Text by [ Luke ]
Ano co fakt to fakt. Niestety w niemal każdym środowisku znaleźć można osobników, którzy święcie i aż przesadnie konsekwentnie wyznają zasadę "cel uświęca środki". O ile np. w scenie objawia się to powielaniem cudzych prac czy też obgadywaniem kumpli w celu zyskania nowych, to już shooterowy multiplay skażony jest bardziej bezpośrednią formą takiej działalności. W grę wchodzą tu niekiedy bardzo wymyślne sposoby cheatowania i niekiedy sam styl gry takiego delikwenta lub jego nieznośne zachowanie i pyszałkowatość. Cóż, lamerstwo to paskudna rzecz i każdy, kto miał z rasowym lamerem do czynienia, dobrze o tym wie. Jednak najpierw parę słów wyjaśnienia.
Bardzo często ludzie używają słowa "lamer" w niewłaściwy sposób i wobec niewłaściwych osób. Zawsze trzeba pamiętać o różnicy między lamerem a begginerem. Begginer to po prostu ktoś początkujący, jeszcze niezbyt dobrze obcykany w sprawach, w świecie których zaczyna się powoli kręcić. To nic złego być begginerem, każdy przecież kiedyś nim był i akurat tego rodzaju osób tępić nie należy, bo to po prostu nie ma najmniejszego sensu - i tak zawsze jacyś będą ;). Można mieć jedynie nadzieję, że osoby takie nie będą się zbytnio udzielać, zanim nie zdobędą odpowiedniej wiedzy i umiejętności (wtedy często nie równają się one temu, co dany koleś o samym sobie myśli, a w takiej sytuacji łatwo zostać nazwanym - i to wcale nie bezpodstawnie - właśnie lamerem). Chociaż z drugiej strony jak mają to uczynić nie prosząc innych o pomoc? To temat naprawdę długi jak rzeka, ale to nie o problemach newbies mam zamiar się pocić o trzeciej w nocy :) (heh... powaga :)).
Mimo to jednak warto zastanowić się, gdzie leży granica między umiejętnym używaniem własnego sprytu a lamerstwem? Co wolno, a czego nie wolno robić, aby nie zostać podsumowanym takim haniebnym określeniem? Niekiedy nie warto się przejmować, jeśli ktoś nagle puści sobie w konsolce "ale lama...", bo coś zbyt wiele osób nadużywa tego słowa, trzaskając nim na lewo i na prawo kiedy tylko padnie trupem i wkurzy się na swojego oprawcę. Jednak jeśli nagminnie ludzie wyrażają się o nas w taki sposób, trzeba zastanowić się, czy faktycznie nie robimy czegoś, co mogłoby uzasadniać ich bluzgi. Oto lista czynności i zagrywek, z których korzystanie nie wpływa najlepiej na reputację szanującego się gracza:
1. Korzystanie z Z-Botów
Z-Boty to takie paskudztwo, dzięki któremu osoba w niego wyposarzona nie musi się już martwić o celowanie w przeciwnika. Powiedzmy, że boty w q3 na nightmare mają to draństwo zamontowane fabrycznie ;))). Diabelnie wkurzająca rzecz, ja spotkałem się z nią bezpośrednio tylko/aż dwa razy (tylko czy aż - i tak o dwa razy za wiele) - raz udało mi się mimo to położyć kolesia na łopatki, za drugim razem już takiego szczęścia nie miałem... Co do honoru osób korzystających z z-botów wypowiadać się nie będę, apeluję tylko wszystkich, aby osoby te, jak i same ustrojstwa, omijały z daleka.
2. Kampowanie
Uuuuu! O tym to ja mogę nawet i książkę napisać :). Kampowanie to sposób gry polegający na zaszyciu się w jednym miejscu i ładowaniu w przeciwników z ukrycia. Chociaż tutaj akurat sprawa nie jest wcale tak zupełnie jasna, bo wiele osób korzystających masowo z raila ma kompleksy, cierpiąc z powodu gryzącego je sumienia, nie dającemu im pewności czy to czasem nie kamperstwo. Otóż samo łażenie po planszy i używanie railguna przy pomocy celnego oka kamperstwem nie jest - sprawa komplikuje się, gdy mamy doczynienia z sytuacją, kiedy to stoimy w jakimś miejscu (odsłoniętym) i - natrafiwszy na bandę walczących parędziesiąt metrów dalej kolesi - włączamy zoom i ładujemy w nich z jednostrzałowca. Co wtedy - czy taka zagrywka jest nieczysta? A więc nie, nie jest! Nie dość, że zgodnie z przysłowiem "Gdzie dwóch się bije, tam browar podają ;))" jest to po prostu zwykłe korzystanie z okazji (pod warunkiem, że nie ukrywamy się w żadnym zakamarku!), to przecież w każdej chwili jeden z walczących może nas dostrzec a wtedy to my mamy przechlapane (co najwyżej że reszta go nie puści ;)). Wiąże się to więc także z jakimśtam ryzykiem, toteż nie można mówić, że idziemy na łatwiznę. Podobnie jest w przypadku wykorzystywania znajomości toru lotu jumppadów w celu zdobycia łatwego fraga - tutaj z kolei osoba z niego korzystająca musi pamiętać, iż niemal zawsze w takich sytuacjach występuje niebezpieczeństwo zdjęcia przez kogoś innego. Jak więc widać, linia granicząca "uczciwe" korzystanie z okazji od kampowania zbyt gruba nie jest i trzeba się tu zdawać na własną logikę, czy czasem to, co robimy, nie jest kamperstwem. Poza tym kampowanie nie zawsze jest czynnością haniebną - niekiedy, np. podczas walk duelowych czy teamowych, tymczasowe stosowanie takiej taktyki jest konieczne i nawet największe gwiazdy z niej korzystają - rzadko bo rzadko, no ale zawsze ;).
3. Używanie quada w duelach
Sprawa nie dotyczy tylko samego quada, ale także i innych power-up'ów (poza megasem). Dają one po prostu zbyt dużą przewagę jednemu z graczy, a wtedy walka nie ma sensu. Jedynym wyjściem jest w takiej sytuacji ukrycie się w jakimś ustronnym miejscu i poczekanie, aż posiadaczowi takiego wzmacniacza się ono wyczerpie. Już samo sumienie i sportowy rozsądek zabraniają używania power-up'ów w duelach, no ale jeśli ktoś jest totalnym debilem i takiego czegoś nie posiada to może się zdarzyć, że posunie się do walki "z dopingiem". Jeśli tłuczemy się na LANie i przy okazji jesteśmy servem to można wtedy takiemu delikwentowi utrzeć nosa i przy okazji mieć z niego niezły ubaw, ustawiając faktor power-up'a na 0 i ciesząc oczy próbami sfragowania nas przez frajera. Co innego, gdy walczymy w necie i wzmacniacze są na servie udostępnione, wtedy - jeśli koleś zdaje sobie sprawę z tego, że robi źle, a mimo to nagminnie łamie zasady fair-play - pozostaje jedynie znalezienie sobie bardziej honorowego przeciwnika. Cóż, są ludzie i są taborety :(...
4. Korzystanie z BFG
No właśnie - czy korzystanie z BFG to objawa lamerstwa? Powstało już o tym na zachodzie parę artów (parę z nich można przeczytać w necie), z których treścią w większości się zgadzam, chociaż nie do końca. Jeśli chodzi o q2 to sprawa jest mocno zagmatwana, bo mimo iż sama broń sieje zagładę totalną to po pierwsze odpalenie tej giwery trwa sporo czasu, co sprawia, że w starciach bezpośrednich jest niemal bezużyteczna, po drugie autorzy przeważnie starają się o to, aby jej znalezienie nie było zbyt łatwe, no i w końcu po trzecie zżera ona takie pokłady amunicji, że prawdę mówiąc o wiele łatwiej zabić kogoś wyładowując 50 cellsów z hyperblastera niż bfg. Co innego gdy walczymy na mapkach bardziej otwartych - wtedy często korzystanie z bfg łączy się z kampowaniem, a to już normalna przesada! No bo jak stanie ponad innymi graczami i ładowanie w nich z czegoś przypominającego bombę atomową świadczy o człowieku ;>? Ale to odosobniony przypadek - czynne łażenie z bfg może nie jest do końca fair (bo w końcu tej giwerze NIC się nie oprze ;)), jednak rekompensuje to raczej trudna obsługa tego urządzenia - raz że często ktoś nas zdzieli z raila czy rakietnicy zanim my zdąrzymy go odpalić, a dwa, że korzystanie z niego jest po prostu niebezpieczne, jakiś napaleniec walnie nie tam gdzie trzeba, a wtedy już tylko bye bye i msg w konsolce "Johnny should use a smaller gun" :). Tak czy siak raczej radzę pozostawić tego gnata do singla i dać sobie z nim spokój w dedmeczach.
Nieco inaczej przedstawia się sprawa z bfg w q3. Otóż tam to jest już jawne przegięcie - wszyscy trąbią o tym, że w q3 bfg to już nie tak bardzo lamerska giwera, że aby nią zabić trzeba się trochę namęczyć itd. Swego czasu sam podobnie uważałem, ale obecnie uważam, że... BULLSHIT! Bo jeśli to prawda, to dlaczego w q2 puści się raz czy dwa pocisk z tego monstrum i pa pa (zawsze znajdzie się ktoś, komu uda się nas zdzielić), a z kolei w q3 na np. q3dm14 wystarczy dorwać tą giwerę i co jakiś czas uzupełnić amunicję do niej, aby niepodzielnie panować na całej mapce? W q2 bfg miał swoje zalety (wielkie), ale także i wady - w q3 to mix pg i rl i on NIE MA wad! Dlatego dla mnie korzystanie z bfg jest większym lamerstwem w q3 niż q2... Ot, takie jest moje stanowisko w tej sprawie.
Warto jeszcze zająć się sprawą redeemera w UT, będącego również bronią zagłady, tyle że na nieco większą skalę niż bfg'i w q2 i q3 razem wzięte :). To już faktycznie była bomba atomowa, o gigantycznym zasięgu i prawdziwej fali uderzeniowej! I o ile na jakichś bardzo otwartych mapach efekt eksplozji obserwowany z dużej(!) odległości był naprawdę spektakularny, to np. na Deck16 po prostu bałem się z niego korzystać! Co innego walka ctf-owa, gdzie staje się ona gnatem o istnie taktycznym znaczeniu, którego zdobycie staje się sprawą najwyższej wagi, jeśli oczywiście tylko występuje on na mapie :). Póki co wszyscy podchodzą entuzjastycznie do ut-owego redeemera, jednak podejrzewam, że z czasem stosunek do niego stanie się podobny do stosunku graczy do bfg z q2.
6. Stosowanie skryptów ułatwiających
To już nie tyle chamskie wykorzystywanie przedmiotów czy taktyk, a zwykłe chodzenie na łatwiznę. Kolejna, po z-botach, cholernie wqurzająca mnie rzecz, często nie pomagająca osobie z niej korzystającej na tyle, aby zmienić wyniki końcowe, a tylko świadcząca o jej miernym poziomie i naprawdę niskim mniemaniu o własnych umiejętnościach. Do najpowszechniejszych takich skryptów zaliczyć można zbindowany rocket-jump (absolutny szczyt lamerstwa) czy też przechodzenie w tryb tpp podczas walki na gauntlety w q3 (swego czasu zabronione przez CPL), chociaż istnieją też nieco mniej wkurzające, co nie znaczy uczciwe, zagrywki, jak np. zbindowane zmiany skina. Co najgorsze pomysłowość takich ludzi niekiedy naprawdę zadziwia - wyciskają oni z konsoli wszystko, co tylko jest dostępne ze strony klienta (cgvar'y), byleby tylko ułatwić sobie grę.
7. Inne sztuczki
Stosowane głównie na LANach, np. w kafejach, a to ze względu na możliwość wpływania na zawartość twardego dysku przeciwnika. Związane są głównie z właściwościami modela osoby oszukującej przy wyłączonym Force Player Models ze strony osoby oszukiwanej. Do najczęściej stosowanych należą "niewidzialne" skiny (widać tylko guna) i podmienione dźwięki modeli, często zmylające graczy (np. umieszczenie dźwięku śmierci pod okrzykiem). Sprawa z początku denerwująca, po rozwiązaniu kłopotu odwraca sytuację i doprowadzająca do szału cheatera. A wystarczy tylko właśnie włączyć FPM i po kłopocie - wtedy debil nie będzie wiedział o co chodzi i dlaczego jego "gadżety" nie działają. Raz miałem w Altechu podobny przypadek, kiedy walczyłem z jakimś bachorem (który, jak na swój wiek, był i tak niezły) - zrobiłem co swoje i po chwili ten próbował zgłosić vote'a, żeby mnie wykopać (byłem ja, on i jego kumpel, vote mógł więc przejść). Nie wyszło mu jednak za pierwszym razem (koleś nie był obcykany z konsoli q3 :)), jednak wolałem nie ryzykować i wpisałem jedynie: /name regqhrkjgerblw (czy coś koło tego, w każdym razie dłuuugą kombinację losowo wybranych literek) i koleś skapitulował :), a ja miałem z niego taki wylew, że omal sam nie dostałem w d*** :). Jak więc widać stosowane takich sztuczek nie popłaca, bo zawsze znajdzie się ktoś sprytniejszy od oszukującego :).
Nie da się ukryć, że trzeba się mieć na baczności i uważać, żeby nie stać się zbyt cwanym :) - na tyle, aby uzyskać status lamy. Że ludzie przesadzają z używaniem tego określenia, już chyba wcześniej mówiłem, jednak niekiedy faktycznie mają do tego podstawy - i wtedy trzeba się przyjrzeć samemu sobie. Lamerów jest sporo i społeczności sieciowej nie potrzeba ich więcej - już tępienie istniejących stanowi spory problem, starajcie się więc unikać zachowania, dzięki któremu możecie powiększyć ich grono. Po prostu nie warto...
|
|