QUAKEREM BYĆ...
Text by [ Luke ]
Gdyby spytać pierwszego lepszego użytkownika komputerów, kto to jest "quaker" (kwakofil, quake-maniak, czy jak tam kto woli...), zapewne odpowiedziałby, że jest to odcięta od świata osoba spędzająca parę godzin dziennie na bezproduktywnym pykaniu w jedną i tą samą gierkę, co się Quake nazywa. Często w wielu artykułach (niekiedy traktujących o sprzęcie, niekiedy o scenie) ich autorzy używają określenia "gracz w Quake'a" jako synonimu osoby nie potrafiącej zrobić niczego konkretnego na kompie, nie znającej się na sprzęcie, młócącej bez opamiętania ludzi po necie i tym samym marnującej pieniądze - często rodziców. Takie porównania są moim zdaniem nie tylko krzywdzące, ale po prostu całkowicie bezpodstawne - jest to bowiem niepierwszy przykład, w którym ludzie wypowiadają się o rzeczach, o których nie mają zielonego pojęcia! Niekiedy bowiem taki oto zwykły quaker zna się na kompach i sofcie (i korzysta z nich) o wiele lepiej niż owi samozwańczy guru.
Zacznijmy od sprzętu. Nawet przeciętnie uzdolniony maniak Kwaka (i jakiejkolwiek innej wymagającej dobrego hardware'u giery) musi umieć rozebrać kompa, umieć włożyć różne karty rozszerzeń (graficzną, sieciową itp.), czy w końcu umieć bawić się ze zworkami podczas podkręcania kompa. Nie są to może czynności wymagające niewiadomo jakiej wiedzy, jednak powyższe przykłady udowadniają, że gracze wcale nie muszą odbiegać umiejętnościami od dobrych znawców sprzętu. Niekiedy nawet zmuszeni są do nauczenia się rzeczy, których zwykły juzer nigdy nie będzie musiał opanować - np. łączenie parunastu kompów z sąsiednich bloków w LANa. Nie jest to łatwe, nie jest to też tanie, a jednak ludzie znajdują czas, chęci i pieniądze na takie pomysły. Większość graczy stara się też być na bierząco z rynkiem sprzętowym, jak bowiem wszyscy dobrze wiedzą, oba aspekty - sprzęt i rozrywka - są ze sobą mocno związane i rzadko rozpatruje je się oddzielnie. Dlatego właśnie szukają oni źródeł wiedzy (najczęściej w różnych magazynach komputerowych), z których możnabyłoby się dowiedzieć o najnowszych akcelkach, kartach dźwiękowych, modemach oraz innych akcesoriach związanych z siecią, a także - to odosobniony przypadek quakerów - myszkach. Jak powszechnie wiadomo, są one jednymi z najważniejszych urządzeń potrzebnych maniakom shooterów, a Quake'a w szczególności. Widzicie więc, że nawet byle gracz musi być obcykany jeśli chodzi o hardware, zarówno jeśli chodzi o rynek, jak i część praktyczną.
Popatrzmy teraz na umiejętności związane z softem. Na pierwszy ogień idzie edycja grafiki - tutaj oczywiście z pozoru najwięcej do powiedzenia mają graficy scenowi (ogólnie obserwując z zewnątrz scenę dochodzę do wniosku, że scenowcy to najbardziej bluzgający i szydzący z quakerów naród - przeczytajcie sobie dokładnie pierwszy lepszy mag scenowy, a zobaczycie co mam na myśli). Tymczasem okazuje się, że nie zawsze są oni na tym polu mistrzami - popatrzcie sobie choćby na powstające przed premierą Q3 grafy. Aby stworzyć takie dzieła ich autorzy nieraz musieli dysponować niemałymi umiejętnościami, zarówno w grafice bitmapowej, jak i trójwymiarowej. Jednak to nie jedyny przejaw działalności quakerów na tym obszarze. Wystarczy tylko zajrzeć w głąb skinów do różnych elementów shooterów (modeli broni i postaci, tekstur etc.), a można się przekonać, że i tutaj twórcy musieli się nieźle wysilić, aby ich pomysły ujrzały światło dzienne.
Dalszy punkt programu to dźwięk. Akurat tutaj nie da się zaprzeczyć, że scenowcy talent mają i dają mu upust (sam słucham niektórych ich "wytworów"), jednak nie da się tym samym zepchnąć graczy na margines lamerstwa i nieudaczności, bowiem znajdą się wśród nich osoby, które również mają w tej kwestii co nieco do powiedzenia. Chodzi mianowicie o autorów różnych sound-pack'ów, których dzieła - mimo iż nieporównywalnie mniej efektowne i znaczące niż dzieła muzyków scenowych - również pokazują, że i tutaj quakerzy potrafią zabłysnąć.
Odpowiednikiem scenowych koderów są quake'owi modmakerzy. Produkty pracy obu tych grup często wprawiają w osłupienie, a nawet moim zdaniem nieco lepiej wypadają ci drudzy, gdyż efekty ich wysiłku są bardziej praktyczne (dla samych osób z nich korzystających). Poza tym należy pamiętać, że programiści w obu grupach najczęściej nie pracują sami - tworzą oni zespoły, w skład których najczęściej wchodzi jeszcze parę osób (graficy, muzycy itd.) - i porównując robotę tych zespołów nie da się ukryć, że strona graczy często ma większe powody do dumy niż strona scenowców.
Jednak zdecydowanie najbardziej widowiskowymi i najlepiej udowadniającymi często niezwykłe umiejętności quakerów elementami są modele oraz mapy. Patrząc na takie arcydzieła nieraz zastanawiam się, ile wysiłku, ile pracy i ile cierpliwości trzeba włożyć w to wszystko, aby efekt końcowy był taki, jak sobie tego życzył jego autor. Tu już normalnie nie ma żartów, bowiem często ich dzieła są tak olśniewające, tak wspaniałe, że dzięki nim projektanci zyskują nie tylko sporą sławę, że nieraz stają się współtwórcami komercyjnych produktów na poważną już skalę, a co za tym idzie - znajdują sobie nowe źródło zarobku.
No i w końcu chyba najpopularniejsza forma zaangażowania w życie jakiejś gry - branie udziału w tworzeniu jednego z sajtów poświęconych jej tematyce. Tutaj z kolei wymagane są umiejętności webmasteringu, grafiki, tekstopisarstwa itd. Niektórzy quakerzy posuwają się jeszcze dalej, tworząc gigantyczne bazy danych dotyczących wydarzeń z Quakiem związanych - polecam choćby odwiedzenie jednego z takich kolosów - sekcji Player Index na www.challenge-tv.com. Także i zbieranie newsów na owe stronki jest niełatwym zadaniem, bowiem odwiedzanie parunastu / parudziesięciu sajtów co kilka dni, a następnie grzebanie się z htmlem i składanie tego wszystkiego do kupy to również trudne, a co najważniejsze, odpowiedzialne zadanie.
Istnieją jeszcze inne formy twórczości graczy, zarówno te bardziej praktyczne (np. tworzenie nowych botów, spolszczanie niektórych elementów, mieszanie w ustawieniach gry), jak i te nieco mniej praktyczne (np. poezja [tak, tak!]), których opisywać jednak nie będę, bo mija się to z celem. Artem tym chciałem bowiem jedynie udowodnić co niektórym osobom, że quaker przez duże Q to nie bierny gracz, a biorący czynny udział w życiu Quake'a człowiek, którego twórczość również ma jakąś wartość. Obecnie bowiem rzadko już spotyka się osoby, które grają w Quake'a, nie zajmując się jednoczeście jakąś wyżej wymienioną formą większego zaangażowania w jego świat... Dlatego też nie należy traktować ich jak osób, które faktycznie nic nie potrafią, a komp to dla nich WYŁĄCZNIE źródło rozrywki - zarówno jeśli chodzi o grupę graczy, jak i o poszczególne jednostki. Może się bowiem okazać, że nie tylko nie są oni za wami w tyle, ale że daleko, ale to daleeeko was wyprzedzają...
|
|