Zawsze tak jest, że gdy zostanie
wymyślona nowa technologia, nowe urządzenie, nowy sposób na cokolwiek, to zawsze można
go użyć dwojako. Weźmy na ten przykład (skoro to pismo zahaczające o światek
komputerowy) kompresję danych, a skupmy się na jednym przypadku, czyli kompresji
obrazów.
Cóż może być w tym złego? Przecież wreszcie zeskanowane zdjęcia
nie będą mi zawalały połowy twardego dysku! Pamiątkowy film z komunii zmieści mi
się na ZIP-ie. Przykłady mnożyć można długo... Co natomiast z ciemną stroną? Jest
ich kilka, lecz jedna zdobywa sobie coraz większą popularność - filmy w formacie MPEG.
Co to jest? - mogą zapytać ci co nie wiedzą. Otóż (w dużym uproszczeniu) zdobywa
się film, następnie za pomocy karty video przerabia się go na postać cyfrową. Jednak
teraz zajmuje baaaardzo dużo miejsca. W takim momencie należy go skompresować. Po tym
procesie dwugodzinny film mieści się na dwu płytach CD. Wypalamy płyty i gotowe.
Można już oglądać sobie ten film zawsze i wszędzie (nawet w pociągu - to się nazywa
szpan). Jest tylko jeden problem - o ile zrobiliśmy to na własny użytek z oryginału,
który jest naszą własnością, to można się jeszcze bronić, że to kopia
bezpieczeństwa (nie zużywa się podczas oglądania, trudniej zniszczyć, łatwiej
przechować itd). Sprawa jest taka, że przytłaczająca ilość tych filmów, to
"piraty".
Sytuacja powoli zaczyna przypominać sprawę wypożyczalni wideo przed
paroma laty. Filmy w Polsce (z lektorem!) pojawiały się jeszcze przed premierą
europejską. To samo dzieje się teraz na rynku filmów na płytach.
Powtarzam jeszcze raz - to czystej wody piractwo. Dodatkowo - filmy są
w wersji wąskoekranowej, bez efektów, jakie można usłyszeć tylko w kinie, czasami
kopie są dość miernej jakości (np. nagrywane z kina). "Kto ogląda takie filmy -
traci połowę przyjemności" - przeczytałem ostatnio w jednym z periodyków
traktujących o komputerach.
Jednak jest małe "ale"...
Co ma zrobić ktoś, kto chce obejrzeć jakiś film, który nie
zostanie w Polsce pokazany? Jechać za granicę i tam obejrzeć? Nie zna języka. Kupić
wysyłkowo kasetę wideo i dać ją do przetłumaczenia? Nie wypłaci się do końca
życia. Może również iść do pirata (lub znajomego) i od niego załatwić sobie dany
film. Przychodzi taka załamana osoba do domu (załamana bo marna jakość, bo kiepski
dźwięk, bo obcięty ekran) wrzuca płytki do komputera odpala i...
Jakość jest taka jak z kasety wideo (czasem nawet lepsza).
Dźwięk lepszy niż z telewizora, bo stereo (karta dźwiękowa stereo
kosztuje przysłowiowe grosze).
Wielkość ekranu jest dokładnie taka sama jak normalnie na
telewizorze.
Okazuje się bowiem, że te wszystkie wodotryski, jakie tracimy,
możemy docenić tylko i wyłącznie w kinie, w którym ten film nie zostanie pokazany.
Jest jeszcze jedna cecha tej technologii - zobaczyli ją ludzie
używający Internetu. Te filmy są w sieci za darmo. Każdy (a więc i TY - czytający
sieciową gazetkę) mający dostęp do Inetu może je sobie ściągnąć i oglądać ile
dusza zapragnie. Fala się już nie cofnie. Tak jak MP3 (również kompresja, tylko że
plików dźwiękowych), filmy na CD mają zapewnione miejsce na... może nie na
wieczność, ale aż do pojawienia się nowych i lepszych mechanizmów.
Może dystrybutorzy powinni zainteresować się nowym medium i zacząć
je promować - koszty powielenia filmu zwracają się bardzo szybko, nośnik o wiele
trwalszy od kasety VHS, a rynek jest chłonny...
Na koniec pytanie do ludzi decydujących o tym, co i kiedy wejdzie na
ekrany:
Jak się czuje "John Carpenter's Vampires"? Albo
"Soldier"? Lub "Star Trek: Insurrection"?
Bo szkoda, żeby takie filmy były jedynie w "drugim
obiegu"...