dojechały także bopki (maQee, Slade; Po-tolo i Amber w posiadaniu których jest piękny hub&switch :> ). Do godziny ~20:00 nie graliśmy za dużo z tego powodu, iż co chwile ktoś był dołączany do lana. Pierwszego dnia sieć padała często i gęsto (była nawet dwa razy przepinana od nowa - tutaj należy złożyć podziękowania Colorado, który usuwał "sieciowe bugi" z dużą cierpliwością - THX). Drugi i trzeci dzień upłynał pod znakiem PL - warunki były tak złe, że w czasie kampleja zbiorowe wtyki zdażały się nader często. Co bardziej nerwowi hagiece zaglądali wszystkim do monitorów i kontrolowali, czy aby nic nie ciągną (błagalne krzyki typu "Ejj nie ciągnijcie teraz, w nocy będziecie" nie dawały rezultatów). Zasadniczo 'the first day' skończył się około 5 am - i w kimono. Rano (11-12) pobudka i gramy dalej. Ten dzień został zdominowany przez same kampleje oraz ligę 2v2, którą wygrał duet insane, blizu (to mi niespodzianka... :D ). W co jeszcze grano ? Ano Amber, Po-tolo & others rozegrali multum walk w CS i trochę w SC czym zapewne zgorszyli quake'ową brać (jak zwykle). Z tego co wiem to godnie reprezentowali nasz klan.
Szczególnie denerwowały mnie osoby trzecie (jakieś skate mastah) chodzące mi za plecami i szturchające w "rękę od myszki". Nawet pojawił się koleś niezbyt "w stanie", który zorbił sobie pada na rzeczy maQee'go, za co ten jest mu zapewne dozgonnie wdzięczny (ja bym tam był).
Do najlepszych chwil należały te, podczas których becik zaczynał śpiewać lub "tylko" nucić - pisze tylko, jako że słuchawki podczas gry nie dawały skutecznego wytłumienia (a siedziałem po drugiej stronie sali !)... Także duet, Freak (?) + ktoś (rip ?), śpiewający któryś z przebojów "young" Britney utkwił mi mocno w pamięci i zapewne denerwującemu się (no malo powiedziane) insane'owi. Choć chęci było dużo jednak sił nie wystarczyło i większość qw-braci zmogło już o 2 (w tym mnie :( ). Zalegaliśmy na cholernie twardej podłodze (większość bowiem niektórzy sie wyłamali i spali na krzesłach burżuje :> ), o czym co "ranek" informowały mnie plecy. Nie zapomnę także teamów (chyba 7/7) na takich mapach jak dm2 i dm4 (gdzie ktoś miał, bagatela, 26 friendkillów) i obowiązkowo death32c. Becik stał się dla mnie bogiem ffa (jest nie do przebicia). Trzeciego dnia powoli towarzystow zaczęło się zwijać i udawać się w domowe pielesze. Gdy nasza czwórka wyjeżdżała na placu boju pozostali bop oraz Haggard. W imieniu wszystkich, dziękuje mistrzowi ceremonii i zachęcam (choć pewnie nie muszę) do organizowania następnych, tak udanych frag party. GG guys. Ogółem na party było około 20 kompów (ppl znacznie więcej). Szkoda tylko, że mimo zapowiedzi nie pojawiły się w/w klany. Może następnym razem, co ? A ja w końcu mialem okazję poznać HGC w realu.
|
|