Text by [ ST1V
]
...::: Text od czytelnika :::...
Na początku roku przez zamieszanie wywołane Team Areną, szybko rosnącą popularnoscią CS-a,
zapowiedziami sequeli legendarnych gier i innymi pierdółkami sprawiło, że świat
FPS (Fanów Popier******** Strzelania ;)) jakoś przeoczył cool gierkę - Project IGI.
Najnowszy shooter Eidosa korzysta z silnika przeznaczonego dla symulatorów lotu, ale o tym
za chwilę. Scenariusz opiera się na najstarszej, najprostszej i najgłupszej historii z
filmów - ktoś ukradł nam atomówkę, więc musimy odszukać bombę i sprawcę, po drodze zabijając
tego ostatniego i jego popleczników. Po włączeniu gry najpierw rzuca się nam w oczy
(lub w uszy, jak kto woli) muzyka. Fajna melodyjka, jak się póżniej okazuje idealnie
pasująca do klimatu gry. Po załatwieniu paru spraw w menu włączamy pierwszą misję. Szczęka
po raz pierwszy opada przy wprowadzającym do misji filmiku. Takiej grafy jeszcze nie było-
co z tego, że Q3 ma najlepszą grafikę, a UT jeszcze lepszą- takiego realizmu nie ma nigdzie.
Może i drzewa są płaskie a ziemia wygląda jak w Wolfie3D, ale świat na który patrzymy jest
bardziej realny niż rzeczywistość;). Tekstury są tak dokładne, że mogą konkurować nawet
z tymi z Unreala cz.1. Modele robią mniejsze wrażenie niż te z Q3, ale są wykonane równie
dobrze, podobnie jak skiny. Mówię tu ofc o grze przy najwyższej rozdzielczości i detalach,
jednak nie polecam takich ustawień na sprzęcie gorszym niż PIII500 ze 128MB RAM- Project IGI
to najwolniej chodząca strzelanka jaką widziałem. Marną szybkość da się jednak poprawić tak,
by nie zakłócała gry. Właśnie rozgrywka jest tym, co najbardziej w IGI cieszy. Mamy do
wypełnienia 14 misji, których akcja toczy się na terenie byłego ZSRR. Misje są różne-
musimy załadować wirusa do kompa jakiegoś gościa, osłaniać skruszonego gangstera czy
przedostać się przez granicę prawie bez broni. Wszędzie chodzi jednak o to, by znaleźć
bombę- zadania są tak poskładane, że wydaje się nam, że oglądamy dobry film akcji.
Do zabijania mamy ciekawy i, co najważniejsze, istniejący naprawdę arsenał, podzielony na
kategorie, jak w H-L. Znajdziemy tam m.in Glocka17, M-16 z granatnikiem, H&K MP5 i starego,
dobrego kałasza. Każda z broni strzela inaczej, ale wszystkie mają wspólną cechę;
strzelanie z nich sprawia niezwykłą radochę. Bestiariusz ;) nie jest już tak bogaty- tylko
facet w kamizelce, facet w kominiarce, czerwony beret i skin w garniturze, ale jeśli
doliczymy do tego dwa rodzaje czołgów i Mi-28 Hind, to zaczyna się robić ciekawie.
Nie mówię, że ludzie w grze są słabi- świetnie strzelają, szybko biegają i są w miarę
inteligentni. Przechodzenie misji to świetna zabawa, której nie da się porównać z niczym,
co widzielśmy do teraz w grach- z założenia gra jest podobna do R6 i Delta Force, ale jest
zancznie mniej skomplikowana i zawiera więcej akcji, i to nie byle jakiej akcji- podobne
sceny znajdziemy w filmach z Bondem i różnymi Arnoldami. Myślicie, że oglądanie głupawych
filmów sensacyjnych jest nieprzydatne? Tutaj zagrywki typu "zabili go i uciekł" są wprost
idealne, chociaż ostrożność też nie zawadzi. Podczas gry nie można się powstrzymać od
puszczania zasłyszanych w filmach tekstów- fajnie jest powiedzieć matrixowskie "uchyl się
przed tym" i odpalić w kierunku gościa pocisk przeciwpancerny. Jeszcze nigdy zabijanie nie
było tak przyjemne i jednocześnie tak trudne. No właśnie, trudne, bo IGI do najłatwiejszych
gier nie należy. W jednej z misji, mając tylko karabin snajperski, uciekamy przed czołgiem,
przed sobą mając śmigłowiec i kilku niedobrych Rosjan. Do znalezienia się na tamtym świecie
może nam wystarczyć jeden przeciwnik, a celowanie jest w miarę trudne, tym bardziej, że
najczęściej musimy to robić z odległości. Na szczęście z reguły nikt nie narzuca nam drogi,
którą musimy iść. Jak wspomniałem engine pochodzi od symulatora, więc mapy powinny być
rozległe- i rzeczywiście, 40 km. kw. to chyba dużo, zwłaszcza jak na FPP. Taki teren
pozwala na przejście misji praktycznie w dowolny sposób- jeśli nie chcemy, by wróg nas
zauważył, nadkładamy te 5 km drogi i zachodzimy go od tyłu. W sumie IGI to świetna gra,
dla której warto poświęcić trochę czasu. Jej grywalność doskonale maskuje liczne drobne
niedociągnięcia, takie jak niedokładne tekstury ziemii- chyba typowe dla symulacji lotu,
czy trochę niedopracowane AI (Obok siebie stoi dwóch klientów; jeden zebrał head shota,
a drugi rozejrzał się ciekawie i stał dalej. Głupi czy ślepy?). Największą wadą jest jednak
brak multiplaya. Jeśli myślicie, że Counterstrike to jest coś, to musicie zagrać w IGI-
single w tej grze cieszy bardziej niż dobra partyjka w CS-a. BTW- obie te gry są do siebie
bardzo podobne i dlatego jeszcze bardziej martwi brak trybu wieloosobowego. DM wypadłby
przeciętnie, ale teamplay czy assault to już coś. A wyobraźcie sobie CTF-a, w którym
flagi strzegą czołgi:PPP. Na koniec: Project IGI to najlepsza gra FPP tego roku(przynajmniej
do teraz).
|
|