Do pisania na: tworzywach sztucznych, szkle, metalu. Szybkoschnący, odporny na wode.
Text by [ Luke ]

Na rynku gier komputerowych pojawiają się dwa rodzaje gier fpp - wysokobudżetowe, silnie reklamowane produkcje, oparte najczęściej na jakichś supermocnych engine'ach (np. fire lub lithtech), oraz te o o wiele skromniejszych budżetach, tworzone przez często mało znane grupy programistów. Te ostatnie rzadko są na tyle dobre, aby zyskać większą siłę przebicia - ich twórcy stosują więc swoistą taktykę. Polega ona na oparciu swojego "dzieła" na jakimś kontrowersyjnym pomyśle, co wzbudziłoby wokół niego wrzawę i tym samym załatwiło sprawę reklamy. Pomysł ten rekompensować ma słabą grafikę, brak głosów podłożonych przez sławne osobistości i inne skopane aspekty gry. Takich gier się nie kupuje - można sobie popykać w demko i na tym przeważnie zabawa (?) się kończy. Ja sam przyznaję się bez bicia, że tekst ten napisałem na podstawie wersji demo gry, więc... ;)

Jedną z takich pozycji jest gra pt. Santas Gone Postal (jej demko było jakiś czas temu w CDA), w której wcielamy się w nienawidzącego świąt kolesia, przebranego za św. Mikołaja i strzelającego do biegających po okolicy stworzonek. Cała gra polega na napełnieniu kociołka krwią ociekającą ze szczątków zastrzelonych zwierzątek. Wszystko to musi być wykonane w określonym czasie - w lewym górnym rogu ekranu bez przerwy tyka budzik i kiedy jego wskazówki wykonają 360-stopniowy obrót, ten zaczyna przeraźliwie dzwonić i musimy zaczynać od nowa. No, tutaj trzeba twórcom pogratulować, gdyż udało im się spełnić swoje założenia w 100%. Gra jest faktycznie chora jak mało która...

Pierwszy kulejący element (jeśli nie liczyć samych założeń ;)) widoczny jest od razu po uruchomieniu gry. Chodzi oczywiście o engine, który autorzy postanowili skonstruować sami. Grafa z początku odrzuca od monitora i, szczerze mówiąc, później wrażenie to wcale się nie zmienia ;) - można jednak w końcu się do niej przyzwyczaić. Teren oparty jest na kanciastych wzniesieniach, pokrytych nie teksturami, a po prostu cieniowaną gradientowo bielą. Ilość dodatkowych struktur również jest znikoma - od czasu do czasu można natknąć się na jakieś kominy, drzewka, bałwana itp. Nasza broń składa się z niewielkiej ilości polygonów (widać je niemal gołym okiem, szczególnie jeśli chodzi o teren), tak samo jak i modele przeciwników, co sprawia, że wszystko to wygląda kanciaście i razi brakiem detali. Jedynym plusem engine'u jest to, że chodzi on całkiem szybko i udźwignąć może spore obszary mapek, co jednak i tak nie rekompensuje jego licznych minusów. Również oprawa dźwiękowa stoi na baaardzo słabym poziomie. Składają się na nią zaledwie dźwięki broni, odgłosy wydawane przez przeciwników, okrzyki animowanej przez nas postaci i inne małe drobiazgi w postaci np. dzwoniącego budzika. Bieda oj bieda... Nawet muzyki tutaj nie ma - co najwyżej, że ktoś za muzykę uważa świąteczny fragmencik w menu od razu po uruchomieniu gry...

W demku mamy dostęp do trzech planszy. Na pierwszej spotkać można tylko niewinne zajączki, na następnej "bestiariusz" rozszerza się o chichoczące elfy ubrane w zielone wdzianka, a na ostatniej postrzelać już można do jelonków i niedźwiedzi. Do eksterminacji ich wszystkich służyć nam będą dwie giwery - snajperka i coś w rodzaju granatnika fosforowego. O ile ta pierwsza wystacza przez większość gry, to już misie nie dają sobie w kaszę dmuchać i po zbytnim zbliżeniu się do nich lub trafieniu w nich jakimś gnatem wkurzają się i zaczynają nas gonić, a wtedy robi się niebezpiecznie - i w takich właśnie sytuacjach przydaje się ów granatnik, który i tak nie kładzie ich za pierwszym trafieniem. Ogólnie każda broń ma tutaj swoje plusy i minusy. Snajperka ma zoom, można nią więc razić oddalone od nas cele, ale za to jest stosunkowo słaba i często trudno nią trafić. Z kolei granatniczek jest diabelnie mocny, ale po pierwsze ma krótki zasięg, a po drugie zwierzątko, które miało nieszczęście nim oberwać, rozpada się na mnóstwo części, rozlatujących się gdzie się tylko da, co utrudnia ich zbieranie i przez to zmniejsza pozostały nam czas. Jeśli nie możemy znaleźć w pobliżu żadnego zwierzaka, to warto spróbować skorzystania z dźwięków wabiących. No nie wiem, ale szczerze mówiąc gdybym był takim bezbronnym stworzonkiem to słysząc ryk wydawany przez jakiegoś wariata wiałbym gdzie pieprz rośnie, a nie szukał źródła tego ryku. No ale to kwestia gustu ;).

Kwestia sterowania też nie została rozwiązana zadowalająco. Przede wszystkim nie możemy skakać, co strasznie utrudnia grę gdy np. wpadniemy do jakiegoś głębszego dołu o stromych ścianach. Nie można też skonfigurować sobie klawiszy ani w ogóle żadnych opcji związanych z poruszaniem się - do obsługi mamy tylko kursorki albo WSAD oraz shift lub spację do biegania. Dalej - nie mamy żadnego crosshair'a, co praktycznie uniemożliwa strzelania ze snajpery bez zoomu.

Wszystko to składa się na grywalność. I tutaj wydawałoby się, że mamy do czynienia z klapą nad klapami. Otóż... niezupełnie. Owszem, nie jest to gra na miarę wielkich shooterowych hiciorów, ale nie jest też tak tragiczna, aby nie dało się w nią trochę zagrać. A gra się, mimo wszystkich bugów, całkiem fajnie - tyle że w demko. Być może część z was zastanawia sie, dlaczego podjąłem się recki takiej dennej i mało znanej giery, i to jeszcze na podstawie jej wersji demo. Ano dlatego, iż chciałem zwrócić uwagę na tego typu gry. Denne, badziewne, ale jednak istniejące na rynku. Czy warto zakupić pełną wersję SGP? Nie, nie warto ;)! Przelazłem demko i mam już gry dosyć. Nie ma sensu wyrzucać 15 dolców w błoto, nie? Powyższy tekst napisałem jedynie dlatego, iż gra ta wywarła na mnie jakiś wpływ - raczej trudno powiedzieć, żeby był on pozytywny, no ale zawsze... Tyle, że chciałem wyrwać się tu z szyku. Wszyscy w FZ piszą bowiem recki tych gier, które im się podobają. Ja zrobiłem po prostu na odwrót ;).

GFX and HTML by blo '2001