Framzeta
Pismo SF FRAMLING. Numer 5 [październik-listopad 1999]

Poprzednia strona Spis treści Następna strona


Wojciech Gołąbowski

Projekt "Tęcza"

Niebosiężne, stalowoszklane wieżowce w centrach miast; ciche i malownicze jeziora o tafli sfałdowanej wiatrem; majestatyczne i groźne górskie szczyty... Co łączy te wszystkie znane nam dobrze pejzaże? Ano, wszystkie pięknieją mając za tło wielobarwną tęczę.

Kto nie widział tęczy, ręka w górę... Nie widzę.

rainbow.jpgTęcza, fantastyczne zjawisko przygotowane przez atmosferę, spółka światła i wody cieszy nasze oczy, zwiastując koniec deszczu. Niestety, tylko przez kilka minut. Czy jest sposób, aby ten niezrównany widok zachować na dłużej? Owszem, jest. Wiadomo, jak sztucznie wywołać ów barwny łuk na niebie - wystarczy w słoneczny dzień rozpylić odpowiednio dużą ilość wody. Można w ten sposób uświetnić niejedną uroczystość, ale koszty... Otrzymując w ten sposób tęczę niejako "na zawołanie", "z zegarkiem w ręku", tracimy ją równie szybko, co naturalną. Cóż robić?

Aby postawić budynek, potrzebne jest rusztowanie. Wieżowce też są budynkami, tylko "trochę" większymi. Tutaj sprawa rusztowania nabiera rumieńców: potrzebny na nie jest materiał odpowiednio lekki i wytrzymały zarazem. Przecież dolne warstwy muszą utrzymać całość wielometrowych konstrukcji! We wschodniej Azji rozwiązano ten problem. Budując malezyjskie drapacze chmur, wykorzystano rusztowanie z pędów bambusa.

Czyli - można.

Do czego zmierzam? Chyba każdy się już domyślił...

Jak zbudować tęczę? Z czego? Gdzie? Po co? Pytań jest tak wiele...

Zacznijmy od podstaw. Kształt - półokrąg (ewentualnie lekko spłaszczona elipsa), z dwoma końcami umocowanymi na stałe w ziemi. Odległośc między tymi punktami - hmmm... przyjmijmy, 2 kilometry (odległość wzięta "z natury", podczas obserwacji naturalnej tęczy rozpiętej pomiędzy dwoma katowickimi osiedlami). Wysokość - połowa średnicy - 1 kilometr. Fiu, fiu, fiu...

Właśnie. Tu zaczynają się schody.

Z czego i jak budować obiekt siegający kilometr wzwyż, nie mający podparcia w geometrycznym środku swej ciężkości? To pytanie dla projektantów mostów rozporowych, mających (w przybliżeniu) podobny kształt. Mogę spróbować podpowiedzieć: bambus.

A może... balon? Gdyby połączyć odpowiednią ilość baloników zawierających gaz lżejszy od powietrza (na przykład niepalny hel), gdyby obudować je lekką konstrukcją, gdyby... Tu kłania się fizyka: ile kilogramów jest w stanie unieść pewna objętość helu? Jaka jest przepuszczalność takiej konstrukcji, to znaczy - ile gazu trzeba by dopompowywać dziennie? I w jaki sposób? Gdyby balon miał kształt rury... ale jak taką wyprodukować? Jeśli zaś konstrukcja będzie się składała z pojedynczych, klasycznych baloników - czy te sflaczałe opadną same, czy pozostaną raczej ściśnięte i przyklejone do sąsiednich?

Na pytanie "gdzie" odpowiedź wydaje się być prostsza: tam, gdzie będzie co oglądać i zarazem tam, gdzie wystąpią najmniejsze szanse na niszczące ruchy skorupy ziemskiej. Ale tu bezlitośnie wkracza ekonomia. Budowa ma sens tylko tam, gdzie całe przedsięwzięcie przyniesie wymierne korzyści.

Jak czerpać zyski z tęczy? Oto kilka pomysłów: billboardy reklamowe, punkt widokowy (windy wwożące na górę), kawiarenka (oj, czy to aby nie za ciężkie?), anteny radiowe, telewizyjne, telekomunikacyjne... Przykładów można mnożyć do woli - jedynym ograniczeniem jest udźwig konstrukcji. No i wyobraźnia.

Co nam zostało? Acha, "po co?".

Cóż...

PS. Zdjęcie zaczerpnięte ze strony http://www.bearchele.com


Poprzednia strona Spis treści Następna strona