Text by [ Luke ]
Sztuka to jeden z podstawowych elementów kultury i to m.in. właśnie ona sprawia, że jesteśmy tymi, za których się uważamy - ludźmi. Człowiek od bardzo dawna wylewał swoje myśli na jakieś tworzywo - czy to w postaci nut, czy też liter, czy w końcu kolorowych plam na płótnie. Przez długi czas jednak sztuka miała ściśle ograniczony zasięg. Dopiero powstanie telewizji dało artystom większe pole manewru, gdyż po pierwsze umożliwiała ona wykorzystanie bardziej zaawansowanej technologii (zastąpienie statycznych fotografii i obrazów filmami i animacjami), a po drugie dzięki niej można było dotrzeć do niemal każdego człowieka na kuli ziemskiej.
Sprawa jeszcze bardziej zakręciła się w chwili, gdy nastąpił swojego rodzaju boom na kompy. Trafiały one masowo pod strzechy przeciętnych zjadaczy chleba i stawały się odtąd nieodłącznym elementem ich życia. Wraz z nimi narodziła się nowa gałąź popkultury, nowa dziedzina sztuki. Mowa oczywiście o grach komputerowych. Należałoby się jednak zastanowić, czy nazywanie rozrywki komputerowej elementem sztuki rzeczywiście jest na miejscu. Według milionów ludzi na całym świecie odpowiedź na to pytanie brzmi "tak", co nie zmienia faktu, że ciągle pozostaje mnóstwo sceptyków, dla których gry komputerowe to jedynie chory wymysł kolesi próbujących wyssać kasę z żądnych krwi małolatów lub - w najlepszym wypadku - mało warta rozrywka, pozwalająca może odreagować stresy, ale nie oferująca poza tym niczego głębszego. Oczywiście jest to bullshit, ale jakoś setki artykułów, których autorzy pocili się z całych sił tylko po to, aby zmienić ten stan rzeczy, nie zmieniły poglądów tych osób.
A przecież od razu na pierwszy rzut oka widać, jaki potencjał niesie ze sobą nowe, elektroniczne medium. Po raz pierwszy bowiem osoba podziwiająca cudze dzieło nie jest tylko biernym odbiorcą - teraz może ingerować w to, co się dzieje na jego oczach i w jego wyobraźni. Przyglądając się temu wszystkiemu od stony technicznej nie sposób nie zauważyć podobieństwa między grami a innymi dziedzinami sztuki, a wtedy dzieli już nas zaledwie krok od przekonania, iż są one niczym innym jak kolejnym krokiem ewolucji w dążeniu do doskonałości. Wystarczy najpierw dostrzec różnice między teatrem a telewizją, a następnie porównać je z tymi dzielącymi telewizję od wirtualnej rzeczywistości. Nowe rozwiązania, nowe możliwości, większa interakcja - to przecież nic innego jak postęp!
Jednak trzodzenie takimi wywodami raczej nikogo nie przekona - a już napewno nie osoby, która nigdy nie miała do czynienia z grą komputerową z prawdziwego zdarzenia. I rzeczywiście - jeśli ktoś _w życiu_ nie miał konkaktu z taką formą rozrywki, to nigdy, ale to przenigdy nie zrozumie, co osoba wypowiadająca się na jej temat ma na myśli. Są jednak produkcje, których popularność jest tak ogromna, iż wykracza poza granice światka komputerowego i wparowuje do świata rzeczywistego - ot, choćby bóg wszystkich sieciówek, czyli Quake. Obecnie już nikt nie jest w stanie zaprzeczyć, iż Quake to po prostu nowa dziedzina sportu, ze wszystkimi tego konsekwencjami, jak własne ligi, sponsoring czy wszechobecne pieniądze. To już przestały być przechwałki miłośników tej gry, to jest FAKT!... Taaaa, oczywiście. Tyle, że niezmordowani kreatorzy opinii publicznej (czyli prasa kobieca, media itp.) nadal, z niesłychanym uporem, szukają dziury w całym i co jakiś czas przypominają bogobojnym babciom, że z dnia na dzień umysły ich kochanych wnusiów wypełniane są nienawiścią i fascynacją przemocy, a wszystko to oczywiście zasługa gier komputerowych. Naprawdę, nie mam pojęcia kiedy tym kolesiom znudzi się bluzganie na efpepeki. No a oczywiście to, że każda (bez wyjątku) stacja, która emituje tego typu reportarze, jednocześnie codziennie zalewa widzów dziesiątkami seriali i filmów, gdzie przemoc - i to w o wiele większych ilościach - jakoś nie budzi oburzenia czy nawet niesmaku. A Quake i jemu podobne giery najprawdopobodniej będą odbierane tak jak są teraz, i to tylko dlatego, iż banda skretyniałych obrońców moralności będzie przysłaniała ludziom obraz wspaniałego sportu kurtyną rzekomej destrukcji psychiki młodego pokolenia.
Nieco inaczej wygląda sytuacja, gdzie gra jest swego rodzaju niesamowitą epopeją, przygodą spakowaną w kilkuset megasach miejsca na hadedeku. Przytoczę tu za przykład pozycję, która dla mnie jest najgłębszą rzeczą, którą udało się stworzyć programistom i artystom w ogóle - chodzi mi o serię Fallout. Nie będę już się tu pocił, dlaczego odnoszę się do tego cuda tak a nie inaczej, bo zajęłoby to najprawdopodobniej parę ładnych kilosów tekstu, powiem tylko, iż naprawdę - z ręką na sercu - żadna książka, żaden film, żadna gra i w ogóle nic, co stworzył człowiek, nie wywarło na mnie takiego wrażenia, jak to arcydzieło. Oczywiście jest to opinia czysto subiektywna i nie mam zamiaru nikogo przekonywać, aby ją podzielał - po prostu ja czuję się dobrze w tej klimie i dla mnie jest to coś niesamowitego, coś głębokiego jak Rów Mariański, a co o tym myśli reszta mnie nie obchodzi. Jednak to nie w tym rzecz. Rzecz w tym, iż nieważne jak bym przekonywał swoich kumpli czy starych, nie są oni w stanie pojąć, co takiego ja w Falloucie widzę. Oczywiście to, że w niego nie grali, nie ma dla nich znaczenia - mówią tak tylko dla zasady, bo w końcu jak można tak jarać się zwykłą grą?! No i o to właśnie chodzi - powodem, dla którego większość nie chce uznać gier za dziedzinę sztuki jest komercja. Według nich każda gra to po prostu efekt tego, że kolesiom zaczęło brakować kasiory, więc zabrali się za robienie czegoś, co mogłoby im zapewnić stały jej dochód. Po części to z pewnością prawda - od ręki mógłbym wymienić tytuły, które są cyfrowym obrazem komercji i objawia się ona w każdym jej aspekcie, ale po pierwsze - obecnie komercha to element praktycznie _każdego_ elementu naszego życia, nie wyłączając sztuki, czy więc fakt ten pozwala twierdzić, iż w obecnych czasach sztuki nie ma? Ano właśnie nie pozwala... Poza tym patrząc na część gier niekiedy nasuwa się myśl, że być może kolesie nabrali w czasie tworzenia giery głębszego wyobrażenia na temat tego, co ma ona prezentować i najnormalniej w świecie zauważyli, iż tworzą coś pięknego, postanowili więc doprowadzić sprawę do końca... Hmmm, trudno wyrazić to słowami... Po prostu niech mi ktoś wyjaśni, dlaczego na półkach sklepowych, obok przeciętnych tytułów, stoją pudełka, w których na jednym cd-romie autorzy zawarli coś, co potrafi w dużym stopniu zmienić życie człowieka?! Skoro takie gry jak np. Quake, Fallout czy Unreal wywarły na mnie i tysiącach (czy też nawet milionach) ludzi wywarły większy wpływ niż - załóżmy - twórczość Jana Chryzostoma Paska, to czy nie można nazwać ich dziećmi sztuki?
Niektóre rzeczy trudno zrozumieć... Bo czy ma jakąś logikę to, że zwykłe gry komputerowe, czyli rzekoma esencja komercji, potrafią w takim stopniu ingerować w psychikę człowieka - i to wcale nie w negatywny sposób - iż ten, nawet dawno po ich ukończeniu, potrafi nagle w środku dnia zatrzymać się na parę sekund i przez tą krótką chwilę chwycić ulatujący klimat, jeszcze raz przeżywając przygodę, która tak naprawdę skończyła się spory czas temu? A z kolei czy jakiś sens ma też to, iż ludzie, mając pod nosem rzecz, przez którą ich dzieci chodzą jak na fazie, nie zwracają na nią uwagi i - co gorsza - nie próbują nawet dotrzeć do przyczyn takiego stanu? Czy oni ich nie zauważają, czy też może ich to nie obchodzi, czy po prostu ich wrodzona ignorancja i przyzwyczajenie do szarej codzienności nie pozwalają im na zdanie sobie sprawy, iż codziennie ocierają się o coś o wiele głębszego od tego, z czym stykają się w swoim własnym życiu?!
Paranoja?... Wątpię. A nawet jeśli, to z której strony?...
|
|