Michał Młotek
Interes swego
życia
Prawie miesiąc temu sprzedałem duszę. Tak. Sprzedałem duszę
diabłu. Dokładnie w moje osiemnaste urodziny.
Wymyśliłem sobie takie coś, za co warto byłoby oddać wszystko.
Prawie w tym momencie pojawił się On i stwierdził, że to się da załatwić.
Oczywiście nieśmiertelność nie przeszła, ale ja miałem inny plan. Zażądałem abym
umarł dokładnie w moje 90 urodziny, sam czując się młody jakbym miał lat 40.
Targowaliśmy się do rana. Stanęło wreszcie na 78 urodzinach, czując się na 65 lat i
na tym, że umrę we śnie. Dodatkowo wyciągnąłem od niego gwarancję, aby cały czas
kręciły się obok mnie piękne kobiety. To przeszło bez bólu.
Byłem wolny. Pozbyłem się największej obawy człowieka. Jego
największej niewiadomej. Oszukałem Śmierć. Wiedziałem kiedy umrę. Mogłem spokojnie
wszystko sobie zaplanować. W końcu takie coś to namiastka nieśmiertelności...
Tydzień potem poznałem Iwonę. Tak jakoś dziwnie to wszystko
poszło. Pewnie Jego zasługa. Potem wygrałem w totka. Dwieście baniek. Potraktowałem
to jako dodatkowy bonus z operacji "Handel". Zaszalałem i kupiłem używane
BMW. Nawet w niezłej cenie, jak za tak utrzymany wozik. Starzy się trochę pluli, ale to
była moja forsa i mogłem z nią robić co chciałem. Byłem boss. Czułem się jakby
cały świat leżał u moich stóp. Pojechałem do Iwony pochwalić się. Na trasie dałem
ognia, żeby sprawdzić co wozik potrafi. Nie bałem się.
Jestem przecież nieśmiertelny. Oszukałem Śmierć.
Lekarze, gdy stwierdzili, że odzyskałem przytomność, nazwali to
jednym słowem: cud. Zmasakrowana twarz. Połamane żebra. Krwotok wewnętrzny. Kawał
karoserii wbity na pięć centymetrów w plecy. W kręgosłup. Kilka milimetrów wyżej i
śmierć na miejscu.
Cóż. Jestem nieśmiertelny. Oszukałem Śmierć.
Iwony nie zobaczyłem. Z rozmów pielęgniarek dotarło do mnie, że
jej już nigdy nie zobaczę. Straciłem gałki oczne. Nie mam czucia w rękach ani w
nogach. Nie mam go NIGDZIE!!
Oddycha za mnie maszyna. Nie mogę mówić.
Mogę tylko słuchać.
W uszach mam tylko ciągły szelest. To ziarenka piasku w klepsydrze.
JEJ klepsydrze. Mogę tylko liczyć.
Jestem nieśmiertelny. Opuszczony przez Śmierć.
61 lat.
11 miesięcy
3 dni
14 godzin
32 sekundy.
31 sekund
30 sekund
29 sekund
...
***
Michał Młotek
AD 2148
A miało być tak pięknie. Rozpoczął się dwudziesty drugi wiek. Zapanował
powszechny pokój, rozbroiliśmy się z całego tego morderczego żelastwa. Zaczęliśmy
latać do coraz dalszych planet naszego układu, zakładać na nich kolonie.
Potem przylecieli ONI. Przybyli z głębin kosmosu, z odległego systemu gwiezdnego.
Oferowali pokój, przyjaźń i wymianę technologii. Niestety po pewnym czasie okazało
się, że nasze technologie są dla NICH zbyt przestarzałe. Zainteresowały ICH za to
bogactwa naturalne naszej planety. Zaproponowali więc nową wymianę - ich technologia za
naszą naturę. Wtedy powiedzieliśmy: NIE! Od ponad stu lat żyliśmy razem z naszą
planetą, nie pozwolimy jej teraz pociąć na kawałki!
"Nie ma się co tak denerwować" - powiedzieli. " Nie chcecie, to nie.
Przecież nikt was zmuszać nie będzie." Dziwnie się przy tym uśmiechali.
Właśnie dziś jest dziesiąta rocznica rozpoczęcia okupacji. Tępi się nas jak
szkodniki, lecz nie poddajemy się. To co nas trzyma przy życiu, to zemsta. Pomimo
terroru, na podstawie ICH technologii i naszych starych broni, udało nam się
skonstruować Anioła - jeden pocisk zdolny rozbić planetę na atomy. Wysłaliśmy go dwa
lata temu. Za jakieś 18 miesięcy powinien dotrzeć do miejsca przeznaczenia. Wielu
naszych, z Ruchu Oporu, oddało życie za zdobycie współrzędnych ICH układu. Cel -
trzecia planeta od słońca. ONI nazywają ją Ziemią.
***
Michał Młotek
Pierwszy kontakt
Ta wyprawa na Marsa od początku była pechowa. Trzynaście razy zatrzymywano
odliczanie. Ostatni raz odliczanie zatrzymano na trzynaście sekund przed startem. Start
odbył się w piątek. Trzynastego. Wypadek wydarzył się trzynastego dnia lotu.
Statek nadaje się jedynie na złom. Tak naprawdę, to nie powinniśmy wyjść z
czegoś takiego żywi...
Przeżyliśmy wszyscy. Zanim całkowicie straciliśmy hermetyczność, udało nam się
dotrzeć do skafandrów.
Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nawiązaliśmy Kontakt. Teraz
już mamy pewność, że nie jesteśmy sami we Wszechświecie. Przed startem mówiono nam
żartami, że jeśli coś, to przyjaźnie machać rękami i wymienić uprzejmości. Nie do
końca nam się to udało. Nawigator tak machał rękami, że gdybyśmy go nie
odciągnęli, to by chyba tego ufola utłukł. A pytanie Pilota "Kto cię k*.*
baranie uczyć latał?" do uprzejmych raczej nie należy...
***
Michał Młotek
Nadzieja
13 Kwiecień
"The Time"
Obserwatorium w Las Palmas donosi, iż wykryto zbliżający się asteroid. Porusza się
on z duża prędkością i prawdopodobnie przejdzie w pobliżu Ziemi, tak że naukowcy
będą mieli kolejną okazję do badań. Jest to pierwszy sukces Systemu Wczesnego
Ostrzegania Wewnątrzukładowego.
21 Kwiecień
"Morning Star"
Zbliżający się asteroid ma już swoja nazwę. Nazwano go DCSD0413.
29 Kwiecień
"Astronomy Today"
DCSD0413 nazywany przez prasę "Grubaskiem" przejdzie bardzo blisko naszej
planety - w przybliżeniu w podwójnej odległości Ziemia-Księżyc. To najbliższe
przejście pozaukładowego ciała niebieskiego w historii astronomii. Przy tej średnicy
asteroidu (25 km) będzie można go dobrze widzieć nawet przez lornetkę.
1 Maja
"Biuletyn wewnętrzny - PENTAGON"
TAJNE
Wg najnowszych danych trajektoria obiektu DCSD0413 przetnie się z orbitą Ziemi z
98,3% prawdopodobieństwem. Ewakuacja do schronów w Górach Skalistych rozpocznie się w
ciągu 24h.
7 Maja
"Business Week"
Panika na giełdzie. Od momentu ogłoszenia zagrożenia wszystkie notowania lecą w
dół. Trzymają się jedynie firmy budowlane - ludzie inwestują w schrony.
12 Maja
"Wiadomości"
W dzisiejszych zamieszkach w Warszawie zginęło znów około dziesięciu osób.
Dantejskie sceny rozgrywają się na trasach prowadzących w góry. Korki sięgają
dwudziestu pięciu kilometrów. Władze proszą o pozostawaniu w miejscu zamieszkania.
Połączone sztaby pracują nad możliwością zniszczenia obiektu.
17 Maja
"CNN"
Wystartowali. Nadzieja ludzkości odleciała z kosmodromu w Cape Canaveral na spotkanie
z DCSD0413. Jeśli tylko uda im się wylądować, założyć ładunki i zniszczyć
asteroid... Niech Bóg ich prowadzi.
19 Maja
"CNN"
...na tych słowach kończy się ostatni przekaz z "Hope" - naszej nadziei.
Złóżmy hołd tym, którzy oddali życie w naszej obronie. Teraz mamy już tylko jedną
szansę. Odpalić rakiety, gdy asteroid będzie odpowiednio blisko. Naukowcy przewidują,
że do zderzenia zostało 5 dni.
23 Maja
"Wiadomości"
Do kolizji zostało około 24 godzin. Za 10 godzin Z terytorium USA zostanie odpalone
pięć rakiet niosących najpotężniejsze ładunki nuklearne istniejące na Ziemi.
Rakiety nośne są amerykańskie, ładunki rosyjskie. Jeśli ten manewr się nie uda,
naukowcy przewidują, że asteroid upadnie w pobliżu południowego krańca Gór
Skalistych w USA.
24 Maja
"CNN"
14 godzin do kolizji. Odliczanie trwa.
Przeprowadzone symulacje komputerowe potwierdzają, że ewentualna kolizja spowoduje
naruszenie stabilności powłoki Ziemi. Dla tych, którzy przeżyją dostatecznie długo,
oznacza to zachwianie sejsmiki płyt kontynentalnych - Piekło otworzy swoje podwoje.
Rakiety startują za godzinę.
24 Maja
"CNN"
13 godzin do kolizji. Odliczanie trwa.
Rakiety odpalone. Teraz możemy już tylko czekać.
24 Maja
"CNN"
8 godzin do kolizji. Odliczanie trwa.
To były ostatnie zdjęcia, jakie udało nam się uzyskać. Obserwatorzy donoszą, że
chwilę potem nastąpił straszliwy wybuch, który zniszczył całą instalację na Cape
Canaveral. Wszyscy, którzy wdarli się na teren i próbowali wykorzystać stojące tam
wahadłowce najprawdopodobniej zginęli. Specjaliści podejrzewają wybuch mieszanki
paliwowej w jednej z rakiet.
24 Maja
"CNN"
5 godzin do kolizji. Odliczanie trwa.
Błysk, jaki można było zaobserwować, oznacza, iż ładunki rakiet wybuchły. Miejmy
nadzieję, że w celu.
24 Maja
"CNN"
4 godziny do kolizji. Odliczanie trwa.
Proszę Państwa! Właśnie otrzymaliśmy informację z Połączonych Sztabów
Kryzysowych! Asteroid został prawie całkowicie zniszczony! Kawałki, jakie pozostały,
za około 4 godziny osiągną atmosferę Ziemi i będziemy mieli wspaniały pokaz
spadających gwiazd. A teraz połączymy się z Białym Domem skąd prezydent USA wygłosi
orędzie do całego świata.
24 Maja
"Wiadomości - Wydanie Specjalne"
Na ulice miast wylegli ludzie. Wielu płacze z radości, szampan leje się
strumieniami. Przed pałacem prezydenckim ustawiono trybunę. W każdej chwili spodziewamy
się, że prezydent spotka się z ludźmi. To cudowna chwila. Właśnie wyszedł! Ma łzy
na twarzy.
24 Maja
- Generale, przecież mogliśmy...
- Nic nie mówić? Tak, ale teraz chociaż zginą szczęśliwi...
1 godzina do kolizji. Odliczanie trwa...
***
Michał Młotek
Poza granice poznania
Wezwałem Go. To okazuje się, nie jest
takie trudne. Najtrudniejsze jest potem zachować zimną krew...
Pojawił się roztaczając wokoło zapach "Old Spice'a". Wyglądał jak
typowy prawnik - garnitur, teczka, złoty parker w klapie i ten specyficzny wyraz twarzy.
"No! To o co chodzi? Tylko szybko, bo inni czekają." - zaczął.
"Chciałbym przenieść się poza granice poznania" szybko stwierdziłem.
Przestał dyskretnie patrzeć na zegarek (oczywiście złoty Rolex) a na twarzy wykwitł
wyraz zaciekawienia. "Chodzi ci o to, aby spojrzeć na to wszystko z innej
perspektywy?" Odpowiedziałem twierdząco.
Nagle z teczki wyskoczył (sam!) laptop i drukareczka, która wypluła po chwili
cyrograf. "Przeczytaj i podpisz" - podał mi swojego parkera. Wszystko się
zgadzało. Podpisałem.
"No to kiedy to chcesz?" - długo czekałem aż padnie to pytanie.
"Teraz , zaraz !!!" krzyknąłem. Świat zawirował wokół.
Stałem na wzgórzu, w dole widziałem moje miasteczko. Nie rozumiałem co się stało.
Szatan stał oparty o drogowskaz i się śmiał. Dopiero po chwili przeczytałem napis:
"POZNAŃ 3 km". Śmiał się coraz głośniej...
***
Michał Młotek
Uciekinier
Biegnę. Bieg to moje życie i
przekleństwo. Ściga mnie potwór. Nie znam jego imienia. Gdybym je znał, mógłbym go
okiełznać i wrócić do wioski jako zwycięzca. Trakt mej ucieczki jest gładki, a choć
jest noc, to widzę drogę. Potwór z mymi plecami co chwila ryczy, popędza mnie to tylko
do szybszego biegu. Moją skazą jest strach - boję się spojrzeć bestii prosto w jej
ślepia. Nigdy jej nie widziałem, lecz WIEM, że imię swe nosi na czole. Gdybym tylko
tak się nie bał...
Straciłem już rachubę ile czasu biegnę. Jedynym wyznacznikiem jest moje zmęczenie.
Nie ważne jest jak długo to trwa. Ważne ile jeszcze wytrzymam. Kres biegu się zbliża.
Czuję to. Z każdym krokiem bestia jest bliżej i bliżej. Jestem taki zmęczony...
NIE!!!! Stanę oko w oko z nią, poznam jej imię i zobaczymy kto wyjdzie zwycięsko z
tego spotkania.
Rozpostarłem ręce i czekam. Oczy potwora świecą w ciemności, oślepiają mnie,
lecz ponad nimi widnieje napis! Imię bestii. Jeszcze chwila i je odczytam.
W ostatnim błysku świadomości dojrzałem IMIĘ i zrozumiałem... Przegrałem.
Imię brzmiało "SCANIA".
***
Leszek Karlik
Strata
To była pułapka.
Rebelianckie B-Wingi wyszły z nadprzestrzeni tuż przy Imperialnej stacji kosmicznej.
Ale Imperium wiedziało, że nadlecą. Zamiast dwunastu myśliwców TIE spoczywających
bezpiecznie w uchwytach hangaru stacji, czekały na nich dwa skrzydła myśliwców TIE/ln,
sto czterdzieści cztery śmiertelnie niebezpieczne pojazdy bojowe. Wszystkie pilotowane
przez elitę elit, najlepszych pilotów Imperium. Delikatna konstrukcja TIE/ln nie
zapewniała praktycznie żadnej ochrony przed laserami myśliwców, ale ich broń niosła
śmierć nawet ciężko opancerzonym i osłonionym polami energetycznymi B-Wingom. A
oprócz TIE/ln, w pasie asteroid Fara znajdowały się również nowe zabawki Imperium,
myśliwce TIE Interceptor. Szybkie, zwrotne i bardzo, bardzo niebezpieczne.
I bezosobowe uosobienie destrukcji i zniszczenia.
Imperialne Niszczyciele Gwiezdne.
Dwa.
B-Wingi nie miały szans. Walka trwała niecałe trzy minuty.
Ale rebelianccy piloci, zahartowani w walce bojownicy o prawdę i sprawiedliwość
drogo sprzedawali swoją skórę. Pas asteroid był niebezpiecznym terenem,
uniemożliwiającym wykorzystanie pełnej mocy i potęgi Imperialnych Niszczycieli. W
pasie asteroid walkę musiały toczyć myśliwce. Tego dnia obie strony krwawiły.
Imperium straciło osiemdziesięciu czterech pilotów.
- Tu Beta Cztery do Beta Trzy. Szkoda, że nie udało ci się żadnego dostać, Vairn -
wracające myśliwce wypełniły eter chaosem rozmów.
- A ja cieszę się, że to się skończyło - zmęczony głos pilota wskazywał, że
nie podziela entuzjazmu swojego skrzydłowego.
- Vairn, przecież miałeś okazję do zdobycia trzeciej sylwetki na twoim TIE!
Zostałbyś asem!
- Wiesz, co ci powiem, Dier? - w głosie Vairna było słychać zniecierpliwienie -
nigdy w życiu, na żadnej z osmiu udanych misji bojowych, żadnej, rozumiesz? Nigdy się
tak nie bałem. Nawet na tej trzeciej, na której zgodnie ze statystyką powinienem
zginąć. Ani na piątej, na której ginie większość pilotów z jednym zestrzeleniem na
koncie. Nigdy.
- Ale, Vairn... dlaczego? - głos Diera był młody, i wskazywał na bezgraniczne
zdumienie.
- Na tej stacji mieszka moja żona. I mój syn.
Dowódca eskadry Beta, Tiaree, przysłuchiwał się w milczeniu rozmowie swoich
podwładnych. Za czarną, bezosobową maską jego hełmu kredowobiała twarz była
ściągnięta i pokryta potem.
Beta Dwa nie wróci już do bazy.
A Beta Jeden, najlepszy przyjaciel swojego skrzydłowego, zastanawiał się, co ma
powiedzieć po powrocie do domu Elenie Gheelee.
Bo co można powiedzieć czteroletniej dziewczynce?
|