Framzeta
Pismo SF FRAMLING. Numer 4 [sierpień-wrzesień 1999]

Poprzednia strona Spis treści Następna strona

Konrad R. Wągrowski

13.gif (48075 bytes)Orson Scott Card
"Alvin czeladnik"


Orson Scott Card zyskał sobie w Polsce ogromną popularność dzięki znakomitej "Grze Endera" opublikowanej najpierw na łamach "Nowej Fantastyki", a później w wersji książkowej. Kontynuacja "Gry Endera", wspaniały "Mówca umarłych", dodał Cardowi nowych fanów, a i jego wizyta w Polsce ugruntowała ową popularność. Wszystkie kolejne powieści sprzedawały sie znakomicie. Niestety, wkrótce okazało się, że i ten pisarz miewa słabsze dni. Już trzecia i czwarta część "Gry Endera" - "Ksenocyd" i "Dzieci umysłu" nie dorównywały pierwszym tomom cyklu. Oryginalne pomysły, wciagajaca akcja, rozbudowane tło, zostały zastąpione przez pseudopsychologię i pseudofilozofię, roztrząsanie problemów, które moga szczerze zainteresować chyba tylko autora. Niestety, wszystko wskazuje na to, że w tym samym kierunku zmierza inny cykl tego autora - "Opowieść o Alvinie Stwórcy".

Siła tego cyklu było niezwykle interesujące połączenie historii alternatywnej i elementów właściwych dla fantasy. Otóż, akcja dzieje sie w świecie, w którym Jerzy Waszyngton został stracony podczas wojny o niepodległość USA, Napoleon swe pierwsze sukcesy odnosił w Kanadzie (która nadal jest francuska), a Warszawa jest jedną z ważniejszych stolic europejskich. Jednocześnie wielu mieszkańców USA (zarówno białych, jak i czerwonoskórych) posiada zdolności magiczne (od prostszych jak odnajdywanie ludzi, czy wyszukiwanie wody, po przepowiadanie przyszłości i władzę nad materią). Sukcesy Napoleona nie wynikają z jego zdolności strategicznych, lecz z magicznej mocy kierowania ludźmi. Owo historyczno - magiczne tło stanowiło największą zaletę tego cyklu, zwłaszcza w jego pierwszych częściach - "Siódmy syn" i "Czerwony prorok". Słabiej to już wygladało w "Uczniu Alvinie", a niestety jeszcze gorzej w czwartym tomie - "Alvinie czeladniku". Ów świat stanowi tło dla historii niezwykle utalentowanego chłopca (jak zwykle u Carda!) Alvina i jego zmagań z tajemniczym Niszczycielem. Akcja "Alvina czeladnika" oparta jest na tak popularnym w USA dramacie sądowym, procesie o własność żywego Złotego Pługa Alvina. Przebieg rozprawy jest momentami kuriozalny (rozważania o żywotności Pługa, gadająca jaszczurka, której postać przybiera Niszczyciel), wszystko jednak kończy sie szczęśliwie, a autor przygotowuje grunt pod przyszły konflikt Alvina ze swym młodszym bratem Calvinem... Co zostało zagubione? Właśnie ta najważniejsza rzecz - sceneria. W Ameryce prawie nie wychodzimy poza salę sądową, nawet w Paryżu brak jest opisu alternatywnej historii i aktualnego obrazu Cesarstwa (co mogłoby być pasjonujące!), a tylko kilka postaci i kilka komnat na terenie cesarskiego pałacu... Szkoda... Wszystko to zostało zastąpione przez dziwaczne kruczki prawne w dziwacznym procesie, niezbyt mogące nas zainteresować. Jest jeszcze jedna sprawa - Card nie potrafi opisywać wątków miłosnych, udowodnił to "Dziećmi umysłu". A niestety wciąż to próbuje robić... Historia Alvina i Peggy jest niestety źle poprowadzona i całkowicie niewiarygodna.

Problemem tego cyklu nie jest znane "Czy ktoś wie dokąd zmierza autor?". To akurat jest jasne - wyznaczonym celem bowiem jest budowa Kryształowego Miasta, które ukazał Alvinowi indiański szaman Tenska - Tawa. Problem w tym, czy śledzenie dążenia do tego celu, to jest to, co może zainteresować czytelnika i zachęcić go do sięgnięcia po następne tomy...


Poprzednia strona Spis treści Następna strona