*** LukE^^ has quit IRC (Ping timeout)
Text by [ Lóke ]

Everything dies... [No i na scene prosimy Type O Negative ;P - blo] Ludzie mówią, że wszystko umiera i - chcąc nie chcąc - trzeba się z nimi w większości wypadków zgodzić. Trudno przecież podważyć fakt przemijania np. życia czy młodości. Z takim zjawiskiem spotkać się można na każdym kroku, kiedy nagle jakiś impuls przywraca Ci na myśl pewne wspomnienie, związane ze znaczącym elementem Twojego dotychczasowego bytu. Ja sam takie fazy mam dość często i zdążyłem się do nich przyzwyczaić ;), ale raz na parę miechów wszystkie one kumulują się w jedną całość, czego rezultatem są najczęściej godziny przemyśleń i całkiem znaczące zmiany w moim życiu. Ostatnio takiego doła miałem wczoraj, a za impuls pobudzający posłużyło mi jedno głupie wejście do netu... W efekcie zaliczyłem nieprzespaną noc, gdyż przez bite dwie godziny, poczynając od wpół do pierwszej nad ranem, po prostu leżałem na łóżku i myślałem. A myślałem nad wieloma rzeczami, wśród których w szczególności uderzyło mnie właśnie to całe przemijanie - przemijanie wszystkiego, z czym mamy do czynienia, w tym naszej pasji do rzeczy, które kiedyś szczerze kochaliśmy...

Trudno powiedzieć, co wtedy czułem. Niekiedy zdarza się, iż człowiek dochodzi to niesłychanych wniosków, do których za cholerę nie doszedłby po paru latach normalnego życia. Myśli kłębią się w mózgu jak fale podczas sztormu, a w tym czasie biedny domorosły filozof, wpatrzony w nicość i odcięty od świata zewnętrznego swego rodzaju transem, nie zwraca uwagi na uciekające godziny. Wątpię, abyście to zrozumieli, nie wymagam więc od was tego, ale z pewnością jeśli ktoś z was miał z czymś podobnym do czynienia, wie co mam na myśli. Po prostu człowiekowi wydaje się, że nagle stoi ponad wszystkimi, gdyż odkrył prawdę ostateczną, znalazł solucję na problem dręczący mu podobnych od dawien dawna... Właśnie tak poczułem się wczoraj. I chociaż podobnym artów powstało już mnóstwo, to zapewniam was, że jeszcze nigdy pisząc tekst nie byłem tak szczery jak jestem teraz.

Przejdźmy jednak do meritum. Pomyślcie przez chwilę i przyjrzyjcie się, jak wygląda obecnie scena gier fpp i gry komputerowe w ogóle. I co widzicie? Dno, centralne dno... Klon za klonem, zero oryginalności i kreatywności, przepych i próba dążenia do doskonałości przekształcone w przesyt i zwykłe zmęczenie... Liczba gierek dostępnych na rynku rośnie z miesiąca na miesiąc, i z każdym tym miesiącem gracz, który graczem jest już od dobrych paru lat, coraz wyraźniej widzi zbliżającą się przepaść. Aż trudno uwieżyć, jak bardzo zmieniła się postawa miłośników efpepeków od czasów ich początków, kiedy wszyscy zacinali najpierw w Wolfenstein'a 3D, później Doom'a, dalej Duke'a i wreszcie Quake'a. Do tego czasu ta zbitka ludzi jeszcze się jakoś trzymała, zresztą w dużej mierze zależy to od stażu takiego gracza, jednak tak jak kiedyś wszystkie te kryzysy były tymczasowe i braci udawało się jakoś z nich wybrnąć, tak teraz, od jakichś - bo ja wiem - z dwóch lat kryzys, którego obecnie jesteśmy świadkami, a chyba najdłuższy w historii, jakoś nie chce się zakończyć i wszelkie znaki na Ziemi i niebie wskazują na to, iż aż tak szybko się nie zakończy. O czym to świadczy? O nas? O grach? Czy też może o tym, że faktycznie absolutnie _wszystko_ przemija i od tej reguły nie ma wyjątków?...

Kiedyś... Kiedyś życie gracza i w ogóle człowieka mającego jakiś związek z kompami było o wiele prostsze i zarazem ciekawsze. Świetnych gierek było po prostu w bród, jak się nudziło to można było nawet skombinować jakąś mapkę czy zająć się jakąś inną formą twórczości, teksty każdy pisał o czym chciał i czytało się je przez sam fakt, że są, a oceniało się dopiero po przeczytaniu. W scenie miłośników gier panował full underground, stron w necie było w porównaniu do czasów obecnych niewiele i mimo iż stały one na poziomie technicznym o wiele niżej niż dzisiejsze sajty, każdy codziennie ściągał z nich pliki, oglądał cudze grafy, przejechał najświeższe newsy i obleciał zamieszczone teksty. A potem walnął se mejla do autora stronki, że wporzo koleś jest, i że to dobrze, iż komuś naprawdę chce się pracować nie dla własnej korzyści, a dla dobra ogólnego. I było w porządku, bo tak być powinno... Nikomu się nigdzie nie spieszyło, tak jak ma to miejsce teraz - ludzie potrafili jakoś wrzucić na luz i po prostu czuli, iż giera, której się poświęcili, jest tego warta.

A teraz? Matko, jak dzisiaj patrzę na to wszystko, to jak Boga kocham, niedobrze mi się robi! Ale jak można przyjmować spokojnie rzeczywistość, w której rządzą pozory?! Bo niby z pozoru wszystko jest oki - tytułów nam nie brakuje, teoretycznie ich jakości też nie można nic zarzucić - coraz lepsza grafa, większy stopień rozbudowania właściwej gry, oryginalniejsze giwery. Tyle że wszystko jest teraz bliźniaczo do siebie podobne, a ilość nowinek, jakie wnoszą ze sobą pojawiające się obecnie produkcje, nie jest wystarczająca, aby grę można było nazwać nowatorstką i grywalną. Jednak na złą sytuację świata gier komputerowych nie składa się wyłącznie brak pomysłów producentów, ale także nasza własna mentalność! Obecny gracz to już nie ta sama osoba, co kiedyś - majstrująca ze zwykłych nudów naprawdę nieziemskie cuda i emanuująca pasją do swej ukochanej giery. Dzisiejszy gracz bardziej kojarzy się z zapracowanym, wiecznie zajętym kolesiem, mającym mentlik w głowie i tak naprawdę samemu nie wiedzącym, czego chce... Przyczynia się do tego nie tylko zmęczenie starych wyjadaczy, ale także ciągle przybywające zastępy osób, pykających na kompie od czasu do czasu i zbytnio nie przejmujących się tym, co się dzieje w świecie, do którego postanowili (raczej nieświadomie) wkroczyć. Obecnie już na nic tak naprawdę nie ma czasu, wszyscy gdzieś pędzą, jakby zaraz miał nastąpić koniec świata. Nieustanny popłoch, brak zaangażowania, skakanie z kwiatka na kwiatek, kompletna ignorancja... Ludzie, matko boska, gdzie wy się tak śpieszycie?!!! Co to, pali się gdzieś czy jak? Czy nie męczy was już ten wyścig szczurów?...

Tak dotychczas wyglądało moje stanowisko w tej sprawie. Stanowisko pesymistyczne, jednak - co może dziwić - po prostu wygodne. Pesymizm ma bowiem to do siebie, iż jest bezpieczny, gdyż akurat niego zawsze możecie być pewni. I to właśnie jego zaleta - w przeciwieństwie do postawy optymistycznej, na pesymiźmie nigdy się nie zawiedziecie, bo oczekujecie jedynie złego, więc jedyne co może was zaskoczyć to coś dobrego, co z kolei przynosi rozczarowanie raczej pozytywne. Tyle, że ile można trwać w pesymiźmie? U mnie okres ten zaczął się niedługo po premierze Q3 - mimo iż diabelnie się na nią podjarałem, to wtedy właśnie uświadomiłem sobie, że już trudno będzie mnie zaskoczyć i odtąd producenci zaczną się cofać, co znajdzie także swoje odbicie u graczy, których zapał i pasja również bardzo opadną. Przez długi czas jednak myślałem, iż jest to wyłącznie moja subiektywna, nie podzielana przez nikogo opinia, więc nie przejmowałem się tym zbytnio. No bo cóż może wiedzieć jeden zakompleksiony koleś, co mogą znaczyć jego przeczucia? Okazało się jednak, iż nie tylko ja tak sądzę. No bo co się okazuje? Coraz więcej osób pisze o "śmierci Q3", coraz więcej osób (m.in. RooS) przyznaje się, iż ich zapał do Quake'a i grania w ogóle już dawno zaczął wygasać i teraz pozostaje już tylko jego krótki, słaby, ledwo tlący się ogarek... Mnóstwo ludzi, którzy niegdyś byli związani z całym tym światkiem (zarówno jeśli chodzi o twórców, jak i działaczy scenowych), albo odeszło na dobre albo wyniosło się z branży rozrywki elektronicznej. Jeden po drugim - "pyk" i nara, kolejny "pyk" i słuch o nim zaginął. A przecież nie dzieje się to bez powodu!

Czyżby więc gry komputerowe znalazły się w ślepym zaułku, wpadły w tak głębokie bagno, iż nie są w stanie się z niego uwolnić?... Czyżby zbliżał się ich... koniec?...

BULLSHIT!!! G***o prawda!!!!!

Luuuuuudzieeeeee! Czy my czasem nie przesadzamy? Czy się zbytnio nie jaramy tym wszystkim, i to na dodatek niepotrzebnie?! Patrząc na obecny wygląd sceny quakowej nie dziwię się, iż niektórzy zaczynają już mieć Quake'a dość - no bo w końcu ile można? Pozwoliliśmy wedrzeć się komercji i pieniądzom do tego wszystkiego, musimy więc teraz za to zapłacić. Ludzie, którzy biorą w tym udział, z dnia na dzień coraz bardziej popadają w rutynę, więc cóż w tym dziwnego, że zaczyna ich to nudzić? Patrząc na osoby, które dopiero niedawno zaczęły swoją zabawę z tą wspaniałą grą, obserwując ich zaangażowanie, od razu widać, w czym tkwi problem. W nas! W nas samych!!! Siedzimy w tym zbyt długo, aby nie dojść do pewnych wniosków - m.in. do takiego, iż im dalej próbujemy sięgnąć, tym bardziej się pogrążamy. Próbujemy zakręcić to wszystko do absolutnego maksimum, tymczasem zaczyna się nam to wymykać z rąk, straciliśmy już nad tym kontrolę. Ale nie tylko w quakerach problem, bo mają go zwolennicy wszystkich gatunków gier. Nienasycony głód, zapychany kolejnymi produkcjami z obłędem w oczach, tworzy błędne koło - producenci, wiedząc o tym, strzelają kolejnymi tytułami jak pepesza, a gracze, świadomi tego czy nieświadomi, łykają haczyk i wsuwają je jedna po drugiej. Gdybyśmy sobie nieco odpuścili, może sytuacja wystabilizowałaby się i ludzie mieliby szansę zająć się na dłuższy czas jedną grą, a przez to bardziej zagłębić się w jej świat i stać się jej fanami.

Nie należy jednak zwalać wszystkiego na producentów, bo wtórność wtórnością, ale są jeszcze tytuły, w które warto zacinać i na które warto czekać. Dla przytoczenia jakiegoś przykładu wystarczy chociażby wymienić ostatni hit ze stajni CroTeam - Serious Sam'a. Gra ma świetną grafę, gigantyczne poziomy i w ogóle jest czadowa, ale jej zaleta tkwi zupełnie gdzie idziej - otóż jest to jedna z niewielu ostatnio wydanych gier, które w udany sposób sięgają do korzeni gatunku, czerpiąc z niej najlepsze elementy, czyli grywalność i prostotę (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Dzięki niej przypominają się stare dobre czasy Doom'a i Quake'a, gdzie liczyła się zabawa, a nie męczenie mózgownicy nad rozwiązywaniem coraz bardziej skomplikowanych zagadek. Być może w tym kierunku pójdą kolejne efpepeki, co niewąpliwie przysłużyłoby się naszemu ukochanemu gatunkowi. Zresztą to nie jedyny wydany ostatnio solidny shooter - mi na przykład w pamięci zapisał się fenomenalny Gunman, a także bardzo dobre Star Trek Voyager: Elite Force i Delta Force Land Warrior, a to przecież tylko przykłady, których naprawdę mógłbym wymienić wiele, wiele więcej. Jeszcze lepiej wyglądają będące obecnie w produkcji pozycje, np. Doom III, Return to Castle Wolfenstein, Unreal II, Half-Life: Blue Shift, Soldier Of Fortune II, Aliens Vs Predator II, Duke Nukem Forever, czyli, jak widać, sequele shooterów, które zmieniły lub wywarły duży wpływ na dzieje gier fpp, a także Red Faction, Halo i Max Payne - IMO niemal pewne hiciory. Przyszłość nie zapowiada się więc tak stasznie.

Inna rzecz to sięganie do klasyki. Wielu pseudograczy ogranicza się do jednego tytuły i młóci w niego aż do znudzenia, a potem jeszcze, i jeszcze, i jeszcze... I tak w kółko. Tymczasem istnieje mnóstwo tytułów, które mimo całkiem już sędziwego wieku (jak na gry) oferują nadal świetną grafikę, doskonałą oprawę muzyczno-dźwiękową, niesamowitą grywalność i po prostu kupę zabawy. Zaliczyć do nich można chociażby dwie pierwsze części Quake'a, pierwszą część Unreala, Blooda, Duke Nukem 3D, Half-Life'a, Aliens vs Predator, Soldier Of Fortune, Kingpin'a, Sin'a czy Shogo MAD, nie powiecie więc, że nie ma w czym wybierać. Obecnie większość tych gier kupić można po naprawdę niskich cenach, wystarczy tylko trochę poszukać - a naprawdę warto. Poza tym właśnie na tych hitach przez długi czas opierała się większość shooterowej sceny twórczej, więc nie trzeba się martwić, iż wraz z ukończeniem ostatniego levelu gra będzie musiała być odstawiona na pułkę - wystarczy wtedy regularnie ściągać różne dodatki do nich (a tych - zapewniam was - nie brakuje) i już wasz nowy nabytek staje się nieśmiertelny... Nie można także powiedzieć, iż scena shooterów ma się centralnie do bani. Większość starych, doświadczonych "artystów" (maporobów, modmakerów itp.) nadal pracuje z pełną parą (jak np. Jude czy g1zm0), znaczącym plusem było też powstanie serwisów fpp.pl i gracz.net, które są obecnie moimi faworytami w polskim necie (nie wiem, może nie mam gustu ;P). W zagranicy też się trochę ruszyło - po małym, aczkolwiek wyczuwalnym, zastoju części serwisów Planet (m.in. PlanetQuake) znowu wszystko wróciło do normy i jest tak jak dawniej. A to cieszy...

Pamiętajcie - obecnie światek efpepeków przeżywa dół, jakiego jeszcze dotychczas nie miał, jednak spójrzcie na to z optymistycznej strony - już niżej nie spadniemy, jedyną drogą jest więc odbicie się od dna i wznoszenie się ku powierzchni! Pogrążeni w nostalgii za dawnymi czasami, nie zauważamy, iż na horyzoncie zaczyna się pojawiać naprawdę obiecująca przyszłość. Być może producenci zauważyli, co było nie tak, być może gatunek shooterów jednak się odrodzi, tak jak to miało miejsce trzy lata temu. Być może my też powinniśmy otrzepać się z pajęczyn, wyrwać z mentalnego letargu i z powrotem zacząć szukać nowych hiciorów. Czy przyniesie to jakieś konkretne rezultaty? A bo ja wiem?... Ale z pewnością będzie warto...

GFX and HTML by blo '2001