Framzeta
Pismo SF FRAMLING. Numer 4 [sierpień-wrzesień 1999]

Poprzednia strona Spis treści Następna strona

Eryk Remiezowicz

15.gif (54107 bytes)Peter S. Beagle
"Pieśń karczmarza"

Ta książka powoduje, że wierzy się w magię. Świat z tej opowieści jest nią przepełniony. Jednak nigdy nie odczuwa się potrzeby szukania przyczyny tej magii, ani celu dla jakiego ona istnieje. Jest to po prostu naturalne i normalne, tak jak to, że można być naraz zwierzęciem i człowiekiem, a każdy czarodziej musi umrzeć po długich i starannych przygotowaniach, bo inaczej wydarzy się nieszczęście.

Jest jednak w "Pieśni karczmarza" jeszcze jeden rodzaj magii. Ten, który powoduje, że książki się nie czyta - nią się żyje. Bohaterowie nie są obcymi istotami z kartek, lecz przyjaciółmi i wrogami znanymi całe życie. Każdy z nich jest inny, każdego wiodą inne drogi. Mają swoją historię, którą Beagle opisuje w co najwyżej kilku słowach, co jednak w zupełności wystarcza do tego, żeby ich w pełni poznać.

To jest arcymistrzostwo pisania - kilka szczegółów i z życia postaci, wcale nie najważniejszych, przybliża ją i czyni pełną. Zamiast sążnistych opisów uczuć bohatera dostajemy kilka odpowiednio złożonych słów. I to wystarcza.

Niesamowicie działają na czytelnika krajobrazy z tej książki. Wizja autora pojawiają się dookoła nas. Na nieokreślony czas znikamy ze świata. Idziemy razem z Lukassą przez tajemniczy i niezwykły świat martwych rozglądając się z oszołomieniem. Podróżujemy z Tikatem przez Północne Pustkowie czując jego głód i widząc otaczającą go pustkę.

Niestety, każda opowieść musi się kończyć. Trzeba odejść z tego świata strasznego i pięknego, świata zupełnie nam obcego, a jednak już bliskiego. Zostaje tylko pomarzyć od czasu do czasu o Mrocznej Lal.


Poprzednia strona Spis treści Następna strona