Zachęcona efektami specjalnymi na trailerze,
zdecydowałam się pójść na rzeczony film. Spodziewałam się miernej chałtury w
ładnej oprawie. Miło się zawiodłam. Nie znaczy to oczywiście, że film jest dobry.
Fabuła jest dziurawa jak ser szwajcarski, błędy mnożą się jak szarańcza a
nieprawdopodobieństwa sięgają zenitu. Ale nie w tym rzecz. Już po wprowadzeniu widz
zmuszony jest wyłączyć zwoje mózgowe w trosce o przegrzanie. I wtedy bez uszczerbku na
zdrowiu psychicznym1 można delektować się "Mumią", która,
przynajmniej moim skromnym zdaniem, zasługuje na miano komedii roku.
No, ale może od początku. Na wstępie scenarzyści zafundowali nam darmową
wycieczkę po Egipcie za czasów panowania XIX dynastii. Szkoda tylko, że rozminęli się
z prawdą (no, ale w hollywoodzkiej produkcji nie powinno to zdziwić kogokolwiek).
Widzimy budowniczych Sfinksa. Szkoda tylko, że scenarzyści zapomnieli o drobnym fakcie,
iż budowla ta (z buźką należącą do pewnego władcy z IV dynastii) jest o tysiąc lat
starsza. Ale nic to. W tle widać piramidy. Graficy najwyraźniej chorują na syndrom
Microsoftu i nie rozróżniają wersji beta od produktu finałowego. Piramidy bowiem
wyglądają tak jak obecnie i zamiast błyszczeć od odblasku słońca na polerowanej
licówce, są jej zupełnie pozbawione. Czy naprawdę tak trudno "poprawić"
piramidy jak zrobiło się Sfinksa prawie od nowa? Nie jest to koniec błędów. Ja na
przykład zupełnie nie mogłam zrozumieć, co robi francuska Legia Cudzoziemska na
terenach okupowanych przez Brytyjczyków i jak można zmumifikować kogoś staroegipskim
sposobem na żywca (ta wewnętrzna sprzeczność przerasta moje możliwości pojmowania).
W tym momencie przestałam myśleć, gdyż czynność ta okazała się zupełnie zbędna
podczas seansu tego filmu.
Teraz
mogę już przestać narzekać i zacząć pisać o rzeczach bardziej przyjemnych. A więc
najpierw o postaciach. Są sztampowe aż do bólu. Widać, że skorzystano ze starego,
dobrego wzorca "Indiany Jonesa". Mamy więc ładną i naiwną panienkę, jej
brata - nieudacznika, czarującego poszukiwacza przygód (Indy'emu nie dorasta do pięt),
bardzo amerykańskich archeologów, przyjaznych i mniej przyjaznych krajowców
(pamiętacie może "Poszukiwaczy zaginionej Arki"? Albo "Winnetou i skarb w
Srebrnym Jeziorze"?) oraz mumie (w liczbie mnogiej). Na szczęście ta rutyna nie
razi. Postacie są przerysowane świadomie i stanowią dodatkowy powód do salw śmiechu.
Zapożyczenia sięgają dalej. Na szczęście producenci filmu nie zamierzali stworzyć
dzieła śmiertelnie poważnego jak "Dzień Niepodległości", w którym
sytuacje komediowe byłyby niezamierzone. I to właśnie ratuje "Mumię". Jest
to bowiem świadomy pastisz. Gagi padają z prędkością karabinu maszynowego, a
fragmenty akcji mają bardzo dużo wspólnego z filmami przygodowymi, starymi horrorami, a
nawet westernem. Nie można także przyczepić się do szybkiego (poza paroma wstawkami)
tempa.
Na tym nie kończą się uroki "Mumii". Mnie do kina zwabiły głównie
efekty specjalne (bo przecież nie aparycja tytułowego bohatera). Trzeba przyznać, że
zrobiono je na naprawdę wysokim poziomie. Choć widać, w których momentach robotę
wykonały komputery, a same efekty niewiele wnoszą do nastroju, miło jest popatrzeć, a
całość zyskuje końcowy szlif.
Bez wątpienia rzeczą, która stanowi klasę samą w sobie, jest udźwiękowienie
filmu. Należy go bezwarunkowo oglądać w kinie wyposażonym w Digital Dolby. Sam film
nie byłby straszny, gdyby nie dźwięk przestrzenny. Echo kroków czegoś, co podchodzi
zza rogu... Ech, tego trzeba posłuchać. Rewelacyjna jest też muzyka. Skomponował ją
Jerry Goldsmith (tak, ten, który napisał muzykę do "Alien"), co jest samo w
sobie gwarancją jakości. Stylem przypomina "Poszukiwaczy zaginionej arki"
(Znowu! Czy ktoś się jeszcze dziwi?), ale nie jest małpowaniem twórczości Johna
Williamsa. Doskonale pasuje do filmu i jest bezbłędnie zsynchronizowana z akcją.
Ogólnie rzecz biorąc, film godny jest polecenia. Może nie jest to arcydzieło, ale
gwarantuje doskonałą rozrywkę. I na koniec prosta zagadka dla miłośników kotów: czy
wiecie, czego tak naprawdę lękają się mumie?
1 nie licząc egiptologów, historyków, historyków sztuki, konserwatorów
zabytków i pokrewnych profesji