Wraz z pojawieniem się na ekranach kin pierwszej
części gwiezdnej sagi nie mogło zabraknąć oczywiście gier Lucas Arts. Na pierwszy
rzut ukazały się "The Phantom Menace", "Racer" i "Gungan
Frontier". I na pewno na trzech grach się nie skończy.
Tym razem chłopcy z LA postanowili spróbować czegoś nowego i posiłkować się
starymi, acz skutecznymi chwytami. I tak oto powstało "The Phantom Menace",
skrzyżowanie przygodówki TPP w stylu "Tomb Raidera" z filmówką. Na fali
popularności "Mrocznego Widma" sukces jest prawdopodobny. W końcu fani kupią,
co się tylko da.
Grę należy traktować jako bezwzględny gigaspojler, więc aby nie odstraszać
kinomanów pozwolę sobie pominąć fabułę gry i przejść do konkretów.
Wykonanie jest pierwszą rzeczą jaka rzuciła mi się w oczy. Tym razem team LA
wykonał kawał porządnej roboty. Gra zainstalowała się ku mojemu zaskoczeniu bez
większych problemów, a wymagania sprzętowe tym razem odpowiadały nominalnym.
Trochę "kanciasta" (mimo wymaganego P200) grafika mogła by być lepsza, ale
ani nie razi, ani nie ujmuje całości uroku. Niektóre lokalizacje (a jest ich 12) są
wręcz urzekające. To co zaś wzbudziło we mnie największy entuzjazm to
udźwiękowienie. Nikogo nie powinien zdziwić fakt, że wykorzystano oryginalną muzykę
Johna Williamsa. Została ona bardzo dobrze wkomponowana w akcję gry. Odpowiednie tematy
muzyczne pojawiają się we właściwych momentach i wbrew pozorom nie są nachalne.
Także nieodzowne w każdej grze soundfx'y zasługują na pochwałę. Aby jednak docenić
w pełni ich uroki, warto zaopatrzyć się w bardzo dobrą kartę dźwiękową.
Obsługiwane systemy dźwięku przestrzennego to min. A3D, EAX czy typowy raczej dla kina
Dolby Surround. Dodatkową zaletą jest użycie w grze oryginalnych głosów części
postaci. Niestety muzyka i dźwięk są praktycznie jedynymi rzeczami, które można
uznać za tworzące klimat.
Gra nie wymaga niestety zbytniego zaangażowania szarych komórek. Miejsc, w których
musimy pomyśleć jest naprawdę niewiele,a zagadki nie są zbyt trudne. Gra jest raczej
typową zręcznościówką. Musimy się wykazać bardziej refleksem i umiejętnościami
szybkiego wykańczania wrogów różnymi sposobami, niż czymkolwiek innym. Niezależnie
od tego, czy wywijamy mieczem, czy strzelamy z blastera, musimy wyjść z opresji cało.
Czarne charakterki nie występują, co prawda, w zbyt wielu odmianach, ale za to
nadrabiają ten brak niesamowitą wręcz obfitością.
Podczas gry wcielamy się w cztery postacie z filmu. Każda ma odmienne uzbrojenie i
umiejętności. Po prawdzie, jeżeli nie gramy Jedi, możemy mówić o braku
umiejętności. Tylko Jedi dysponują jedyną sensowną bronią - mieczem. W pozostałych
przypadkach trzeba zadowolić się różnymi rodzajami blasterów, a celowanie z nich nie
należy do łatwych. Widok z lotu ptaka powoduje, że precyzja w strzelaniu jest raczej
wątpliwa. Także ruchy postaci są niedopracowane. Jedi, co prawda, potrafią ślicznie
skakać i wywijać mieczem, ale nie posiadają już umiejętności ... kucania i
przesuwania się bokiem. Braki w poruszaniu się nie rażą jednak zbytnio, bo podczas
walki ciężko jest skoncentrować się na czymkolwiek innym.
Jak przystało na grę rozgrywającą się w świecie "Star Wars" pojawia
się Moc. Gracze, którzy pamiętają "Jedi Knight" i "Mysteries of the
Sith" tym razem mają poważne powody do narzekania. Użycie Mocy sprowadzono bowiem
tylko do dwóch umiejętności - Pchnięcia i Perswazji. Za pomocą pierwszej z nich
można w zasadzie tylko ogłuszyć niektórych wrogów, lub odbić część pocisków.
Druga zaś pojawia się niekiedy w dialogach. Ten brak różnorodności niestety razi.
Jeszcze jednym powodem do narzekania jest perspektywa z lotu ptaka. Co gorsza, graczowi
nie dano wyboru. O ile w "Tomb Raider" podziwianie Lary Croft z góry może
mieć uzasadnienie w efektach, powiedzmy, wizualnych, to w "The Phantom Menace"
raczej utrudnia życie.
Podsumowując, nie jest to gra ambitna. Można zagrać, ale pozostawia niedosyt. W
zasadzie dla miłośników gatunku, lub zatwardziałych fanów "Star Wars".
Wymagania:
- Windows 9x
- 125MB + 100MB swap na dysku
- CD-Rom 4x