Text by [ Luke ]
Już od dawna ludzie wykorzystywali popularność wielkich dzieł, aby - adaptując je na różne media - wycisnąć od ich miłośników parę dolców. Zjawisko to najbardziej rozpowszechniło się w przemyśle filmowym, przepełnionym ekranizacjami słynnych powieści - zarówno nasi rodzimi, jak i zagraniczni producenci, zdążyli już wyssać co tylko się dało z dziedzictwa ojczystej kultury. Oczywiście nie ominęło to też rynku gier komputerowych, w którym jednak sytuacja przedstawia się nieco inaczej. Otóż o ile często poddaje się krytyce wielkoekranowe adaptacje dzieł literackich, to już przeniesienie akcji kultowego filmu w świat wirtualnej rzeczywistości niemal gwarantuje grze sukces. Szczególnie jeśli chodzi o gry FPP.
Jednym z pierwszych takich przypadków było powstanie gry opartej na filmie s-f z panem Arnoldem "Asta-la-vista-baby" Schwarzenegerem w roli głównej - mowa oczywiście o Terminatorze. Sama gra, chociaż nietypowa, niczym konkretnym nie zaskakiwała, a i jej związek z właściwym filmem był raczej niewielki (przynajmniej ja takowego nie wyczułem). Ot, takie sobie małoambitne pykadełko, w które jednak - w swoich czasach - grało się naprawdę całkiem fajnie. Dlaczego? Pewnie dlatego, iż przeciętny gracz film widział parę razy, znał go niemal na pamięć, orientował się też mniej więcej w realiach, jakie panowały w czasie przedstawionej w nim wojny między ludźmi a robotami, przez całą grę starał się więc wszystko to znaleźć - i mimo, iż rezultaty tych poszukiwań były takie sobie, miłośnicy fppków zawsze mieli jakąś radochę.
Kolejną produkcją filmową, która na trwałe zapisała się w historii shooterów, była moja ulubiona seria - czteroczęściowa saga Alien. Z pewnością większość z was grała lub chociaż widziała na oczy najlepszą komputerową adaptację tego filmu - Aliens vs Predator (gdzie, jak sam tytuł pozwala podejrzewać, wystąpił też słynny kosmiczny myśliwy o facjacie tak ohydnej, że trzymał ją za maską ;)). Jak wielki miała ona wpływ na rozwój fpp-ków, tłumaczyć chyba nie muszę. Jednak nie wszyscy wiedzą, iż wcale nie była to pierwsza gra oparta na realiach Obcego - być może niektórzy weterani pamiętają jeszcze starą jak świat grę Alien Trilogy (swego czasu bardzo popularną na konsolach). Wcielaliśmy się w niej w postać nikogo innego jak sławnego postrachu wszystkich xenomorphów - ludzkiej samiczki o imieniu Ripley. Już sam ten fakt był niezwykły, gdyż była to jedna z pierwszych gier fpp, gdzie walczyć mogliśmy kobietą - nawet w obecnych czasach nie zdarza się to często. Sama gra jednak nie była rewolucyjna, nie tylko jeśli chodzi o grafikę, ale także o ogólny całokształt. Mimo to wielu ludzi (w tym i ja) wspomina ją naprawdę dobrze. Znowu rodzi się więc pytanie "dlaczego?" i znów odpowiedź jest podobna jak w przypadku Terminatora - graczy uraczył niezwykły klimat, możliwość przeżycia tego, co dotychczas oglądało się jedynie na ekranie telewizora. I to wystarczyło, aby z przeciętnej gry zrobić niemal hiciora.
Jeszcze większy udział w świecie gier mają dwie odwiecznie rywalizujące serie s-f - Star Wars i Star Trek. Tutaj jednak sprawa wygląda nieco inaczej niż w przypadku Aliena, bowiem większość gier opartych na realiach w/w tytułów to kosmiczne symulatory czy też raczej strzelanki (X-wing, Tie Fighter, X-wing vs Tie Fighter, X-wing Alliance - jak widać SW na tym polu rządzi), strategie (Star Trek Starfleet Command I i II, Star Trek New Worlds, Star Wars Force Commander - tutaj z kolei dominuje ST) i inne (Star Wars Pit Droids, Star Trek Hidden Evil). Chociaż i w shooterach fpp obie sagi pozostawiły swoje akcenty. Jeśli chodzi o Star Wars to chyba najbardziej wyraźnym z nich są gry Dark Forces oraz Dark Forces II: Jedi Knight. Przyznaje się bez bicia, że w tego pierwszego pykałem niewiele - co innego w przypadku drugiej części, którą moim zdaniem można bez wahania nazwać kamieniem milowym jeśli chodzi o gatunek efpepeków. Pozwalała ona przeżyć wspaniałą przygodę we wspaniałym świecie, pełnym intryg, przygód i wszechobecnej walki dobra ze złem. Może powyższe zdanie brzmi zbyt pompatycznie, ale naprawdę nadal uważam ją za jeden z lepszych shooterów, jakie miałem okazję przewałkować. Później było już IMO o wiele gorzej - Star Wars Call Of The Force, czyli konwersja Q2, nie dawała już takiego kopa co Jedi Knight, z kolei Star Wars Episode I: Phantom Menace nie był fppkiem, a strzelanką przypominającą mi nieco w założeniach Future Cop: LAPD.
W tym miejscu, gdzie w dziejach fppków upadł SW, narodził się ST. I tak pierwszą opartą na enginie Unreala gierą był Star Trek: Klingon Academy - całkiem niezły fpp, IMO przez wielu niedoceniony. Dalej mieliśmy jeszcze Star Trek: Deep Space Nine - The Fallen, którego, szczerze mówiąc, na oczy nawet nie widziałem, aż wreszcie pojawił się świetny Star Trek Voyager: Elite Force - shooter oparty na enginie Q3, z IMO genialnym singlem i bardzo fajnym multiplayerem, w skład którego wchodziły m.in. wbudowane boty! Realizacja tego projektu niosła za sobą ogromną sumę pieniędzy, wydaną po części na szeroko zakrojoną kampanię reklamową, a także załatwienie wszystkich licencji oraz zabulenie prawdziwym aktorom ze Star Treka za podłożenie głosów do gry. Całe te wydatki z pewnością nie poszły na marne i tak oddano w nasze ręce bardzo dobrą grę, szczególnie jeśli jesteśmy fanami ST (od razu mówię, że nie należę ani do wyznawców ST ani SW - oba tytuły lubię, ale jestem wobec nich neutralny).
Warto jeszcze wspomnieć o grach, które mimo iż nie są oparte na jakichś konkretnych tytułach filmowych, mają z pewnym ich gatunkiem wiele wspólnego - chodzi o tzw. filmy akcji. Wystarczy bowiem przyjrzeć się nieco dokładniej takim shooterom, jak Sin, Soldier Of Fortune czy niedawno wydany Project IGI, aby dojść do wniosku, iż są one niczym innym jak bardzo interaktywnymi filmami sensacyjnymi. Jedyną poważną różnicą jest tu fakt, iż gracz przestaje być widzem rzeźni przedstawionej na szklanym ekranie, a staje się jej członkiem. Chociaż z drugiej strony nie należy tu przesadzać - przemoc w filmach i przemoc w grach to dwie zupełnie odmienne rzeczy, inaczej oddziałujące na widza / gracza... Zresztą przestaję truć, bo to nie miejsce na takie wywody.
Jak widać przemysł filmowy i rynek gier komputerowych są ze sobą mocno związane. I szczerze mówiąc nie należy się temu dziwić, bo przeniesienie świata jakiejś produkcji do gry fpp przeważnie zadowala zarówno graczy, mających nowe źródło rozrywki, jak i producentów, którzy na tym sporo zarabiają. Wątpię więc, aby taka tendencja w najbliższym czasie osłabła - prawdę mówiąc to, przyglądając się zbliżającym się tytułom, najprawdopodobniej urośnie ona w siłę. Czy to źle? Moim zdaniem nie, jednak poczekamy - zobaczymy...
|
|